Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepasteryzowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepasteryzowane. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 października 2011

Namysłów Niepasteryzowane


kraj: Polska
browar: Namysłów
ekstrakt: nie podano; alkohol: 6,0%;
butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: około 3 PLN

To moje pierwsze spotkanie z piwem z namysłowskiego browaru. Jakoś wcześniej nigdy nie udało mi się nawet spotkać w sklepach ich produktów. W połowie października zaczęło się pojawiać i te kilka skrzynek schodziło na pniu. Czy Namysłów Niepasteryzowane jest naprawdę tak smaczny czy zadziałało świetne opakowanie i marketing? 

Kolor ma typowy przedstawiciel lagerów - jasnozłoty, klarowny. Bez rewelacji. Piwo pieniło się ładnie, utworzyła mi się porządna czapa białej, lekko złamanej szarością, piany. Składała się ze średnich pęcherzyków i niestety opadła zadziwiająco szybko. Osiadła na ściankach szklanki, utworzyła obrączkę i cieniutką warstewkę. Zapach delikatny, słodowy. Piwo które piłem miało jeszcze 14 dni do końca terminu ważności. W smaku było słodowe z dodatkiem delikatnej kwasowości i słabą goryczką. Gdzieś w tle dobrze ukrywał się smak skórki od chleba (za to duży plus). Odniosłem takie mylne wrażenie na początku, że piwo jest orzeźwiające i lekkie, ale w trakcie picia zrobił się trochę przyciężkawe i je męczyłem. Ostatnie łyki uprzykrzył mi również alkoholowy posmak. Wysycenie było dość wysokie i takie jest do końca, początkowo wydawało się nieprzesadzone, ale od płowy naprawdę przeszkadzało mi w konsumpcji. 

Co rzuca się w oczy to bardzo dopracowane opakowanie. Mamy świetną kolorystykę etykiet, które nie dość że stylizowane na retro są jeszcze świetnie powycinane. Browar zaserwował również dedykowany kapsel i kartonik na szyjkę, który wydaje się może zbędnym bajerem, ale naprawdę zwraca uwagę klienta. Jestem zachwycony kształtem i designem głównej etykiety. Świetna czcionka, świetna rycina. Chwali się również, że Browar Namysłów zrobił własne butelki zwrotnymi. Zazwyczaj jak polski browar decyduje się na tłoczenie na szkle to już opakowanie robi się jednorazowe. Jedyny minus to brak informacji na temat ekstraktu.

Namysłów Niepasteryzowane mnie nie urzekł, ale ostatnio raczej mało który lager mnie zachwyca. Wydaje się trochę za nudny. Brakowało mi jakiegoś wyróżnika, większego pazura. Był też trochę przyciężkawy. Niemniej jednak na tle wielu piw niepasteryzowanych, które pojawiły się na rynku w ciągu ostatniego roku wypada dobrze. Jest to z pewnością piwo, które może smakować. Dobre do picia w większych ilościach. Chyba.  

niedziela, 4 września 2011

Viva Hel

kraj: Polska
browar: Gościszewo
ekstrakt: 12,5; alkohol: 5,5 %; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: Kraina Piwa, Toruń
cena: 6,00 PLN

W czasie sierpniowego wypadu do Torunia, koleżanka pokazała nam bardzo przyjemny lokal - Krainę Piwa. Kilka kranów z rotacyjnym piwem, kilkadziesiąt piw butelkowanych, dość przyjemny wystrój i ogródek. Podczas pierwszych odwiedzin skusiłem się na pszeniczniaka, którego do tej pory nie dane mi było spotkać na sklepowych półkach okolicznych sklepów. Wakacyjne wspomnienie - Viva Hel z Browaru Gościszewo.

Gdy zamawiałem piwo, nie myślałem o spisaniu recenzji. Poprosiłem o przelanie piwa do szklanki, także na zdjęciu brakuje butelki i z oczywistych względów muszę pominąć część o opakowaniu. Druga sprawa to użyta przy zdjęciu lampa, przez którą mamy przekłamane kolory (musieliśmy wypić piwo w środku, bo ogródek był pełen). 

Viva Hel było żółte, mętne. Piana biała, gęsta, zbita, ale średnio trwała. Piwo pachniało cytrusami. Przyjemnie, ale dla mnie troszkę płasko Zapach pozbawiony był aromatu bananów i goździków, nie wyniuchałem też nut zbożowych - taki jednowymiarowy. Pierwszy łyk i jedyne co czuć to cytrusową kwasowość. Później daje o sobie znać lekka kwiatowość i taki trochę apteczny smak, jaki czasem można trafić w pszeniczniakach. Wysycenie mocne, tak jak powinno być.

Piwo było smaczne, ale to nie jest do końca to, co lubię w piwach pszenicznych. Brakowało goździków i bananów. Nic nie łamało mi tej kwasoty, która chociaż przyjemna i orzeźwiająca, wydawała mi się zbyt jednostajna. Nie było źle..., ale nie znalazłem tam nic, co spowodowałoby chęć sięgnięcia po to piwo kolejny raz.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 1 lipca 2011

Spiż Pszeniczne

kraj: Polska
browar: Spiż Wrocław
ekstrakt: 12%; alkohol: 5,7%; z bezcki 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: ogródek Spiż na Rynku we Wrocławiu,
cena: 9,90 PLN

W zeszły weekend gościłem we Wrocławiu na Dniach Fantastyki. Chcąc połączyć przyjemne z... przyjemnym, odwiedziłem wraz z przyjaciółmi wrocławski Spiż, który jakby nie patrzeć jest uważany za swojego rodzaju pozycję obowiązkową na piwnej mapie Polski. Zamówiłem pszeniczniaka, by ugasić pragnienie po późnym śniadaniu i strasznie żałuję, bo było to piwo raczej słabe.

Spiżowe Pszeniczne było jasno cytrynowe i mętne. Piana biała, trwała, składała się z drobnych i średnich pęcherzyków. Utrzymywała się do końca. Za to plus. Pachniało niewyraźnie. Wyczułem lekką woń bananów, były też kwaśne nuty, które zakwalifikowałbym jako cytrusy. W smaku natomiast piwo okazało się jeszcze bardziej lichutkie. Przede wszystkim wodnite i lekko kwaśne. Czułem coś co od biedy nazwałbym goździkami i jeszcze czymś co niestety kojarzyło mi się tylko i wyłącznie z kiszoną kapustą. Gdzieś bardzo daleko majaczył bardzo niewyraźny smak chmielu. Piwo zostawiało kwaśny posmak, który później wchodził w rejony smakowe jakie odpowiadają czemuś zjełczałemu. Bardzo nieciekawe doznania.

Piwo podaje się tam w gołym szkle. Każdy styl w takim samym. Rozumiem, że to z oszczędności, ale mimo wszystko szkoda. Na te kilka, które zamówiliśmy (a zamawialiśmy różne) połowa była nienalana do końca. Do piwa dostaliśmy chleba z firmowym smalcem. Także i zakąska nie powalała. Smalec był niesmaczny, a mój chleb czerstwy. Mam nadzieję, że ogródek różni się od tego jak podaje się w środku.

Nie chcę się tutaj wypowiadać o całym Spiżu. Na piwa, które zamówiliśmy, skarżyli się tylko ci, którzy wybrali pszenicę. Była ona niezbyt smaczna, bez charakteru i w ogóle nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Te 10 złotych, które tam zapłaciłem było najgorzej wydanymi pieniędzmi w zeszły weekend. 100 razy bardziej wolę pszenicę z Bierhalle.

poniedziałek, 16 maja 2011

Pink Killer

kraj: Belgia
browar: Brasserie de Silly
ekstrakt: 11%; alkohol: 5%; z beczki 0,25 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane, pszeniczne; niepasteryzowane,
źródło: Piwoteka Narodowa na 6 Sierpnia w Łódzi,
cena: 7 PLN

Wczoraj udaliśmy się do nowo otwartej Piwoteki Narodowej (o samym lokalu później). Liczyłem, że dostępne będzie menu z soboty (głownie chodziło mi o Atak Chmielu z Pinty), ale w niedzielę akurat tego zabrakło. W pierwszej kolejności wybraliśmy lanego, belgijskiego Pink Killera, który jest piwem owocowym robionym na bazie pszenicy. Fajnie wyszło, bo to 101 piwo opisane na Experiment Beer i nawiązuje trochę do pewnego klasycznego filmu Disneya.

Pink Killer jest pomarańczowe i mętne. To drugie dość ciężko stwierdzić, bo dedykowane szkło jest mrożone. Piana bielutka, bardzo gęsta, składa się z bardzo drobnych pęcherzyków. Po nalaniu na dwa centymetry. Redukuje się do cienkiego kożuszka, później do obwódki, osadza się też na szkle. Zapach przede wszystkim kwiatowy. Dodatkiem jest lekki aromat cytrusów. Raczej słodki. W smaku piwo jest lekko słodkie z dodatkiem kwasowej nuty. Wyczuwałem mandarynki i czerwonego grejpfruta. Piwo orzeźwiające i lekkie, ale trochę zbyt "perfumowane". Ja to odebrałem trochę jak kwiatowy smaczek, moja Kamila doszukiwała się tutaj czegoś chemicznego. Mnie to jednak nie przeszkadzało. Piwo idealnie ugasiło pragnienie, z każdym łykiem uwalniało swój aromat. Wysycenie dobre, przyjemnie szczypało w język. Jako, że nie mogę ocenić opakowania skupię się na szkle. Szklanka do Pink Killera nie przypadła mi do gustu. Mrożone szkło utrudnia dobre przyjrzenie się piwu. Sam kształt jest okej, mam nawet podobne szkło do maiselowego dampfbiera, ale szkło jest w tym wypadku jak dla mnie ciut za grube - preferuje jednak cieńsze. Logo za to bardzo sympatyczne - takie różowe połączenie Scooby Doo i Cujo.

Polecam obejrzeć materiał wideo, na którym możecie obejrzeć jak barman (jednocześnie właściciel) nalewał nam piwo. Widać jak prezentowało się w szklance. Mam nadzieję, że to nie ostatni filmik jaki będziecie mieli okazję tutaj obejrzeć (i jednocześnie zrekompensuje wam zdjęcie z uciętymi szklankami). Kilka słów podsumowania. Pink Killer to fajne i oryginalne (przynajmniej dla mnie) piwo smakowe. Dziwią mnie, więc bardzo słabe oceny w serwisach. Rzeczywiście mało tu typowego smaku piwa, ale można się tu doszukiwać śladów znanych z pszenicy czy witbiera. Moim zdaniem jest w porządku.


A teraz o Piwotece Narodowej, która działa dopiero od 10 dni.

Lokal znajduje się w Łodzi przy ulicy 6 Sierpnia. Kilkanaście metrów za sklepem Piwoteka patrząc od ulicy Piotrkowskiej. Składa się z dwóch sal i oddzielonej szklanymi drzwiami palarni (łącznie to jest ok. 120 m2). Wystrój i kolorystyka bardzo przypadły mi do gustu. Takie połączenie nowoczesności i tradycji. Sporo piwnych szyldów na ścianach. Sala w której siedzieliśmy była czarno - czerwona, ale kolory nie przytłaczały. Okna na ulicę zapewniały bardzo dużo światła. Druga sala jest w kolorze zielonym i złotym, w takich samych są obicia krzeseł. A teraz najważniejsze. Z kranu lanych było 8 piw: dwa belgijskie: Pink Killer i Delirium Tremens, czeski Primator Dark, Warnijskie (albo Warmiak), Lubuskie, Celtyckie, Pyszne i Wiśnia w piwie. Fajny wybór, chociaż mnie zabrakło jakiegoś pale ale albo bittera. Jako drugie wypiłem Lubuskie, moja Kamila zdecydowała się na Chimaya Tripple z butelki - tych jest około 50 do wyboru, sporo czeskich i belgijskich (żałuję że nie cyknąłem zdjęcia menu). Do tego oczywiście kawa, herbata i jakieś przekąski. Właściciel, który nas obsługiwał to bardzo sympatyczny człowiek. Porozmawialiśmy chwilę, zdradził, że niedługo może się pojawić w ofercie lany Porter Łódzki. W tygodniu mają dowieźć piwa z Pinty. Jak dla mnie Piwoteka Narodowa to świetne miejsce, jak na razie to najlepszy tego typu lokal w jakim byłem. Idealny aby napić się dobrego piwa w przyjemnej atmosferze, przy lekkiej muzyczce. Trzymam za niego kciuki i życzę sukcesów. Mam nadzieję, że dam radę zaglądać tam tak często, jak będę w Łodzi. Zachęcam do tego wszystkich znajomych z regionu. Warto.

sobota, 14 maja 2011

Chimay Blue

      SETNE PIWO NA EXPERIMENT BEER!
 
kraj: Belgia
browar: Abbaye Notre Dame de Scourmont
ekstrakt: 19,6%; alkohol: 9%; butelka 0,33 l
typ: półciemne; rodzaj: ale; niepasteryzowane
źródło: prezent

Dzisiaj blog obchodzi mały jubileusz. Opisałem do tej pory 99 piw, na to setne wybrałem coś specjalnego. Od pewnego czasu zbierałem się do niego (co zresztą zapowiadałem) i gdy doszło do mnie, że zbliżam się do setki, postanowiłem, że będzie odpowiedni moment na skosztowanie Chimay Blue - "jedną z ikon światowego piwowarstwa". Blue to mocny dubbel, który dojrzewa i refermentuje w butelkach. Początkowo był warzony jako piwo świąteczne, stąd też jego moc. Jednakże jego olbrzymi sukces spowodował, że został piwem całorocznym. Można go przechowywać nawet kilka lat. Z wiekiem staje się podobno coraz smaczniejszy. Ten który piłem jest z rocznika 2009, a na kontrze ma datę przydatności 2014. Chowałem go prawie półtora roku. To bardzo smaczne piwo, nie mogę sobie nawet wyobrazić jakie byłoby za te 3 lata.

Piwo po przelaniu do kielicha ma kolor brązowy i jest zupełne mętne. Piana niestety słabiutka. Średniopęcherzykowa, beżowa, opada bardzo szybko. Zostaje po niej cieniutka obwódka z wyspą koloru kremowego po środku. Szczerze mnie to zasmuciło, bo spodziewałem się gęstej piany jak w przypadku tripla. Cóż, nie można mieć wszystkiego. W zapachu przede wszystkim drożdże. Wyczuwalna jest też lekka kwiatowa słodycz (która z biegiem czasu się umacnia) i delikatne cytrusow orzeźwienie. Piwo jest gęste i treściwe. Wytrawne i lekko cierpkie w smaku z wyczuwalnym alkoholem i delikatną goryczką w posmaku. To nie wszystko! W Chimay Blue wyczułem również świeże orzechy włoskie - takie z których możemy jeszcze obrać gorzką skórkę. Niesamowite połączenie! Alkohol gra tu bardzo ważną rolę. Urzeka swoją wytrawnością i wyrazistością, porządnie uderza do głowy. Po tych 330ml zrobiło mi się naprawdę ciepło i miło. Wysycenie z początku porządne, ale z czasem coraz bardziej słabnie.

Opakowanie Blue nie różni się specjalnie od pozostałej dwójki, więc nie będę się rozpisywał (odsyłam do poprzednich wpisów). Jedyne różnice to: chabrowe tło etykiet i rocznik przy herbie Chimaya.

Chimay Blue robi bardzo duże wrażenie. Jest to piwo aromatyczne, mocne, a każdy jego łyk to autentyczna przyjemność. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby komuś nie smakować. Osobiście jednak bardziej przypadł mi do gustu Chimay Triple. Całą trójcę po prostu trzeba spróbować! Niesamowite piwa!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

sobota, 30 kwietnia 2011

Chimay Red

kraj: Belgia
browar: Abbaye Notre Dame de Scourmont
ekstrakt: 15,5%; alkohol: 7%; butelka 0,33 l
typ: półciemne; rodzaj: ale; niepasteryzowane
źródło: prezent
To "wkrótce" trochę trwało. W końcu zabieram się za kolejne piwo z gwiazdkowo-prezentowego zestawu Chimay Trilogy. Na początku kwietnia opisałem już Chimay Triple, dzisiaj kolej na Chimay Red, a na niebieskiego musicie jeszcze trochę poczekać (mam nadzieję, że tylko do przyszłego tygodnia).

Red (lub jeżeli ktoś woli, Rouge) to piwo typu dubbel i w tej chwili jest to najstarsze piwo z portfolio Chimay. Jest to niepasteryzowane piwo górnej fermentacji, które dofermentuje w butelce.

W porównaniu z Triple to prezencję ma niestety słabą. Kolor kompotu z suszu, pod światło jest to barwa  brudnej pomarańczy. Piwo jest całkowicie mętne. Piana bardzo słaba, opadła tak szybko, że nie zdążyłem jej uwiecznić. Średnio ziarnista, lekko beżowa. Ostała się jako cieniutki kożuch; bura obwódka i wypukła wyspa po środku (z powodu wyrytego herbu na dnie kielicha). Różni się to bardzo od tego co można zobaczyć na reklamowych zdjęciach, ale wystarczy poczytać recenzje w sieci, żeby nie czuć się osamotnionym. Zapach Red ma bogaty. Lekko słodki, owocowy. Troszkę podobny jak w piwach pszenicznych. Da się wyczuć również drożdże. Wyborne połączenie. Smak również złożony. Lekko cierpki, z wyczuwalnymi aromatami owocowymi i małą goryczką. Ta lekko kwaskowata owocowość kojarzy mi się ze śliwkami lub brzoskwiniami. Kompozycję uzupełnia bardzo delikatnie smak alkoholu, co czyni całość bardziej pełną. Wysycenie jest wysokie, bąbelki szczypią w usta. Piwo jest treściwe, ale również i orzeźwiające. Nie jest ciężkie, pije się je z wielką przyjemnością.

Butelka utrzymana w takim samym stylu co Chimay Triple - elegancki minimalizm. Z tym, że kolor kremowy zastąpiono bordo, również na kapslu. Nie ma co ukrywać, ten bordowy wygląda gorzej, ale złego słowa nie mogę powiedzieć.

Red to bardzo smaczne piwo, ale dubbel nie oszałamia tak jak tripel. Może to zabrzmi durnie, bo posłużę się takim górnolotnym stwierdzeniem, ale pijąc, degustując... nie czułem uniesienia, a spodziewałem się czegoś takiego. Po prostu bardzo dobre piwo, ale gdybym miał kiedyś coś świętować i kupić butelkę 0,75l to wybrałbym jednak Chimay Triple. Polecam. Spróbujcie.
Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

niedziela, 17 kwietnia 2011

Lwówek Ratuszowy

kraj: Polska
browar: Lwówek
ekstrakt: 13,8%; alkohol: 6,2%;
butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 3,70 PLN

Z piwem z browaru w Lwówku Śląskim mam kontakt od jakiegoś czasu, ale nie było okazji albo zabrakło mi chęci na spisanie wrażeń z konsumpcji. Teraz się rehabilituję za sprawą "nowości" jaką jest Lwówek Ratuszowy. Piszę "nowość", bo jak wieść głosi, jest to dawny Lwówek Piastowski, którego zmianę nazwy wymusił Carlsberg, właściciel Browarów Piastowskich.

Piwo jest klarowne, ma szczerozłoty kolor, ale moim zdaniem jest on za słaby jak na taki ekstrakt. Piana na dwa palce. Jest gęsta, biała, składała się z drobnych pęcherzyków. W czasie około 5 minut opadła do cienkiego kożucha, oblepiała ścianki. Zanik postępował do cienkiej obwódki. Zapach słodowo-chmielowy z mocniejszymi akcentami chmielu. W smaku jakoś bez rewelacji. Jest słodowe, mocno kwaśne z lekkimi aromatami chlebowymi. Z początku stwierdziłem praktyczny brak goryczki, pod koniec jednak daje o sobie trochę znać. Mam wrażenie, że piwo jest zbyt mocno wysycone i to w jakiś sposób wpływa na ten kwaśny smak. Gdy piwo kończyłem, osłabła ona na tyle, że właśnie mogłem się lepiej poczuć w ten chlebowy posmak.

Kilka zdań na temat wyglądu. Mamy do czynienia tylko z etykietą przednią i tą na szyjce. Browar Lwówek nie daje kontry. Na etykiecie udało się zmieścić kod kreskowy, informacje o producencie i sposobie przechowywania, kalendarium. Na krawatce jest informacja, że mam do czynienia z piwem jasnym, nieutrwalanym (rozumiem, że chodzi o odróżnienie od koncernowych niepasterów), podano zawartość alkoholu i ekstraktu. Sporo, ale jest  to czytelne. Typografię uważam za chybioną. O ile napis "Lwówek" uważam za fantastyczny (świetnie zaprojektowane, zapadające w pamięć czcionki), o tyle dopisek "ratuszowy" jest fatalny. Według mnie czcionka jest bardzo źle dobrana. Nie pasują do siebie zupełnie. Cała reszta jest jak najbardziej okej. Doskonałe wykorzystanie ryciny ratusza, bardzo fajna kolorystyka (kremowo-cytrynowe tło, czerwień i dodatki: czerń, biel i zieleń). Bardzo fajnie się to komponuje. Kapsel, taki jak u Ciechana: "W jedności siła. Piwa regionów". Wiem, że ma on wielu przeciwników, ale mnie on absolutnie nie przeszkadza. Jest jeszcze jedna rzecz, która bodzie internautów, a która mnie osobiście odpowiada. Chodzi mi mianowicie o lwa z tarczą herbową i inicjałami M.J. na dwukolorowym polu. Oczywiście chodzi o Marka Jakubiaka, który jest właścicielem Browaru Lwówek i Ciechan. I ja uważam że to zabieg jak najbardziej okej.

Lwówek Ratuszowy nie powalił. W moim odczuciu średnie piwo. Męczył mnie trochę tym kwaśnym smakiem, brakowało mi goryczki. Nie mam też specjalnie czego chwalić, ani czegoś co obrzydziłoby mi to piwo. Przeciętniak. I cena trochę zniechęca. W takim przedziale można kupić smaczniejszego mocnego lagera. Lwówek Śląski, którego z pewnością kiedyś opiszę, jest zdecydowanie smaczniejszy.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Chimay Triple


kraj: Belgia
browar: Abbaye Notre Dame de Scourmont
ekstrakt: 17,3%; alkohol: 8%; butelka 0,33 l
typ: jasne; rodzaj: ale; niepasteryzowane
źródło: prezent

Kolejny prezent, znowu gwiazdkowy - tyle że tym razem od mojej Kamili. Dostałem od niej cały zestaw Trilogy Chimaya, w skład którego wchodzą 3 piwa (+ firmowe szkło): Chimay Red, Chimay Blue i Chimay Triple. Dzisiaj będzie właśnie o tym trzecim.

Co warto zauważyć, to fakt, że tylko 7 piw na świecie jest warzonych w przyklasztornych browarach trapistów, są to belgijskie: Achel, Orval, Rochefort, Westmalle, Westvleteren i Chimay właśnie, oraz holenderskie La Trappe. Tylko one mogą poszczycić się logo "Authentic Trappist Product". Zakon w belgijskim Chimay (niedaleko francuskiej granicy) powstał w 1850 roku, a od 1862 roku warzy się tam piwo (Chimay Red). Kilkustronicowa książeczka dołączona do zestawu opisuje jak wygląda dzień zakonników, zawiera również kilka innych przydatnych informacji - można jednak sobie to wszystko przeczytać na stronie browaru. Chimay Triple to najmłodsze dziecko Chimaya. Warzą je od 1966 roku. Jest to piwo niepasteryzowane, które refermentuje w butelce. To także pierwszy tripel i pierwsze piwo trapistów jakie miałem okazję spróbować. Spodziewałem się dużo, otrzymałem więcej.

Piwo przelałem do kielicha wg zaleceń - centymetr piwa z osadem zostawiłem w butelce. Kolor jasnobursztynowy, zauważalne jest jeszcze lekkie zmętnienie. Piana bielutka, bardzo gęsta i tak drobnoziarnista, że z góry wygląda jak mleko. W postaci czapy utrzymuje się bardzo długo, do końca zostaje cieniutki kożuszek, w czasie picia osadzała się na ściankach. Szkło ma na dnie wygrawerowany herb Chimaya, który powoduje, że mamy kolumnę bąbelków tylko pośrodku. Pienista czapa przybiera przez to charakterystyczny wypukły kształt. Myślę że na zdjęciu po lewej nawet udało mi się to uchwycić. Zapach... po pierwszych niuchach kojarzy mi się z szampanem. Lekko kwaśny, trochę drażniący, winogronowy. W smak Chimay Tripel jest treściwy, raczej słodki, chyba ze względu, że czuć tu w każdym łyku lekką owocowość. Pijąc je ciągle mi gdzieś w głowie chodziły porównania do szampana. Z tym, że ja za nim nie przepadam, a ten tripel przypadł mi niezmiernie do gustu. Niemniej jednak to na co zwraca się przede wszystkim uwagę to mocna, wytrawna goryczka w posmaku. Czuć też alkohol, który przyjemnie smyra w gardło. Wysycenie nienaganne. Od początku podbija smak, pod koniec tylko odrobinę słabnie.

Wygląd butelki nie oszałamia, ale elegancji odmówić Chimayowi nie potrafię. Butelka 330 ml z wypukłym napisem "Abbaye de Scourmont". Na etykiecie proste wzornictwo. Skromne logo, biała czcionka na kremowym tle, minimalizm. Całość zrobiona ze smakiem, stylowo... odbierałem to tak, że to stonowanie zwiastuje jakieś głębsze doznania... i nie pomyliłem się! Z tyłu, na kontrze informacje w 3 językach, napisano jak przechowywać i do jakiego szkła lać, ale zabrakło informacji o ekstrakcie (wziąłem z polskiej Wikipedii). Całość domyka firmowy kapsel.

Chimay Triple to piwo, które autentycznie zachwyca smakiem i aromatem, a podejrzewam, że ludzie którzy lubią szampana będą czerpali z niego jeszcze więcej przyjemności. Nie jest to oczywiście piwo do picia, tylko do degustowania się. Swoją wytrawnością i aromatami oszałamia. Sam sączyłem swoje ponad godzinę, każdy łyk to była czysta przyjemność i smutno mi było je kończyć. Serio. Nie wyobrażam sobie, żeby wypić je gdzieś na chybcika. Gorąco polecam, bo Chimay Triple nie ma wad.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 9 marca 2011

Engel Hefeweizen Hell

kraj: Niemcy
browar: Crailsheimer Engel-Bräu
ekstrakt: 12,2%; alkohol: 5,5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 6,49 PLN

Przeczytałem o tym piwie naprawdę wiele dobrego (chociażby na blogu Jerzego Mackiewicza), więc gdy kupowałem je sobie któregoś razu "na pocieszenie" sądziłem, że spędzę z nim przyjemnie popołudnie. Niestety zawiodłem się dość mocno.

Engel Hefeweizen Hell w szklance prezentuje się wybornie! Pieni się szalenie. Super obfita i bielutka czapa redukuje się bardzo wolno i pozostaje na poziomie pół centymetra. Kolor dość jasny. Zapach typowy dla piw pszenicznych. Słodki, lekko kwiatowy z nutkami bananowymi. Do tego momentu było wszystko super! Niestety pierwszy łyk przyniósł rozczarowanie. Brak typowych dla pszenicy palety smaków - moje kubki smakowe nie wyczuły słodyczy bananów i goździków, nie było cytrusów. Właściwie nie czułem nic poza lekko kwaśnymi mineralnymi smaczkami, które nie były urzekające. Pomyślałem, że może za bardzo je schłodziłem i odstawiłem na kilkanaście minut. Wtedy Engel odkrył resztę ze swoich niewielu walorów. Do głosu doszły nuty kwaśne i wyczułem również błąkający się gdzieś smak słodu pszenicznego. Wyczuwalna zrobiła się również goryczka. To za mało. Smak był płaski, nudny i zdecydowanie za mało treściwy jak dla mnie. Z każdym łykiem piwo robiło się coraz bardziej wodnite. Wysycenie natomiast bardzo mocne. Takie jakie cenie w pszeniczniakach.

Butelka zakręcana. Etykieta zdobiona średniej jakości widoczkiem pól i zalesionych pagórków, do tego wstęga z nazwą piwa. Kolorystyka przyjemna i całość prezentuje się nieźle, jednakże nie jest to nic wybitnego. Na kontrze informacje po niemiecku, rosyjsku i chyba po włosku.

Może trafiłem na gorszą partię, chociaż wątpię. Podejrzewam, że z Engel Hefeweizen Hell mam podobnie jak z pszenicą z Okocimia - ludziom smakuje, mnie już niekoniecznie. Wg mnie nie jest warte ceny, którą każą sobie zapłacić delikatesy. Jest dużo smaczniejszych i tańszych piw pszenicznych (nawet tych polskich).

czwartek, 14 października 2010

Łomża Niepasteryzowana

kraj: Polska
browar: Łomża
ekstrakt: nie podano; alkohol: 6%; butelka 0,33 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: hipermarket Kaufland,
cena: 2,29 PLN

Kolejne niepasteryzowane z 3miesięczną datą do spożycia. Jeżeli w te wakacje sięgałem po piwo, to właśnie najczęściej po to. Nie są to wyżyny smaku, ale przed koncertem, dwa bączki Łomży Niepasteryzowanej to idealny starter. Piwo koloru ciemnej słomki z dość przeciętną, nietrwałą pianą koloru czystej bieli. Zapach orzeźwiający, słodowo-chmielowy. Bardzo przyjemny. W smaku przede wszystkim słodowe z lekką goryczką, którą czuć naprawdę króciutko i z lekkimi mineralnymi smakami. Tak jak wspomniałem... nie jest to nic specjalnego, po prostu niezły koncernowy lager z bączka. Chociaż przyjemniej pić ze szklanki, bo nagazowany jest bardzo porządnie i czasami bąbelki lecą do nosa.

Etykieta robiona na retro. Jaki tło mamy szary papier paczkowy, proste liternictwo i kontur "łomżańskiej" pary w strojach ludowych. Chociaż ładnym ciężko to nazwać, to jest to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Z pewnością właśnie taki, a nie inny design skusił ludzi do sięgnięcia po butelkę. Co mi się podoba to różne kapsle (próbowałem to uwiecznić na zdjęciu). Na części partii mamy kobietę, a na części mężczyznę - bardzo fajny pomysł.

Cena waha się od 2,29 zł w Kauflandzie do 2,49 zł w Carrefourze. Nie spotkałem się z wyższa. Taniej jednak można kupić ciut słabszego, zielonobutelkowego lagera, z tym że jednak Łomża Niepasteryzowana jest smaczniejsza, także warto właśnie ją włożyć do koszyka (chociaż mniejsza). Ale gdybym miał w podobnej cenie Noteckie to bym się nad produktem Unibrew nie zastanawiał.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

Blog nie umarł! On śpi i śni.
Co jakiś czas będę coś wrzucał, ale piję zdecydowanie mniej. Przyczyna jest prosta: po przekroczeniu magicznej liczby 90kg wskaźnik na wadze co raz szybciej i szybciej się przesuwał ku setce i musiałem podjąć radykalne kroki - ograniczyłem się bardzo w pewnych przyjemnościach. Może tycie po piwie to mit, ale chudnąć bez niego o wiele łatwiej.

środa, 21 lipca 2010

Naturalne Niefiltrowane

kraj: Polska
browar: Gościszewo
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 6,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: sklep z piwami regionalnymi "Zofmar" na ul. Pomorskiej w Łodzi,
cena: 2,60 PLN

Pierwsze moje spotkanie z wyrobami browaru Gościszewo nie zaliczam do specjalnie udanych, chociaż myślę, że mogłoby być zdecydowanie gorzej. Na Naturalne Niefiltrowane skusiłem się dość przypadkiem. Stojąc w kolejce w Zofmarze zobaczyłem, że facet przede mną zakupił go aż 10 sztuk- to był taki impuls, żeby zabrać do domu chociaż butelkę.

Do szkła nalałem piwo, które wygląda jak jasny hefe weizen - ciemnozłoty, mętny... i cholernie apetyczny. Że to piwo z innego stylu zdradza piana (ale przecież piłem też pszeniczniaki o kiepskiej pianie). Była słaba. Gdybym nie wlał wybełtanej końcówki to nie utworzyłby się nawet ten centymetr który widać na zdjęciu. Do tego bardzo krótkotrwała, nie minęła minuta i zredukowała się do obrączki. Co dziwne... wysycenie bardziej niż porządne. Drapało w gardło przez cały czas picia piwa. Zapach... przede wszystkim taki słodko-słodowy, trochę mineralny... z jakimś trudnym do zidentyfikowania dodatkiem. I przez niego raczej mało przyjemny. W smaku pierwsze co czuć to słód i chlebowo-piwniczne nuty. W każdym łyku dodatkowo wyczuć można subtelne zbożowe smaczki. Goryczki niestety brak. Później dochodzi do głosu obrzydliwa nuta kwaśna i w pewnym momencie zaczyna dominować praktycznie całkowicie.

Opakowanie... Z jednej strony bardzo fajna "ulotko-wizytówka" przywieszona do szyjki. Po jednej je stronie informacja o zmętnieniu i sposobie nalewania, po drugiej tekst: "Piwo niefiltrowane. Bogactwo: Smaku, Witamin i Mikroelementów." Z drugiej zaś... fatalne etykiety z tłem jutowego worka, słabo widocznymi czcionkami ii ogólnym brakiem pomysłu. Na kontrze informacja o temp. przechowywania (która przy tych upałach co mamy teraz zupełnie nie ma racji bytu). W składzie wymieniono wodę, słód jęczmienny, chmiel, cukier i żywe kultury drożdży. Także nic specjalnego. Opakowanie oceniam jako średnie.

Spodziewałem się czegoś dużo smaczniejszego, a Naturalne Niefiltrowane było średnie na jeża (chociaż pierwsze łyki były zdecydowanie lepsze). Osobiście nie podeszło mi przez ten nachalny kwasowy prymat w smaku, który męczył i nie pozwalał mi przez cały czas konsumpcji pozbyć się myśli, że piwo się popsuło (chociaż do końca terminu ważności było jeszcze 3 tygodnie). Także mimo iż Naturalne Niefiltrowane błyskawicznie ugasiło moje pragnienie to na kolejne skuszę się dopiero gdy miną te mordercze upały.

sobota, 19 czerwca 2010

Rześkie

W linkach pojawiło się kilka kolejnych miejsc, gdzie w oderwaniu od dużych serwisów ludzie piszą o piwie. Radarowe opisy piwa z Fast Food Eaters wyewoluowały na Teraz Piwo! Dodałem również odkryty wczoraj blog Michała Saksa, piwowara z gdańskiej Brovarnii (który mógłby pisać częściej ;) ) i Mój Kufelek - raczkujący jeszcze blog z opisami (czy jak kto woli recenzjami) piw. Zachęcam również do czytania blogów, które są tam już od jakiegoś czasu: Jerzego Mackiewicza, Danskiego i znanego z felietonów na Browar.biz (i nie tylko z tego) Kopyra. Mam nadzieję, że przybędzie kolejnych takich miejsc.

A teraz temat właściwy!

kraj: Polska
browar: Kormoran
ekstrakt: 11%; alkohol: 5,6%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 3,10 PLN

Dzisiaj będzie o niepasteryzowanym jasnym Rześkim z Kormorana. Jakiś czas temu pisałem o ich innym niepasterze - Świeżym, które mi specjalnie nie podeszło. Rześkie jest trochę słabsze - 5,6% i to na pewno wyszło tu na dobre.

Piwo po zlaniu do kufla jest koloru złota, klarowne. Na jedenastkę kolor jak najbardziej akuratny. Piana naprawdę zacna. Przy nalaniu utworzyła ładną czapę, a później utrzymywała się w kożuszek i osiadała na ściankach. Biała, drobna, gęsta - opadała równo. Dopiero gdzieś po 40 minutach redukuje się do obrączki. Zapach trochę niemrawy. Czuć delikatnie chmielem. Przebija się również coś co osobiście kojarzy mi się z mokrą, skoszoną łąką... taki trochę trawiasty i metaliczny zapaszek. W smaku bardzo w porządku. Pierwsze co uderzyło w moje kubki smakowe to zbożowo-chlebowe nuty. Obecna jest również goryczka. I nie czuć alkoholu, jak to było w przypadku Świeżego. Rześkie przez cały czas pracuje, bąbelki drapią w gardło przy każdym łyku - na wysycenie złego słowa nie mogę powiedzieć.

Butelka bardzo fajna. Etykieta utrzymana w stylistyce regionalnej, postarzana, z dwoma rysunkami, z czego ten wyżej z miejsca kojarzy się z błogimi wczasami na wsi. Do tego szyszki chmielu. Jedyne co mi nie pasuje to czcionka - taka mało tradycyjna. Na kontrze wszystko co powinno być: opis, skład, ekstrakt.

Rześkie jest bardziej niż w porządku. Jak nazwa wskazuje jest rześkie, przyjemne i - posiłkując się tekstem z kontry - idealnie gasi pragnienie. Stawiam je z pewnością wyżej niż Świeże, ale jednak czegoś tu brakuje do ideału. Niemniej jednak polecam - piwo smaczne i jak najbardziej warte swojej ceny.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 10 czerwca 2010

Dawne

kraj: Polska
browar: Konstancin
ekstrakt: 14,1%; alkohol: 6,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: sklep Nasze Browary na Toruńskiej,
cena: 3,40 PLN

Po Dawne z Browaru Konstancin sięgnąłem po ponad rocznej przerwie. Zresztą dopiero drugi raz je próbowałem. Poprzednie piłem na długo zanim zacząłem prowadzić tego bloga. Pamiętam, że wtedy mi to piwo nie podeszło na tyle mocno, że przez długi okres czasu omijałem produkty z Konstancina Jeziornej szerokim łukiem. Jako, że miałem ochotę na jakiegoś niepastera, a Ciechan Wyborne ostatnio nie zachwycał, to kupiłem właśnie to Dawne, i jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy piwko okazało się teraz cholernie smaczne.

Kolor złoty, czysty. Dawne pieni się zaskakująco obficie. Piana biała, gęsta, opadająca do przyzwoitego kożuszka, który znowu utrzymuje się dość długo. Zapach jak najbardziej przyjemny. Słodowo-chmielowy, średnio intensywny, ale treściwy. Kuszący. Jednak tym czym mnie Dawne urzekło był świeży smak. Tak się złożyło, że piłem w dusznych, parny dzień i ten schłodzony browarek, po całym paśmie nieprzyjemności jakie mnie wtedy spotkały, był niesamowicie kojący i orzeźwiający. Smak był pełny. Przede wszystkim słodowy, ale z wyraźną goryczką. Przy każdym łyku pojawiały się dodatkowo delikatne nuty chlebowe. Nawet trochę za słabe wysycenie nie psuło przyjemności spożywania. Pamiętam z zeszłego roku, że Dawne atakowało mnie w smaku nachalnym alkoholem. Tym razem, mimo 6,2%, na szczęście nie ma.

Browar Konstancin zafundował swojemu produktowi niemrawą etykietę. Wygląda trochę tak jakby mocno spłowiała na słońcu. Kolory wyblakłe, całość lekko rozmyta. Jednak coś w tym jest - patrzy się na butelkę i na myśl przychodzi letni skwar, który zostanie przez Dawne złagodzony. Na nieciekawej kontrze jest informacja o składzie i ekstrakcie. Całość wypada, co najwyżej średnio, ale na szczęście zawartość jest lepsza.

Dawne z Konstancina smakowało mi bardzo. Kupowałem tak trochę z "braku laku", a teraz to piwo stało się jednym z moich ulubionych piw niepasteryzowanych - wyprzedzając produkty takich browarów jak: Amber, Kormoran czy Kasztelan. Jeżeli szukacie czegoś orzeźwiającego w nadchodzące wakacje to myślę, że Dawne będzie dobrym wyborem.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru
:

czwartek, 20 maja 2010

Świeże

kraj: Polska
browar: Kormoran
ekstrakt: nie podano; alkohol: 7%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 3,20 PLN

Wypiłem kilka dni temu niepasteryzowane Świeże z browaru Kormoran. Próbowałem go wcześniej dokładnie rok temu, w maju i dobrze pamiętam, że szału nie było. Tym razem również mnie to piwo nie zachwyciło, a szkoda, bo z samej nazwy brzmi kusząco.

Świeże jest klarowne, koloru jasnego złota. Przelewając do szklanki pieni się mocno. Piana była biała, drobna, ale opadała prawie tak szybko jak się podnosiła. Pachniało dość intensywnie - słodowo ze słabymi, ale jakże nieciekawymi nutami alkoholowymi. W smaku... było takie sobie. Dominował bez dwóch zdań słód. Dodatkiem była taka mdła goryczka i niestety, przebijający się smak alkoholu. Z każdym łykiem zdawało się być ciut lepsze (albo zwyczajnie się moje kubki smakowe przyzwyczaiły), poczułem nawet niemrawe chlebowe i chmielowe smaczki. Wysycenie było na odpowiednim poziomie. Nie ma co ukrywać, nie miałem przyjemności w piciu Świeżego. Nie wchodziło mi, nie zasmakowało.

Butelka robiona na regionalną modłę, ale absolutnie mi się nie podoba. Nie cierpię tej "czekoladowej" czcionki. Psuje ona całą etykietę, którą przez rok trochę na korzyść zmienili. Zdecydowanie powinno być tu użyć jakiejś "pisanej", chociażby takiej ja w Warnijskim.

To co mi się nie podoba w Świeżym to ilość procentów. Pijąc je absolutnie nie czułem, że obcuję z regionalnym piwem niepasteryzowanym, raczej z jakimś koncernowym strongiem. Brakuje tutaj lekkości i o dziwo świeżości, jest ciężkie, czego owocem jest męczenie, a nie picie piwa (już nie mówię o delektowaniu się). Dam jeszcze Świeżemu szansę, odczekam rok, a jeżeli w tym czasie będę mieć ochotę na niepasteryzowane z Kormorana to spróbuję Rześkiego, wydaje się ciekawszym wyborem.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

niedziela, 24 stycznia 2010

Noteckie Niepasteryzowane

kraj: Polska
browar: Czarnków
ekstrakt: 12,1%; alkohol: 5,6%; butelka 0,33 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: hipermarket Piotr i Paweł,
cena: 1,89 PLN (z butelką)

Podobnie jak w przypadku Eire, kupiłem cały, świąteczny sześciopak Noteckiego Niepasteryzowanego i od pierwszego łyka żałowałem, że nigdy wcześniej nie pokusiłem się i nie zakupiłem chociaż jednego bączka. Jest to jedno z najciekawszych polskich piw jakie piłem i nieprzesadzone są wychwalające je pod niebiosa opinie. To piwo jest genialne!

Noteckie jest szczerozłote i klarowne. Piana bielusieńka, po nalaniu porządna, obfita. Opadała równomiernie i powoli, tak do poziomu pół centymetra, utworzyła kożuch, który nie zniknął do końca. Zapach ma świeży i bardzo przyjemny. Słodowo-chmielowy z nutami piwnicznymi. Od samego wąchania czuć, że to piwo jest smaczne. Smakuje równie dobrze jak pachnie. Jest bogate. Idealnie skomponowane i zrównoważone smaki słodowe i chmielowa goryczka, która zyskuje z czasem na intensywności w posmaku i czuć to długo po każdym łyku. Czuć świeżość! Oprócz tego obecne są bardzo specyficzne torfowo-ziemiste aromaty. Ciężko to wytłumaczyć słowami. Przy pierwszych butelkach przychodził mi na myśl zapach skoszonej trawy. Przy ostatnich (w tym jednej wypitej po terminie) te smaki wyraźnie osłabły, zdominowała je chmielowa goryczka. Wysycenie średnie, delikatnie musuje podniebienie. Na tym poziomie jest idealne i sprzyja smakowaniu się Noteckim. Opakowanie niby takie samo jak w Eire, z tym że zamiast brązu mamy zieleń, ale jak dla mnie to jest jednak gorzej. Mamy tutaj czerwona "pieczątka", która jest słaba i jakoś mi zupełnie nie pasuje.

W przeciwieństwie do Eire, które jest słodkim piwem, to jest typowo goryczkowym. Oba są równie świetne! Zdaję sobie jednak sprawę, że specyficzne odczucia smakowe nie podejdą wszystkim, ale jak dla mnie to dzięki nim Noteckie Niepasteryzowane jest tak kapitalne! Pozostaje mi tylko zachęcić do szukania i kupowania małych bączków z tym wyśmienitym piwem oraz mieć nadzieję, że po sprzedaży browaru, nowy właściciel będzie warzył je równie smaczne co teraz.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

sobota, 16 stycznia 2010

Lipcowe

kraj: Polska
browar: Jagiełło
ekstrakt: 12,1%; alkohol: 6%; butelka 0,33 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: prezent

Buteleczka z niepasteryzowanym Lipcowym została mi sprezentowała przed Świętami. Bardzo mnie to ucieszyło, bo piwko dostało bardzo wysoką notę na blogu Jerzego Mackiewicza. Jak widać na zdjęciu etykieta stylizowana na peerelowski minimalizm. Mnie osobiście bardzo odpowiada, żadnego zbędnego przerostu formy, czytelne i schludne wzornictwo. Żadnych uczuć nostalgii we mnie jednak nie wzbudziło, ale to pewnie dlatego, że ja zacząłem pić piwo dopiero 10 lat temu.

Lipcowe jest koloru jasnozłotego, takie... właśnie lipcowe, jak pogodny, letni dzień. Nie do końca klarowne, w butelce było trochę osadu. Po nalaniu do kufla utworzyła się bielutka czapa piany. Opadała dość szybko, ale pozostawiła po sobie cienki kożuszek, a ten był obecny do końca (ale to może z racji szybkiej konsumpcji). W zapachu wyczuwalny głównie słód, drożdże i nuty chlebowe. Olbrzymim zaskoczeniem był smak Lipcowego. Spodziewałem się czegoś tradycyjnego, co oczywiście dostałem, ale jest w tym piwie coś oryginalnego, co mocno je wyróżnia wśród lagerów, które do tej pory piłem (a było tego sporo). Po pierwszym łyku czuć wyraźnie słodowe nuty chlebowe, a także lekko grzybowe. Chmielowe smaki z początku niewyczuwalne, dopiero później, w posmaku czuć goryczkę, która z biegiem picia zyskuje na sile i pod koniec kufla dominuje. Nie mam pojęcia skąd ta grzybowość pochodziła, czy to od słodu czy drożdży, ale nadała piwu lekkiej wytrawności i wzbogaciła smak. Wysycenie bardzo przyzwoite i stosowne. Piło mi się bardzo przyjemnie. To 0,33 l jest wydaje mi się idealnym rozwiązaniem. Pozostał lekki niedosyt, ale obawiam się, że przy 0,5 l mogłoby mnie Lipcowe zacząć męczyć.

Smaczne i warte spróbowania piwo. Nie widziałem go jeszcze w Pabianicach, mam nadzieję że zdąży się pojawić do lata. Wypić bączek Lipcowego, na łące podczas pikniku - byłoby super!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 30 grudnia 2009

Cornelius Weizen Bier

kraj: Polska
browar: Cornelius
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5,0%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,20 PLN

Wypadałoby zakończyć tą grudniową, pszeniczną ofensywę (pięć opisanych piw pszenicznych, to jest szóste) moim ulubionym. Corneliusa Weizen Bier pierwszy raz piłem dobry rok temu. Nie była to miłość od pierwszego... spróbowania, ale z biegiem czasu co raz bardziej mi to piwo smakował, a we wakacje w końcu doszło, że w Piotrkowie warzą najsmaczniejszą polską pszenicę.

Cornelius jest prawidłowo mętny, ale ciemniejszy od innych hefe-weissbier hellów. Jego miodowo-pomarańczowa barwa przechodzi trochę w jasny brąz. Różnie u niego niestety bywa z pianą. Raz jest kapitalna: gęsta, kremowa i trwała. Innym razem jest niestety niespecjalnie okazała i opada bardzo szybko. W przypadku ocenianej butelki była niestety taka jakby licha. Za to zaobserwowałem w rdzawe ślady drożdży. Pachnie cudownie, bo bananowo z delikatnymi nutami cytrusów. Obecna jest oczywiście również pszenica. Bardzo przyjemny zapach. A ze smakiem jeszcze lepiej! Słodki, bananowo-goździkowy z dodatkami cytrusowej kwasowości. To piwo jest cholernie dobrze wyważone pod tym względem. Nie nudzi słodyczą, nie wykrzywia kwaśnym. Do tego dochodzi bardzo porządne wysycenie. Bąbelki muskają gardło, a to w połączeniu ze wspaniałym smakiem powoduje, że piwo jest lekkie i orzeźwiające. Dla mnie bomba. Można wypić kilka i ani przez chwilę nie poczuć nudy.

Co do opakowania. Nie jestem fanem, ale muszę przyznać, Cornelius Weizen Bier ma estetyczną i czytelną etykietę. Minimalizm, dobrze użyte kolory i wrażenie, że piwo jest z "górnej półki". Kontra fatalna. Szara, z blokiem tekstu - nie podoba mi się. Za to duży plus za ulotkę, która wisi na szyjce. Chyba każdy egzemplarz (obojętnie czy sklepowy czy w pubie) ma ją na sobie. Znajduje się tam komplet informacji o piwie i sposób w jaki należy piwo nalać.

Z racji ceny (w Piwowarze kosztuje 3,5o zł, a w pubie Żywiec 6 zł) jest to najczęściej kupowana przeze mnie pszenica. Na dodatek najlepsza z polskich browarów (chociaż nie piłem jeszcze Viva Hel) i śmiało może stawać w konkury z piwami niemieckimi. Tak jak wspomniałem na początku, to moje ulubione piwo pszeniczne. Polecałem je wielokrotnie i jeszcze nikt się nie poskarżył. Poszukać i wypić koniecznie!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 25 grudnia 2009

Felsen Weizenbock

kraj: Niemcy
browar: Felsenbräu Thalmannsfeld
ekstrakt: nie podano; alkohol: 7,2%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne, bock; niepasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 4,40 PLN

Pszenicznych powrotów ciąg dalszy. Tak jak pisałem przy okazji spisywania wrażeń po Felsatorze Doppelbocku, w Felsenbräu pracują daltoniści. Felsen Weizenbock, który ma być pszenicznym koziołkiem, ale co najwyżej to stał obok prawdziwego bocka na sklepowej półce. Po nalaniu do szklanki moim oczom ukazało się coś co pasuje idealnie pod styl hefe-weissbier hell. Śliczny, pomarańczowy, mętny. Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że nie tak wyglądają weizenbocki. Rzut oka na google images potwierdza, że już bardziej odpowiedni kolor ma już Felsenbräu Braune Weisse. No trudno. Jak piłem to piwo półtora roku temu jakoś nie zwróciłem uwagi. Piana bieluteńka, jak to w Felsenach, po nalaniu duża, opada do poziomu poniżej centymetra. Przejdźmy do wąchania. Weizenbock pachniał pszenicą i goździkami (to dobrze), ale przede wszystkim apteczną chemią (to gorzej). Koźlakowego zapachu nie uświadczyłem. Wziąłem pierwszy łyk i poczułem moc tego piwa (a to niby tylko 7,2%). Niby czuć pszenicę, czuć goryczkę w posmaku, ale co chwilę uderzał mnie smak alkoholu, co było wątpliwej przyjemnym doznaniem. Wraz z piciem piwo staje się coraz bardziej słodowe. Nie przypomina to w żaden sposób piwa bock, a z tego co czytałem również i weizenbock. Wysycenie jest dobre, trwałe i równe do samego końca. Mnie Felsen Weizenbock nie smakował. Nie pamiętam jak to z nim było w zeszłym roku, ale nie przypominam sobie, żebym odebrał je tak źle. Opakowanie jak dla mnie słabe. Kolorystycznie i stylistycznie rozczarowująca.

Felsen Weizenbock to tylko mocny pszeniczniak, który z bockiem ma niewiele wspólnego. Osobiście nie polecam, chyba że ktoś nie zwraca uwagi na smak, a chce się piwem rozgrzać - tym autentycznie można.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

Felsenbräu Braune Weisse

kraj: Niemcy
browar: Felsenbräu Thalmannsfeld
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,1%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 3,70 PLN

Dzisiaj o kolejnym piwie z niemieckiego browaru Felsenbräu. W Pabianicach jest całkiem dobrze z dostępnością ich produktów, a właśnie oni zachęcili mnie w dużej mierze do pszeniczniaków. Od tego momentu minęło jednak sporo czasu i postanowiłem ostatnio zweryfikować swoje poglądy na trzy, z palety ich wyrobów, które mają słód pszeniczny w składzie. Zacząłem od Felsenbräu Braune Weisse. Piwo odpowiednio mętne, barwy brązowej z bursztynowymi refleksami. Nalałem z bardzo ładną, bielutką, gęstą czapą piany, ale opadła dość szybko. Zostało jej na pół centymetra, a gdy kończyłem w zasadzie już znikła. Zapach dość intensywny, pszeniczno-drożdżowy z kwaskowymi akcentami, ale raczej nie od owoców. W smaku ta kwasowość właściwie dominuje. Na dalszym planie czuć pszenicę. Felsenbräu Braune Weisse jest orzeźwiający, do połowy szklanki słodko-kwaśny - dobrze się te smaki uzupełniają. Niestety później słodycz znika i piwo męczy. Bardzo mi brakowało tych owocowych albo goździkowych aromatów, które w ciemnej pszenicy jak na moje powinny być również obecne. Ubogi ten Felsen pod tym względem. Wysycenie na piątkę z plusem. Dobre do samego końca.

Ze wszystkich piw z tego browaru to ma chyba najlepszą etykietę. Co nie znaczy, że jest dobra, ale nie bije od niej aż taką tandetą jak np. od Doppelbocka. Niby kolorystyka podobna, ale tutaj lepiej dopasowana i ozdobiona czcionkami. I całkiem nieźle wygląda ten rysunek turysty. Duży plus za tą zakręcaną butelkę. Felseny są dzięki niej wyróżniają dość mocno na sklepowej półce.

Podsumowując, Felsenbräu Braune Weisse jest bardzo przystępnym cenowo ciemnym pszeniczniakiem, prawdopodobnie najtańszym dostępnym u mnie w mieście (prawie dwa złote tańszy od Franziskanera i Paulanera). Dla kogoś kto spodziewa się aromatu bananów albo goździka to piwo będzie trochę kuleć smakowo. Z drugiej strony, jest lekkie i orzeźwiające, takie jak powinno być piwo pszeniczne, tyle że ta kwasowość, od połowy kufla męczy. Polecam kupić i wypróbować, bo może akurat trafi komuś bardziej w gusta niż mnie. Osobiście pewnie do niego kiedyś tam jeszcze wrócę.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

wtorek, 27 października 2009

Weissbier Piwo Pszeniczne

kraj: Niemcy
browar: Ladenburger
ekstrakt: 12%; alkohol: 5,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: hipermarket Carrefour,
cena: 3,95 PLN

Jakiś czas temu trafiłem w Carrefourze na pszeniczniaka, o którym nie miałem zielonego pojęcia, że jest dostępny u mnie w mieści. Ten hipermarket nie przestaje mnie zadziwiać, jeszcze rok temu zdarzały się dni, że nie mieli zwykłego Pilsnera, a teraz kuszą setką zagranicznych browarów. Zawsze znajdę coś nowego. Nie wiem jak to dokładnie jest z tym piwem. Na etykiecie napisano: "Wyprodukowano w oparciu o recepturę i pod nadzorem głównego piwowara minibrowaru restauracyjnego BrowArmia Królewska w Warszawie." Na stronach specjalistycznych napisano natomiast, że to import, wykorzystujący jedynie markę BrowArmii Królewskiej. Tak więc, z Weissbierem jest prawdopodobnie jak z Faustusem, piwo niemieckie, ale polskie literki na etykietach. Sprowadza Tarczyn.

Weissbier to odpowiednio mętna pszenica. Kolor blado-miodowy może nie jest specjalnie powalający, ale widać chociaż ładnie pracujące bąbelki. Kiepsko z pianą. Nalałem ledwo co na dwa palce, ale w kilka minut opadło to na pół centymetra. Na szczęście nie zniknęła całkowicie i utrzymywała się na takim poziomie do końca. Zapachem mnie ten weizen nie powalił. Był mało wyrazisty, bez charakteru. Rzekłbym sterylny. Czuć tam coś słodkiego, ale bez jakichkolwiek dodatkowych nut owocowych. W smaku był przyjemny, ale bez ochów i achów. Pszenica i delikatna kwaskowatość. Jak na piwo niepasteryzowane trochę ubogi, ale przyzwoity. Wydaje mi się, że mógłby być lepiej. Prezencja nie jest mocną stroną tego piwa. Butelkę "ozdobiono" piaskowo-szarymi etykietami z cienko obrobionym zdjęciem z BrowArmii. Dorzucono rozmyty obrazek chmielu (?) na szyjkę i proste czcionki. Ani to estetyczne, ani ciekawe.

Weissbier Piwo Pszeniczne na pewno plasuje się w moim rankingu wyżej niż pszenica z Primatora. Gdybym napisał, że mi nie smakowało to bym skłamał. Odpowiednio schłodzony i dobrze nagazowany przyjemnie orzeźwił. Jego problemem to, to że jest po prostu, zwyczajnie płaski.
Related Posts with Thumbnails