poniedziałek, 21 grudnia 2009

Olsztyńskie

kraj: Polska
browar: Kormoran
ekstrakt: nie podano; alkohol: 4,5%; butelka 0,33 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 1,50 PLN

Próbowania polskich pilsów ciąg dalszy. Olsztyńskie z browaru Kormoran podeszło mi tak średnio. Kolor był bardzo poprawny - słomkowo-złoty. Za to fatalnie z pianą, piwo w ogóle się nie chciało pienić. Od 0,5 cm do 0 w ciągu 10 sekund. Nie podpasowało mi Olsztyńskie również zapachem. Słodowe, z nutami chlebowymi i chmielowymi, ale nie komponowało się to tutaj. Średnio przyjemny zapach kiepskiego piwa. Od biedy można nazwać to piwo smacznym. Słodowe, z bardzo wyraźną i dobitną goryczką, która dominuje całkowicie w posmaku. Byłoby dobrze, gdyby taki smak był cały czas, ale niestety. Momentami niestety podjeżdżało mi czymś kwaśnym, co wybitnie psuło przyjemność z picia. Może są ludzie którzy lubią taki dodatek, ale ja do nich nie należę. Jednak muszę nadmienić, że sporo brakowało Olsztyńskiemu do bycia niesmacznym, znajduje się tak po środku mojej smakowej skali pilsów. Z taką intensywną goryczką wyróżniało się pozytywnie... gdyby nie ta kwasowość. Z nagazowniem poskąpili. Pod koniec już wybitnie mnie ten kufel męczył brakiem bąbelków. Butelka typu zwrotny "bączek" ze strasznie pstrokatą etykietą, która stylistycznie jest identyczna do tej od ciemnego Masurena Dunkel. Czyli jak dla mnie kiepsko.

Wypiłem bez bólu, ale nie zachwycił mnie ten pils niczym. Może lepiej bym ocenił pijąc je na szybko prosto z butelki, ale piłem z kufla i jest, jak napisałem na początku, po prostu średnio.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

sobota, 19 grudnia 2009

Zdrowe

kraj: Polska
browar: Gab
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5,0%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: ale; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,20 PLN

Zdrowe to podobno niepasteryzowane i niefiltrowane pale ale. Niepasteryzowane można od razu skreślić, bo data ważności upływa mu w czerwcu przyszłego roku. Kupiłem je całkowicie w ciemno. Nie czytałem wcześniej żadnych opinii, nie wiedziałem jaki to styl, nie piłem nawet żadnego piwa z Browaru Gab. Nie miałem pojęcia czego się spodziewać. Usiadłem do komputera i się trochę przestraszyłem, bo nie było praktycznie żadnej pozytywnej recenzji, ludzie straszyli trichlorofenolem i po tym co wyczytałem w sieci, bardzo chciałem napisać "ale to ale niesmaczne", ale tak nie będzie.

Piwo które nalałem do szklanki było mętne (po wypiciu pozostało nawet sporo osadu) i kolorem przypominało słaby kompot z suszu. Było może trochę bardziej pomarańczowe, jak się patrzyło pod światło. Piana na dwa palce i opada w ciągu dwóch minut. Pozostaje cienka obwódka, kra, która utrzymuje się do samego końca i zostawia ślady na szklance. Zapach jak dla mnie taki nijaki. Niby początkowo nieprzyjemny, ale za chwilę wyczułem owoce, które pojawiały się i znikały. Nie ma specjalnie nad czym się pastwić ani pochwalić. Co jednak z tym smakiem, który piwoszy zmuszał do wylania zawartości kufla? No więc pierwszy i drugi łyk nie należą do najprzyjemniejszych, z tym się muszę zgodzić. Jest to ciężkie piwo. Wyczuć można żelazo, tak jakby piło się wodę z metalowej beczki (albo jakąś leczniczą wodę mineralną). Po kilku łykach jednak ten element smakowy znika. Prawdopodobnie się przyzwyczaiłem. Oprócz tego metalu, jest miła owocowa kwaskowatość i goryczka. Tą najlepiej czuć w posmaku. Nagazowane jest bardzo dobrze i równomiernie. Bąbelki pracują do końca. Czy Zdrowe mi smakowało? Musze odpowiedzieć, że tak. Jakoś się to ostatecznie fajnie zgrało. Nie nazwałbym Zdrowego wytrawnym czy bogatym smakowo, ale na pewno jest ciekawe. Chociaż było ciężkie w odbiorze i nie była to czysta przyjemność, to jednak im bliżej końca tym lepiej mi się piło (i nie chodziło o fakt, że skończą się moje męczarnie). Co do wyglądu to jestem całkowicie na nie. Kolejna etykieta jakby robiona w Power Poincie, nawet tło odpowiada "office'owskiej" teksturze. Jakoś nie udał się tutaj ten minimalizm i stylizowanie na produkt ekologiczny (bo zakładam, że taki był właśnie zamysł twórców). Za to fajny patent z banderolą zamiast krawatki na szyjce.

Nie wiem czy Zdrowe odpowiada stylowi pale ale. Nie wiem czy smakuje inaczej od tych z datą przydatności do stycznia (które ludzie wylewali). Nie wiem czy ten metal i kwasowość w smaku to zepsute drożdże. Wiem za to, że piłem wiele mniej udanych i smacznych piw, które stawały mi w gardle. Chętnie sięgnąłbym po nie za jakiś czas, sprawdził co się zmieniło, czy rzeczywiście piwo się psuło i musieli pasteryzować, żeby było wypijalne, ale cena trochę za wysoka. Mogłaby być o złotówkę niższa i wróciłbym.

Raciborskie Klasycznie Warzone

kraj: Polska
browar: Racibórz
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,7%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 2,70 PLN

Ciężko stwierdzić co się dzieje z raciborskim browarem. Jego przyszłość stoi pod znakiem zapytania, właściciel w areszcie, produkcja podobno stanęła, ale okazuje się, że ich piwo można jeszcze dostać. I dobrze. Butelkę którą kupiłem, prawdopodobnie lano już w browarze w Zielonej Górze, do którego przeniesiono z Raciborza produkcję tego konkretnego piwa. Na kontrze nadal widnieje stary adres, ale nawet jeżeli robią z klienta głupka to nie będę się obrażał, bo Raciborskie Klasycznie Warzone jest smacznym piwem i jestem w stanie to kłamstwo przełknąć.

Raciborskie jest koloru jasnego złota. Nalało mi się z całkiem ładną pianą, ale opadła ona bardzo szybko, zostawiając jedynie obwódkę, która później i tak całkowicie znikła. W zapachu niemrawe. Trochę słodowe z jakimś, ciężkim do zidentyfikowania dodatkiem, za to w smaku... nie wiem, może miałem akurat dzień na takie piwo, ale zostałem całkowicie urzeczony. Od pierwszego łyku wyraźnie słodowe, z nutami chlebowymi (które lubię coraz bardziej) i z lekuchnym posmakiem chmielu. Goryczka, chociaż początkowo niewyczuwalna, pojawiła się po kilku łykach. Raciborskie Klasycznie Warzone okazało się smaczne i wyjątkowo przyjemne w odbiorze. Smakowałoby jeszcze lepiej, ale... wysycenie było zdecydowanie za słabe, chociaż możliwe, że to problem związany z technologią warzenia. Butelka jak najbardziej na plus. Strasznie podoba mi się takie stylizowanie, kojarzy mi się z dwudziestoleciem międzywojennym. Świetne dopasowanie kolorów, logo i czcionek. Lata świetlne względem Racibora Pełnego. Na kontrze sporo informacji, ale odesłanie do strony www jest totalnie bez sensu bo nie ma tam słowa o tym piwie.

Nie wiem czy to prawda, że warzą je w otwartych kadziach. Poczytałem trochę w sieci i sporo ludzi poddaje w wątpliwość, że po przeprowadzce nadal będzie produkowane w ten sam sposób. W sumie jeżeli produkt jest smaczny, to dla mnie nie ma problemu. Jeżeli nadal będzie w sprzedaży to piwo z pewnością jeszcze nie raz sięgnę. Jeżeli wypatrzycie je na sklepowej półce to koniecznie spróbować!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 16 grudnia 2009

Obołoń Pszeniczne

kraj: Ukraina
browar: Obołoń
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: hipermarket Kaufland,
cena: 4,99 PLN

Ostatnio zawędrowałem do pabianickiego Kauflanda i kierując się bardzo pozytywną oceną z Fast Food Eaters wziąłem z półki Obołoń Pszeniczne (albo Оболонь Пшеничне jak kto woli). Oczekiwania miałem spore i niestety piwko ich do końca nie spełniło.

Zacznę od opakowania. Obołoń zafundował swojemu pszeniczniakowi piękną "szatę". Nie dość, że dał butelkę z tłoczonym napisem to jeszcze dorzucił bardzo stylowe etykiety. Główna z fikuśną "wypustką", ta na szyjce fantazyjnie wycięta. Kontra świetnie opisana (całkowicie po polsku) z termometrem wskazującym temperaturę odpowiednia do spożycia. Całość kolorystycznie dopasowana idealnie do zielonej butelki. Biel i żółć ze złotymi dodatkami i czerwonymi napisami w cyrylicy nadają charakteru i wschodniej egzotyki. Jednak to co najważniejsze to samo piwo, a ono aż tak nie zachwyca.

Kolor miało dość ładny, cytrynowo-miodowy, jak dla mnie minimalnie za jasne. Było oczywiście mętne, ale w moim odczuciu tu również trochę za słabo. Na moje, to jak na pszeniczniaka, było za przejrzyste... jakby rozwodnione. Pieniło się bardzo, aż bałem się, że mi wykipi ze szklanki. Strasznie żałuję, że tego nie uwieczniłem, ale ta ponad 3 cm czapa opadła nie wiadomo kiedy. Może w tym być trochę mojej winy, bo nie schłodziłem Obołona do odpowiedniej temperatury. Spory plus ma u mnie, za to że te pół centymetra piany, które widać na zdjęciu. Utrzymała się tak do samego końca (a piłem je dobrze ponad pół godziny). Zapach bardzo stonowany i ciężko wyczuwalny. Czułem jakieś dalekie aromaty owocowe. Może cytrusy? Natomiast sporego rozczarowania pszeniczne z Obołonia dostarczyło mi w smaku. Tak jak z zapachem. Piwo bardzo stonowane, nie wyróżniające się specjalnie niczym na tym polu. Rozwodnione, z lekko wyczuwalnymi owocami i goryczką w posmaku. Jest dość smaczne, ale nic ponad to. No nie tego się kurde spodziewałem! Z niektórymi polskimi czy niemieckimi rzeczywiście może konkurować, ale do czołówki (mojej prywatnej czołówki) jeszcze daleka droga. Aha... Wysycenie było bardzo dobre, przyjemnie drapało w gardło, ale samo wysycenie nie wystarczy.

Napiszę jeszcze raz, Obołoń Pszeniczne nie jest złym piwem, ale ocena 9/10 na FFE nakręciła mnie na Bóg wie jaką delicję. Gdybym wystawiał oceny to moja byłaby niższa tak o 2 punkty. Pewnie kiedyś jeszcze po nie sięgnę, ale w tej chwili cena trochę zniechęca. Gdyby było o złotówkę tańsze to może i częściej bym zaglądał do Kauflanda.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 11 grudnia 2009

Leikeim Kellerbier

kraj: Niemcy
browar: Leikeim
ekstrakt: nie podano; alkohol: 4,9%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: delikatesy Alma na ul. Kilińskiego w Łodzi,
cena: 4,99 PLN

Kellerbier to stary, niemiecki styl, który wywodzi się podobno ze średniowiecza. Nie wiem jak wygląda proces jego produkcji, ale piwo powinno być niefiltrowane i niepasteryzowane (ten z Leikeim, raczej na pewno był, bo data ważności to lipiec 2010), bogate w witaminy. W Leikeim Kellerbier nie ma się czym zachwycać, bo jest niemrawy i płaski.

Piwo jest barwy pomarańczowej, mętne (pełne pływających drożdżowych farfocli) i tworzy dość wysoką pianę (drobnopęcherzykową), która opadając tworzy koronę i pozostawia ślady na ściankach. Zredukowała się po kilkunastu minutach prawie całkowicie do mikroskopijnej obwódki. Muszę przyznać, że w kuflu prezentowało się ładnie, przypominało pszeniczniaka. Pod względem zapachu to raczej słabo. Bardzo słabo wyczuwalna woń słodu i jakiś przykry, lekko śmierdzący dodatek, którego nie potrafię zidentyfikować. Może jakiś dziwny zapaszek od chmielu? W smaku bardzo przeciętnie. W sumie nie wiem czego się spodziewałem, ale na pewno czegoś bardziej intensywnego o większej gamie smaków. Leikeim Kellerbier jest bardzo delikatny i stonowany. Na pierwszym planie słód i chlebowość (prawdopodobnie od drożdży). W posmaku minimalna goryczka. Z wysyceniem również tak sobie. Z początku było bardzo dobre, niezbyt obfite, ale idealnie podbijało smak. Kończyłem kufel niestety już z praktycznie wygazowanym piwem. Butelka zamykana, ale wyglądem nie powala. Etykiety w kolorze piaskowym z dodatkami brudnego złota, wyglądają jakby robione były w Power Poincie. Jedynym ładnym elementem jest logo/herb Leikeim. No i brak informacji o ekstrakcie. A zapięcie... ech, zamiast porcelanki jest korek z jakiegoś tworzywa.

Pierwszy wypity kellerbier mnie raczej rozczarował. Piło się go bez bólu, nie wykrzywiał, ale również niespecjalnie miał się czym popisać. Da się wypić, ale pytanie czy warto wydać te pięć złotych, skoro można za nie kupić nawet dwa polskie smaczne piwa?

wtorek, 8 grudnia 2009

Okocim Pszeniczne

kraj: Polska
browar: Okocim
ekstrakt: 11,8% ; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep Żabka,
cena: poniżej 3,49 PLN

Drugi polski pszeniczniak, tym razem z, chyba najbliższego mojemu sercu, polskiego browaru. Okocim Pszeniczne trafiło na sklepowe półki w 2007 roku i od tamtej pory pojawia się raz na jakiś czas. Pierwszy raz piłem ponad rok temu, później niejednokrotnie odwiedzałem hipermarket i wypatrywałem go na regałach - nie było. Jakoś jesienią znalazłem je w sieci Żabka, a wczoraj w końcu powtórnie się na niego skusiłem (a wszedłem szukając okocimskiego portera).

Jak na piwo pszeniczne przystało jest mętne, koloru pomarańczowo-miodowego. Ładne, ale mogłoby być trochę pełniejsze. Gorzej natomiast z pianą, której po nalaniu dostałem śmieszną wręcz ilość i kiepskiej jakości. Była może na jeden centymetr i opadła w moment do poziomu trzech milimetrów - jak w pilsie. W tym stylu brak porządnej piany to spory minus. Okocim Pszeniczne pachniał nie najgorzej, chociaż nie był to zbyt bogaty zapach. Pszenica i delikatne akcenty goździków. W smaku niestety bardzo przeciętny. Wodnite, z lekką goryczką, trochę kwaśne, ale raczej płaskie. Ciężko wyczuć mi było aromaty owocowe. Chwali mu się to, że chodziło bez problemu i orzeźwiało. Wysycenie z początku super. Takie jakie powinno być w pszeniczniakach. Smyrało przyjemnie w język i podniebienie. Niestety w połowie szklanki bąbelki się ulotniły i kończyłem je jeszcze z mniejszym entuzjazmem.

Z jednej strony jestem zachwycony wyglądem, z drugiej jest na co tutaj ponarzekać. Uwielbiam takie tłoczone butelki, wyglądają naprawdę z klasą. Tutaj nie dość, że tłoczona to jeszcze smukła. Minimalizm się chwali, ale etykieta z szyjki bardzo uboga w informacje. Nie ma podanego miejsca warzenia (jedynie enigmatyczne EU) i nie ma podanego ekstraktu. Jest za to numer na infolinię, więc zadzwoniłem i dowiedziałem się to czego trzeba: ekstrakt 11,8%; pochodzi z browaru w Brzesku (wierzę, chociaż istnieje możliwość że to nieprawda). Drugą rzeczą, która mi się nie podoba jest to, że zdecydowali się na butelkę bezzwrotna. Carlsberg Polska powinien być bardziej przyjazny środowisku.

Okocim Pszeniczny jest lekki, wypijalny, ale nic ponad to. Żadnych doznań z górnego pułapu przyjemności smakowych. Na pewno chwali się Okocimowi, że leje to piwo i sprzedaje je w sprzyjającej cenie (w którejś z sieci hipermarketów jest podobno sprzedawane za 2,99 PLN). To chyba jedyny browar stricte koncernowy, który w swojej ofercie ma tyle stylowo różnych piw (aromatyzowane, jasne, pszeniczne, trzy ciemne). Miejmy nadzieję, że z tego nie zrezygnują. Przepraszam za fatalne zdjęcie. Kombinowałem z oświetleniem i tłem - ścierka była czysta, tyle że najpierw wytarłem nią szklankę.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Czarne

kraj: Polska
browar: Fortuna
ekstrakt: 12,7%; alkohol: 6,2%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: ???

Ostatnia na dzisiaj pozycja z browaru Fortuna. O ile Smoki są bardziej lub mniej udanymi piwami, i jestem pozytywnie do nich ustosunkowany, o tyle w przypadku Czarnego, ciężko mówić o pozytywach czy o czymś udanym. To jedno z najbardziej niesmacznych piw jakie piłem w życiu. Któregoś wieczoru przyniosła je Kamila (także nie wiem ile kosztowało) i mimo naszych starań (moich większych) nie udało się nam go wypić. Wylałem gdzieś 3/4, a te kilka łyków, które wziąłem wyryły mi się dość dobrze w pamięci.

Czarne jak sama nazwa wskazuje to ciemne piwo, raczej ciemnobrązowe, niż czarne - zresztą jaki by ten kolor nie był ładnie wyglądał. Ciężko ocenić mi pianę, bo lałem tak, że wykipiało. Mimo wzburzenia i tak to wszystko dość szybko opadła, co zresztą mnie nie zdziwiło, bo przyzwyczaiłem się do tego. Co czyni to piwo praktycznie niewypijalnym to obecne w zapachu i smaku podobieństwo do... Coli. Po pierwszym łyku normalnie wykręciło, a z każdym kolejny było gorzej! Picie tego to była prawdziwa męczarnia. Było obrzydliwie słodko i chemicznie. Na dodatek duże wysycenie jeszcze bardziej upodobniało Czarne do tego napoju. Może, gdybym jeszcze lubił Colę, to miałbym jakąś minimalną przyjemność z obcowania z tym piwem, ale od dziecka starałem się stronić od wszelkich jej odmian i podróbek. Butelka wygląda ładnie, obecne są mazaje znane ze smoczych butelek, ale dla mnie to klasa niżej.

Osobiście podałbym je tylko osobie, której nie lubię i chciałbym zrobić przykrość. Zagadką jest dla mnie jak może ono ludziom smakować, a raczej jest ich sporo, bo w sklepie obok Miłosierdzia Bożego z Fortuny jest tylko Czarne i jego miodowa odmiana (która podobno jest o niebo lepsza, ale nie wiem czy chcę się przekonać). Dla mnie absolutnie niepitne.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:
Related Posts with Thumbnails