Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 października 2011

Schöfferhofer Hefeweizen


kraj: Niemcy
browar: Binding Brauerei
ekstrakt: 11,6; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 5,69 PLN

Przyszły jesienne słoty, a mnie zamiast na portery, wzięło na pszeniczniaki. Miałem ochotę na coś czego jeszcze nie piłem, a że nie chciałem ryzykować, postawiłem na Niemcy. 

Schöfferhofer Hefeweizen, bo o nim będzie dzisiaj mowa po przelaniu do szklanki prezentuje się wspaniale. Klasyczne jasne piwo pszeniczne. Ma ciemnożółty kolor i jest prawidłowo mętne. Prawdziwą ucztę dla oka stanowi piana. Nalało mi się z porządną czapą. Jest bielutka, gęsta, kremowa, drobnoziarnista ze skłonnościami do dziur i osadza się na szkle. Kolejny jej atut że utrzymuje się do samego końca! W zapachu, który jest dość intensywny, wyraźnie można wyczuć goździki i cytrusy. W smaku natomiast bardzo pozytywne wrażenie robią, dość mocno zaznaczone jak na ten styl, chmielowe smaczki. Poza tym Schöfferhofer jest raczej wyważonym piwem. Czułem przede wszystkim pszenicę, ale obecne są również nuty owocowe z bananową dominacją w połowie i cytrusowym prymatem w końcówce. Każdy łyk dopełnia delikatna, ale wyraźnie wyczuwalna goryczka. Wysycenie nie przesadzone, pod koniec nawet słabe, ale przyjemnie szczypie w język i zupełnie nie przeszkadza w konsumpcji.

Opakowanie oceniam bardzo na plus. Butelkę zdobi komplet pomarańczowych etykiet (a ja uwielbiam kolor pomarańczowy) ze złotymi elementami. Bardzo ładne czcionki (tu nie ma co się dziwić Peter Schöffer, jego podobizna znajduje się w centralnym miejscu na etykiecie, był drukarzem) i raczej skromne ozdoby, powodują że etykiety są czytelne i schludne. Na kontrze informacje w kilku językach, w tym w polskim, ale trochę dziwi brak kompleksowych informacji (chociażby ekstrakt podano tylko po Rosyjsku). No i bardzo ładny, złoto-pomarańczowy kapsel..

Bardzo ciekawy pszeniczniak ze względu na swoją goryczkę, która wpasowuje się idealnie. Orzeźwiający, lekki, a przy tym treściwy i bardzo smaczny. Jedno z lepszych piw pszenicznych jakie piłem. Musicie koniecznie spróbować!

czwartek, 2 czerwca 2011

Perlenbacher Premium Pils

kraj: Niemcy
browar: Mauritius Brauerei
ekstrakt: 11,2%; alkohol: 4,9%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; pasteryzowane
źródło: hipermarket Lidl,
cena: 2,19 PLN

Kilka osób powiedziało mi, żebym przy okazji wizyty w Lidlu zaopatrzył się w ich sztandarowy piwny produkt - Perlenbachera Premium Pilsa. Również na dwóch zaprzyjaźnionych blogach (klik, klik) zostało to piwo dość pozytywnie ocenione, także dzisiaj znalazło się w mojej lodówce, a później w szklance.

Perlenbacher to niemiecka jedenastka w kolorze bardzo jasnej słomki. Ma ładną, białą pianę. Tworzy się z drobnych i średnich pęcherzyków i ma sporą tendencję do dziur, ale utrzymuje się niesłychanie długo. Sama czapa opada w trzy minuty, ale zostaje kilkumilimetrowa warstewka, która jest na piwie do samego końca, częściowo także zostając na szkle. Piwo pachnie chmielem. Nie jest to specjalnie urokliwy aromat, ale jest w nim coś orzeźwiającego. W smaku... no cóż... nie powala, ale jeżeli spojrzymy na cenę - 2,19 zł - to ciężko wybrzydzać. Piwo jest niesłychanie lekkie. Dominują smaki mineralno-kwasowo-chmielowe, jest lekka goryczka. Mało treściwe i wodnite, ale to świetnie maskuje bardzo mocne wysycenie, które dodatkowo podbija smak.

Perlenbacher sprzedawany jest w wysokiej, wąskiej, bezzwrotnej butelce. Na dodatek dedykowanej i gwintowanej. Na etykietach dominuje biel i złoto, ale sprawiają raczej wrażenie skromnych. Są utrzymane w typowej dla Niemców prostocie. Jedynym ozdobnikiem jest herb (znajduje się on również na kapslu).  Kontra w ośmiu językach, jest tam wszystko co chcielibyśmy przeczytać. Sądzę, że spokojnie można ją postawić jako taki niedościgniony wzór dla polskich tanich koncerniaków.

Perlenbacher Premium Pils to fajne piwo z tego segmentu cenowego. Mało ma tam równie dobrych konkurentów i chociaż nie jest to nic specjalnego, to pije się bez bólu i zostawia po sobie dobre wrażenie. Także jeżeli przed jakimś grillem doskwiera brak gotówki dobrym wyjściem jest wycieczka do najbliższego Lidla po tego pilsa.

środa, 9 marca 2011

Engel Hefeweizen Hell

kraj: Niemcy
browar: Crailsheimer Engel-Bräu
ekstrakt: 12,2%; alkohol: 5,5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 6,49 PLN

Przeczytałem o tym piwie naprawdę wiele dobrego (chociażby na blogu Jerzego Mackiewicza), więc gdy kupowałem je sobie któregoś razu "na pocieszenie" sądziłem, że spędzę z nim przyjemnie popołudnie. Niestety zawiodłem się dość mocno.

Engel Hefeweizen Hell w szklance prezentuje się wybornie! Pieni się szalenie. Super obfita i bielutka czapa redukuje się bardzo wolno i pozostaje na poziomie pół centymetra. Kolor dość jasny. Zapach typowy dla piw pszenicznych. Słodki, lekko kwiatowy z nutkami bananowymi. Do tego momentu było wszystko super! Niestety pierwszy łyk przyniósł rozczarowanie. Brak typowych dla pszenicy palety smaków - moje kubki smakowe nie wyczuły słodyczy bananów i goździków, nie było cytrusów. Właściwie nie czułem nic poza lekko kwaśnymi mineralnymi smaczkami, które nie były urzekające. Pomyślałem, że może za bardzo je schłodziłem i odstawiłem na kilkanaście minut. Wtedy Engel odkrył resztę ze swoich niewielu walorów. Do głosu doszły nuty kwaśne i wyczułem również błąkający się gdzieś smak słodu pszenicznego. Wyczuwalna zrobiła się również goryczka. To za mało. Smak był płaski, nudny i zdecydowanie za mało treściwy jak dla mnie. Z każdym łykiem piwo robiło się coraz bardziej wodnite. Wysycenie natomiast bardzo mocne. Takie jakie cenie w pszeniczniakach.

Butelka zakręcana. Etykieta zdobiona średniej jakości widoczkiem pól i zalesionych pagórków, do tego wstęga z nazwą piwa. Kolorystyka przyjemna i całość prezentuje się nieźle, jednakże nie jest to nic wybitnego. Na kontrze informacje po niemiecku, rosyjsku i chyba po włosku.

Może trafiłem na gorszą partię, chociaż wątpię. Podejrzewam, że z Engel Hefeweizen Hell mam podobnie jak z pszenicą z Okocimia - ludziom smakuje, mnie już niekoniecznie. Wg mnie nie jest warte ceny, którą każą sobie zapłacić delikatesy. Jest dużo smaczniejszych i tańszych piw pszenicznych (nawet tych polskich).

niedziela, 19 grudnia 2010

Kapuziner Weissbier Schwarz

kraj: Niemcy
browar: Kulmbacher
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5,4%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 6,99 PLN

O Kapuzinerze, szczególnie w świątecznej odsłonie, nasłuchałem się strasznie dużo dobrego. W końcu trafiłem na półce PiP Kapuziner Weissbier Schwarz i nie mogłem się oprzeć. Kupiłem, zdegustowałem... i trochę się rozczarowałem.

Po nalaniu do szklanki (w końcu wypiłem w szkle od Kapuzinera Kapuzinera!) oczy cieszy ciemnobrązowe, brunatne wręcz piwo. Oczywiście mętne. Nie cieszy niestety piana. Rozczarowująca jak na pszenicę, nawet ciemną. Jest jej na palec. Taka lekko beżowa i drobno pęcherzykowa. Opada do pół centymetra i w postaci takiego kożuszka utrzymuje się przez dłuższy czas. Jedyne co mogę pochwalić to fakt, że osiada fantazyjnie na szkle. Zapach bardzo wyraźny, rześki. Słodkawy z wyczuwalnymi nutami palenia. W smaku jest... zaskakujące. Spodziewałem się czegoś typowo słodkiego, dostałem natomiast piwo lekko goryczkowe. Czuć delikatnie palenie, ale brakowało mi tutaj tej typowej dla pszeniczniaków słodyczy goździka i bananów. Oprócz tego wyczułem dobrej jakości gorzką czekoladę i śliwkę. Jednakże nie robi aż tak dużego wrażenia i nie dorównuje legendzie jaką stworzyłem sobie w głowie, wysłuchawszy dziesiątek pochwał. Drobny minus jeszcze za zbyt mocne wysycenie, które atakowało moje podniebienie i gardło, że aż ciężko było pić.

Opakowanie muszę pochwalić. Etykiety są stylowe. Świetnie dobrane kolorystycznie - brązowo-śliwkowe tło idealnie sprawdza się dla złota: czcionki, ramek i dodatków. Na kontrze napisano sporo, jednakże wszystko w języku niemieckim. Porcelankę niestety zastąpiono tworzywem z nalepką, ale i tak Kapuziner Weissbier Schwarz wyróżniał się na półce.

Za dość wysoką cenę dostajemy piwo smaczne, ale nie wybitne. Na pewno jest to bardzo smaczna pszenica i muszę zaznaczyć, że jest jedną z ciekawszych jakie piłem. Ale piłem również kilka smaczniejszych i chyba nawet tańszych. Raczej nie będę wracał, chociaż jakby mnie ktoś nim poczęstował nie odmówię.

piątek, 16 kwietnia 2010

Aecht Schlenkerla Rauchbier Märzen

kraj: Niemcy
browar: Schlenkerla
ekstrakt: 13,2%; alkohol: 5,1%; butelka 0,5 l
typ: półciemne; rodzaj: marcowe, rauchbier; pasteryzowane
źródło: sklep z piwami regionalnymi "Zofmar" na ul. Pomorskiej w Łodzi,
cena: 5,80 PLN

Przyszedł czas na kolejne "wędzone" (bądź jak kto woli "dymione") piwo. Czym jest rauchbier pisałem pokrótce, przy okazji pszeniczniaka z browaru Schlenkerla, także dzisiaj od razu do konkretów. Nie wiem na ile Aecht Schlenkerla Rauchbier Märzen jest piwem marcowym, ale jego dymioną duszę trudno podważyć.

Piana jest imponująca. Beżowa, zwarta drobno pęcherzykowa. Nalałem z ładną czapą i tak jak w przypadku pszenicy, opadała ona bardzo powoli... tak do poł centymetra i na takim poziomie jest obecna do końca. Osiadała się na ściankach. Piwo jest ciemne, koloru kompotu z suszu... pod światło jasno brązowe, klarowne. Pachnie naprawdę przyjemnie... tym kominkowym dymem, który przynosi wspomnienia z wakacyjnego pobytu w Bieszczadach oraz suszoną śliwką. W smaku spodziewałem się czegoś innego. Wiem, że Złoty Smok z Fortuny nie jest najlepszym przedstawicielem marcowego stylu, ale liczyłem że ten rauchbier będzie taką wypadkową jego i dymionego weizena. A jest inny... lżejszy i do tego goryczkowy. Wydaje się przystępniejszy. Czuć na każdym planie dym, ale nie jest to tak mocne doznanie, jak w przypadku wspominanego cały czas weizena. Jak dla mnie było trochę zbyt stonowane i trochę mało przekonujące. Z tym, że wyobrażam sobie, że mógłbym go wypić więcej niż jedną butelkę. Wysycenie średnio intensywne. Nienachalne, lekko drapie w gardło, dość dobrze podbija smak.

Akurat trafiłem na butelkę która była cała upieprzona klejem. Po prostu nim ociekała i wyglądała obrzydliwie. Co do etykiet... Brązowy kolor tła daje wrażenie, że przylepiono właśnie takie stare, pożółkłe i postrzępione. Z tym, że w Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen zieleń cieszyła oko i momentalnie przyciągała wzrok. Tutaj całość sprawia wrażenia burego i nieciekawego. Także wygląd Märzena oceniam gorzej.

Piło mi się tego rauchbiera dobrze i skłamałbym gdybym powiedział, że mi nie smakował. Tak jak pisałem... myślę, że spokojnie wypiłbym kolejne dwie butelki (gdyby cena pozwoliłaby mi na to) i się nim nie zmęczył. Czuć ten, przywodzący miłe wspomnienia dym, ale tym razem ominęły mnie smakowe rewelacje. Niemniej jednak warto spróbować.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

sobota, 2 stycznia 2010

Weißenoher Benediktiner Pils

kraj: Niemcy
browar: Klosterbrauerei Weissenohe
ekstrakt: 11%; alkohol: 4,9%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 4,60 PLN

Piwko kupiłem jakiś czas przed Świętami. Poszukiwałem jakiegoś smacznego pilsa i wśród kilku polskich, na które się zdecydowałem do torby powędrował również i ten. Po przelaniu do szkła zostałem niemile zaskoczony bardzo jasnym, słomkowym kolorem (niestety nie widać tego na zdjęciu). Takiej cieniutkiej barwy nie spotyka się nawet w polskich tanich koncerniakach. Weißenoher Benediktiner Pils może się natomiast poszczycić ekstra pianą. Obfita, gęsta, opadająca powoli. Osadza się na szkle i praktycznie do końca konsumpcji jest obecna. Zapach przyjemny: chmielowy, z lekkim dodatkiem słodu i momentami podchodzący trochę piwniczną wilgocią. W smaku również czuć te "piwniczne" wstawki. A oprócz tego mamy całkowitą dominację goryczy. I chociaż jest to piwo orzeźwiające, dobrze wysycone, a jego intensywna gorycz różni się od tej spotykanej w polskich pilsach, to moim zdaniem nie warto go kupować. Po pierwsze cena jest zdecydowanie za wysoka. Za te pieniądze można np. wypić dwie równie smaczne (jak nie smaczniejsze) Perły. Po drugie Weißenoher Benediktiner Pils przysparza niesamowitych problemów żołądkowych. Miałem zgagę większą niż smok wawelski w reklamie maloxu (zresztą nie tylko ja, ale również osoba, z którą to piwo piłem).

Butelka wygląda skromnie, schludnie, ciekawie i do tego ładnie. Na kremowej etykiecie dali XVII wieczną rycinę klasztoru i herb. Dobrym uzupełnieniem są gotyckie i pisane czcionki. Kontra całkowicie po niemiecku, także prawie w ogóle jej nie rozumiem. Napisali bardzo dużo, ale zabrakło informacji o ekstrakcie (trzeba szukać po sieci).

Powtórzę się. Piwo nie warte swojej ceny. Nie polecam.

piątek, 25 grudnia 2009

Felsen Weizenbock

kraj: Niemcy
browar: Felsenbräu Thalmannsfeld
ekstrakt: nie podano; alkohol: 7,2%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne, bock; niepasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 4,40 PLN

Pszenicznych powrotów ciąg dalszy. Tak jak pisałem przy okazji spisywania wrażeń po Felsatorze Doppelbocku, w Felsenbräu pracują daltoniści. Felsen Weizenbock, który ma być pszenicznym koziołkiem, ale co najwyżej to stał obok prawdziwego bocka na sklepowej półce. Po nalaniu do szklanki moim oczom ukazało się coś co pasuje idealnie pod styl hefe-weissbier hell. Śliczny, pomarańczowy, mętny. Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że nie tak wyglądają weizenbocki. Rzut oka na google images potwierdza, że już bardziej odpowiedni kolor ma już Felsenbräu Braune Weisse. No trudno. Jak piłem to piwo półtora roku temu jakoś nie zwróciłem uwagi. Piana bieluteńka, jak to w Felsenach, po nalaniu duża, opada do poziomu poniżej centymetra. Przejdźmy do wąchania. Weizenbock pachniał pszenicą i goździkami (to dobrze), ale przede wszystkim apteczną chemią (to gorzej). Koźlakowego zapachu nie uświadczyłem. Wziąłem pierwszy łyk i poczułem moc tego piwa (a to niby tylko 7,2%). Niby czuć pszenicę, czuć goryczkę w posmaku, ale co chwilę uderzał mnie smak alkoholu, co było wątpliwej przyjemnym doznaniem. Wraz z piciem piwo staje się coraz bardziej słodowe. Nie przypomina to w żaden sposób piwa bock, a z tego co czytałem również i weizenbock. Wysycenie jest dobre, trwałe i równe do samego końca. Mnie Felsen Weizenbock nie smakował. Nie pamiętam jak to z nim było w zeszłym roku, ale nie przypominam sobie, żebym odebrał je tak źle. Opakowanie jak dla mnie słabe. Kolorystycznie i stylistycznie rozczarowująca.

Felsen Weizenbock to tylko mocny pszeniczniak, który z bockiem ma niewiele wspólnego. Osobiście nie polecam, chyba że ktoś nie zwraca uwagi na smak, a chce się piwem rozgrzać - tym autentycznie można.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

Felsenbräu Braune Weisse

kraj: Niemcy
browar: Felsenbräu Thalmannsfeld
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,1%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 3,70 PLN

Dzisiaj o kolejnym piwie z niemieckiego browaru Felsenbräu. W Pabianicach jest całkiem dobrze z dostępnością ich produktów, a właśnie oni zachęcili mnie w dużej mierze do pszeniczniaków. Od tego momentu minęło jednak sporo czasu i postanowiłem ostatnio zweryfikować swoje poglądy na trzy, z palety ich wyrobów, które mają słód pszeniczny w składzie. Zacząłem od Felsenbräu Braune Weisse. Piwo odpowiednio mętne, barwy brązowej z bursztynowymi refleksami. Nalałem z bardzo ładną, bielutką, gęstą czapą piany, ale opadła dość szybko. Zostało jej na pół centymetra, a gdy kończyłem w zasadzie już znikła. Zapach dość intensywny, pszeniczno-drożdżowy z kwaskowymi akcentami, ale raczej nie od owoców. W smaku ta kwasowość właściwie dominuje. Na dalszym planie czuć pszenicę. Felsenbräu Braune Weisse jest orzeźwiający, do połowy szklanki słodko-kwaśny - dobrze się te smaki uzupełniają. Niestety później słodycz znika i piwo męczy. Bardzo mi brakowało tych owocowych albo goździkowych aromatów, które w ciemnej pszenicy jak na moje powinny być również obecne. Ubogi ten Felsen pod tym względem. Wysycenie na piątkę z plusem. Dobre do samego końca.

Ze wszystkich piw z tego browaru to ma chyba najlepszą etykietę. Co nie znaczy, że jest dobra, ale nie bije od niej aż taką tandetą jak np. od Doppelbocka. Niby kolorystyka podobna, ale tutaj lepiej dopasowana i ozdobiona czcionkami. I całkiem nieźle wygląda ten rysunek turysty. Duży plus za tą zakręcaną butelkę. Felseny są dzięki niej wyróżniają dość mocno na sklepowej półce.

Podsumowując, Felsenbräu Braune Weisse jest bardzo przystępnym cenowo ciemnym pszeniczniakiem, prawdopodobnie najtańszym dostępnym u mnie w mieście (prawie dwa złote tańszy od Franziskanera i Paulanera). Dla kogoś kto spodziewa się aromatu bananów albo goździka to piwo będzie trochę kuleć smakowo. Z drugiej strony, jest lekkie i orzeźwiające, takie jak powinno być piwo pszeniczne, tyle że ta kwasowość, od połowy kufla męczy. Polecam kupić i wypróbować, bo może akurat trafi komuś bardziej w gusta niż mnie. Osobiście pewnie do niego kiedyś tam jeszcze wrócę.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 24 grudnia 2009

Franziskaner Hefe-Weissbier

kraj: Niemcy
browar: Franziskaner
ekstrakt: 11,8%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: hipermarket Kaufland,
cena: 5,59 PLN

Przy okazji przedświątecznej wizyty w Kauflandzie zauważyłem na regale jasnego Franziskanera i mimo dość wysokiej, jak na moją kieszeń, ceny włożyłem go do koszyka. Butelka prezentowałaby się zdecydowanie ładniej gdyby nie idiotyczny napis "imported" na sreberku okalającym szyjkę butelki, ten mały szczegół mogliby naprawdę zmienić. Kolorystyka przedniej etykiety w jak i rysunek uśmiechniętego mnicha bardzo fajne. Kontra za to tonie w tekście.
Jednak jak dla mnie, Franziskaner Hefe-Weissbier Dunkel ma lepszą szatę.

Po przelaniu do szkła Franziskaner Hefe-Weissbier urzeka swoim kolorem. Miodowy, wchodzący w pomarańcz, w 100% mętny. Nalałem z czapą piany, ale tak jak w przypadku wersji ciemnej, redukcja do kilku milimetrów nastąpiła nie wiadomo kiedy. Na szczęście ten cienki kożuszek utrzymywał się do samego końca. Franziskaner cudownie pachniał. Delikatnie, słodkawo. Wyczuć można pszenicę, drożdże i owocowe dodatki. Ze smakiem zresztą podobnie. W pierwszym łyku bardzo delikatne i słodkie. Później tej słodyczy już nie czuć zupełnie, ale nie szkodzi. Wchodzi pszenica, drożdże, bardzo przygaszona goryczka oraz lekko kwaśne nuty owocowe, które im bliżej końca tym zyskują na intensywności. Z wysyceniem jedynie przyzwoicie, po jakimś czasie wyraźnie słabnie. Ogólnie to bardzo dobry pszeniczniak, nie wybitny, ale na pewno bardzo przyjemny w odbiorze. Tyle, że właśnie z braku gazu podbijającego smak pod koniec męczył.

Polecam tym, którzy stawiają cytrusowe smaki nad bananową słodyczą. Gdyby jeszcze cena była niższa to sięgałbym po to piwo częściej niż tylko przy okazji Świąt.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 11 grudnia 2009

Leikeim Kellerbier

kraj: Niemcy
browar: Leikeim
ekstrakt: nie podano; alkohol: 4,9%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: delikatesy Alma na ul. Kilińskiego w Łodzi,
cena: 4,99 PLN

Kellerbier to stary, niemiecki styl, który wywodzi się podobno ze średniowiecza. Nie wiem jak wygląda proces jego produkcji, ale piwo powinno być niefiltrowane i niepasteryzowane (ten z Leikeim, raczej na pewno był, bo data ważności to lipiec 2010), bogate w witaminy. W Leikeim Kellerbier nie ma się czym zachwycać, bo jest niemrawy i płaski.

Piwo jest barwy pomarańczowej, mętne (pełne pływających drożdżowych farfocli) i tworzy dość wysoką pianę (drobnopęcherzykową), która opadając tworzy koronę i pozostawia ślady na ściankach. Zredukowała się po kilkunastu minutach prawie całkowicie do mikroskopijnej obwódki. Muszę przyznać, że w kuflu prezentowało się ładnie, przypominało pszeniczniaka. Pod względem zapachu to raczej słabo. Bardzo słabo wyczuwalna woń słodu i jakiś przykry, lekko śmierdzący dodatek, którego nie potrafię zidentyfikować. Może jakiś dziwny zapaszek od chmielu? W smaku bardzo przeciętnie. W sumie nie wiem czego się spodziewałem, ale na pewno czegoś bardziej intensywnego o większej gamie smaków. Leikeim Kellerbier jest bardzo delikatny i stonowany. Na pierwszym planie słód i chlebowość (prawdopodobnie od drożdży). W posmaku minimalna goryczka. Z wysyceniem również tak sobie. Z początku było bardzo dobre, niezbyt obfite, ale idealnie podbijało smak. Kończyłem kufel niestety już z praktycznie wygazowanym piwem. Butelka zamykana, ale wyglądem nie powala. Etykiety w kolorze piaskowym z dodatkami brudnego złota, wyglądają jakby robione były w Power Poincie. Jedynym ładnym elementem jest logo/herb Leikeim. No i brak informacji o ekstrakcie. A zapięcie... ech, zamiast porcelanki jest korek z jakiegoś tworzywa.

Pierwszy wypity kellerbier mnie raczej rozczarował. Piło się go bez bólu, nie wykrzywiał, ale również niespecjalnie miał się czym popisać. Da się wypić, ale pytanie czy warto wydać te pięć złotych, skoro można za nie kupić nawet dwa polskie smaczne piwa?

poniedziałek, 30 listopada 2009

Bear Beer Extra Strong

kraj: Niemcy
browar: Darguner
ekstrakt: nie podano; alkohol: 12%; puszka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: hipermarket Piotr i Paweł,
cena: 4,59 PLN (prawdopodobnie grubo przepłacony)

Po raz kolejny przyszło mi się zmierzyć z misiowym piwem. Tym razem padło na niemieckie Bear Beer Extra Strong, które zbija samym widokiem 12% Alc. Vol. na puszce. Nie wiem co mną kierowało, gdy je kupowałem... prawdopodobnie jakaś chęć eksperymentu. Puszka podobna do tej od opisywanego przed miesiącem duńskiego Bear Beer Premium Strong, z tym że zamiast złotych ozdobników zdecydowano się na srebro. Brakuje również korony. Prezentuje się zdecydowanie gorzej. To co nalewa się do szklanki wygląda praktycznie tak samo. Bladożółty, strasznie jasny kolor (pewnie ekstrakt podobnie mały) i piana, która opadała w oczach. Piwo pachniało źle. Głównie wyczuwałem woń aluminium i minimalnie alkohol. Pierwsze wrażenie smakowe było takie, że cholerstwo gorzkie jak diabli. Chwilę później ustąpiło przekonaniu, że jest tak słodkie, że aż wykręca. I tak na zmianę. Jedno jest pewne, atakowało wściekle moje kubki smakowe. Piekło w gardło i język (i z pewnością nie było to spowodowane zbyt mocny nagazowaniem). Do tego przebijała się puszka i odrzucał alkohol. Koszmar! Wypiłem gdzieś do połowy, a resztę wylałem. Nie mogę nic pozytywnego o nim napisać. Bardzo niesmaczne piwo, omijać szerokim łukiem.

wtorek, 27 października 2009

Weissbier Piwo Pszeniczne

kraj: Niemcy
browar: Ladenburger
ekstrakt: 12%; alkohol: 5,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: hipermarket Carrefour,
cena: 3,95 PLN

Jakiś czas temu trafiłem w Carrefourze na pszeniczniaka, o którym nie miałem zielonego pojęcia, że jest dostępny u mnie w mieści. Ten hipermarket nie przestaje mnie zadziwiać, jeszcze rok temu zdarzały się dni, że nie mieli zwykłego Pilsnera, a teraz kuszą setką zagranicznych browarów. Zawsze znajdę coś nowego. Nie wiem jak to dokładnie jest z tym piwem. Na etykiecie napisano: "Wyprodukowano w oparciu o recepturę i pod nadzorem głównego piwowara minibrowaru restauracyjnego BrowArmia Królewska w Warszawie." Na stronach specjalistycznych napisano natomiast, że to import, wykorzystujący jedynie markę BrowArmii Królewskiej. Tak więc, z Weissbierem jest prawdopodobnie jak z Faustusem, piwo niemieckie, ale polskie literki na etykietach. Sprowadza Tarczyn.

Weissbier to odpowiednio mętna pszenica. Kolor blado-miodowy może nie jest specjalnie powalający, ale widać chociaż ładnie pracujące bąbelki. Kiepsko z pianą. Nalałem ledwo co na dwa palce, ale w kilka minut opadło to na pół centymetra. Na szczęście nie zniknęła całkowicie i utrzymywała się na takim poziomie do końca. Zapachem mnie ten weizen nie powalił. Był mało wyrazisty, bez charakteru. Rzekłbym sterylny. Czuć tam coś słodkiego, ale bez jakichkolwiek dodatkowych nut owocowych. W smaku był przyjemny, ale bez ochów i achów. Pszenica i delikatna kwaskowatość. Jak na piwo niepasteryzowane trochę ubogi, ale przyzwoity. Wydaje mi się, że mógłby być lepiej. Prezencja nie jest mocną stroną tego piwa. Butelkę "ozdobiono" piaskowo-szarymi etykietami z cienko obrobionym zdjęciem z BrowArmii. Dorzucono rozmyty obrazek chmielu (?) na szyjkę i proste czcionki. Ani to estetyczne, ani ciekawe.

Weissbier Piwo Pszeniczne na pewno plasuje się w moim rankingu wyżej niż pszenica z Primatora. Gdybym napisał, że mi nie smakowało to bym skłamał. Odpowiednio schłodzony i dobrze nagazowany przyjemnie orzeźwił. Jego problemem to, to że jest po prostu, zwyczajnie płaski.

czwartek, 1 października 2009

Franziskaner Hefe-Weissbier Dunkel

kraj: Niemcy
browar: Franziskaner
ekstrakt: 11,8%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 5,50 PLN

W ramach smakowania dostępnych w Pabianicach piw pszenicznych zdecydowałem się na zakup Franziskanera Hefe-Weissbier Dunkel. Nie mogę zaprzeczyć, jest smaczny i pije się go z przyjemnością, ale jak dla mnie nie jest warty swojej ceny. Po nalaniu do szklanki, to co zobaczyłem, nie przypadło mi do gustu. Piwo było oczywiście odpowiednio mętne, ale kolor... brudno-brązowy niespecjalnie zachęcał. Piana, w porównaniu z innymi pszeniczniakami, od początku niezbyt okazała, zredukowała się w ciągu kilku minut do obwódki grubości 3 milimetrów. Opadała na moich oczach! Może ja po prostu nie umiem nalać tego piwa? Była biała, drobnoziarnista, z... rdzawymi plamkami, nie wiem czy nie były to drożdże, szczerze nie spotkałem się wcześniej z czymś takim - niezbyt apetyczne. Zapach już był o wiele lepszy. Słodki, bananowy, ale co najważniejsze z dobrze wyczuwalną pszenicą - naprawdę przyjemny. Smak również na plus , chociaż dla mnie zbyt delikatny (jak na tego rodzaju piwo). Pozbawiony jest raczej nut owocowych (brakuje mi tych wyniuchanych bananów), ale orzeźwia swoją lekką kwaskowatością. Słodycz jest oczywiście obecna, najbardziej w posmaku. Najlepszym określeniem byłoby "wyważony". Jestem pewny, że Franziskaner Hefe-Weissbier Dunkel byłby idealnym piwem dla kogoś, kogo chcielibyśmy przekonać do polubienia piw pszenicznych. Delikatny (piszę to drugi raz dla podkreślenia), stonowany, nie narzucający się. I do tego smaczny. W butelce może podobać się tylko etykieta. Szyjkę zdobi okropnie wyglądające sreberko (nie sądziłem że to napiszę, przecież tak lubię sreberka), które odrzuca fatalną czcionką w idiotycznym napisie "Imported". Naprawdę już nie mieli co tam dać? Kontra to jakiś koszmar, informacje w sześciu językach napisane drobnym maczkiem. Jedynie przednią etykietę, z dobrze dobranymi kolorami (bordo [na obrazku to wygląda bardziej na czerwień], czerń i biel), fajnym rysunkiem mnicha i stylizowaną czcionką można pochwalić. Polskie browary powinny brać sobie ją za przykład.


Jeżeli kogoś nie zniechęci cena, a ma ochotę spróbować pszenicznego piwa to niech sięgnie po to piwo. Myślę, że jest na dość reprezentatywnym wyborem. Sam wolę pić dużo bardziej Cornelius Weizen Bier, które jest tańsze o dwa złote, zdecydowanie bardziej aromatyczne, wyrazistsze i jest chyba najlepszym polskim weizenem (muszę je w końcu kiedyś opisać).

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 17 września 2009

Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen

kraj: Niemcy
browar: Schlenkerla
ekstrakt: 13,2%; alkohol: 5,2%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne, rauchbier; pasteryzowane
źródło: sklep z piwami regionalnymi na ul. Pomorskiej w Łodzi,
cena: 5,80 PLN

Zacznijmy od tego, że przedwczoraj udało mi się zaliczyć ćwiczenia z którymi bujałem się od stycznia. Postanowiłem to uczcić jakimś wyjątkowym piwem i byłem naszykowany wydać pieniądze na jakiś angielski lub belgijski specjał. Niestety obsługa była totalnie niekumata i niekompetentna, więc zdałem się na głos intuicji i wziąłem piwo stojące po prostu na najwyższej półce. No i trafiłem dobrze, bo na niedrogie, a bardzo ciekawe i smaczne Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen. Jest to pszeniczniak z gatunku rauchbier. "Rauch" po niemiecku oznacza dym. Nazwa napoju wzięła się stąd, że słód jest suszony nad ogniem. Koniecznie musi palić się bukowe drewno, przez co piwo, do którego zostanie użyty słód, nabiera niepowtarzalnego aromatu... bukowego dymu! Rauchbier to gatunek wywodzące się z Frankonii (z miasta Babmberg), a tradycja warzenia sięga XVI wieku. Nie muszę dodawać, że nigdy wcześniej takiego piwa nie piłem, ale to właśnie w eksperymentowaniu jest najlepsze - co chwilę poznaje się nowe smaki!

Tyle wprowadzenia, teraz wrażenia z picia. Piwo nalane do szklanki ma piękny lekko brązowy kolor. Jeżeli miałbym go do czegoś porównywać to do kawy z małym mlekiem. Prezentowało się super, a korona pełnej, gęstej piany wyglądała przepięknie. Nie dość, że była idealna po nalaniu, to nie znikła nawet po pół godziny i utrzymywała się na poziomie ponad jednego centymetra. Na tą chwilę nie piłem piwa równie dobrze prezentującego się pod tym względem! Zapach przywiódł mi na myśl grill... ognisko... albo przede wszystkim bieszczadzki kominek, w którym jednego wieczora rozpaliłem i gdzie robiliśmy sobie kiełbaski. Paliłem właśnie bukowymi szczapami, więc i potrawy, i ubrania, pachniały właśnie jak ten weizen! Podejrzewam, że wielu może to odrzucić, ale mnie pachniało wybornie. A smak? Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen smakuje naprawdę niesamowicie. Jest to pszeniczniak całkowicie różny od tych które piłem do tej pory. Brak tu bananowej czy goździkowej nuty, chociaż pszeniczna słodyczy jest oczywiście obecna. Gdzieś tam nawet przebija się goryczka, ale to wszystko jest zdominowane tą "dymną duszą". To "uwędzone" piwo, mimo iż podczas picia przywodzi na myśl grillowane mięso i kiełbasę z ogniska, jest orzeźwiające. Posmak dymu zostaje w ustach na dość długo. Wysycenie jak dla mnie jednak zdecydowanie za mocne. Nauczony jestem pić weizeny dużymi łykami, ale w tym wypadku było to raczej niemożliwe. No ale nie można mieć wszystkiego, bo świetnie utrzymująca się pianę zawdzięczam właśnie tak mocnemu nagazowaniu. Co do wyglądu butelki to patrzę na nią i się uśmiecham. Browar Schlenkerla zafundował swojemu produktowi naprawdę ładne etykiety. Stylizowane na stary, postrzępiony dokument, z gotyckimi czcionkami i do tego ozdobione odbitą w laku pieczęcią. Butelka wygląda naprawdę fajnie i estetycznie, do tego etykieta zrobiona z głową. Całość oceniam bardzo dobrze.


Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen to pyszne i niesamowicie aromatyczne piwo, ale z pewnością ludziom, którzy piją tylko jasne i lekkie nie przypadnie do gustu. Po pierwsze weizen po drugie rauchbier. Myślę, że to może odstraszyć. Moja mama nawet nie chciała spróbować. Inna rzecz w tym, że nie wyobrażam sobie wypić jednego wieczoru więcej niż jedno takie piwo, czy nawet jakoś często do niego wracać. Ta wyjątkowość, te niesamowite smakowe doznania, sprawdzają się jedynie w przypadku jednej szklanki. Przy kolejnych byłoby chyba męczące, przynajmniej dla mnie.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

sobota, 15 sierpnia 2009

Felsator Doppelbock

kraj: Niemcy
browar: Felsenbräu Thalmannsfeld
ekstrakt: nie podano; alkohol: 7,5%; butelka 0,5 l
typ: półciemne; rodzaj: bock; niepasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 3,75 PLN

Felsenbräu do tej pory znany mi był za sprawą swoich piw pszenicznych, ale akurat w Piwowarze trafiła się promocja na Felsatora Doppelbocka, więc się skusiłem. Już lanie do szklanki potwierdziło, że w browarze mają technologów daltonistów, bo nie pierwsze ich piwo ma kolor nie taki jak jak powinno. Zdjęcie nie odda prawdziwej barwy (szczególnie że trochę podrkęciłem kolory), ale Felsator przypomina pod tym względem raczej mocnego lagera niż koźlaka. Za to należy pochwalić to piwo za smak i zapach. Nie jestem specjalnym miłośnikiem koziołków, także raczej rzadko je pije i nie zawsze mi podchodzą smakiem, ale ten był ok i ładnie pachniał. Świetnie komponowała się tutaj goryczka ze słodem, który czuć było dopiero po chwili. Piło się naprawdę świetnie, ale tylko do pewnego momentu. Gdzieś zaczęło mnie to piwo nudzić i chyba było to spowodowane zanikającymi bąbelkami. Przyznaję, że piłem dość wolno, ale Felsator nie może się poszczycić jakimś wspaniałym wysyceniem. Jest tyle, że poprawne. Nie ma również dobrej piany. Czapa opada bardzo szybko, praktycznie do poziomu zerowego. Felsenbräu leje swoje piwo w zakręcane korkiem butelki, taka lekka egzotyka, która bardzo mi się podoba. Niestety etykiety projektował im chyba ktoś w Power Poincie. Po prostu ich nie cierpię. Tak samo jest z omawianym piwkiem. Kolorystyka mnie odrzuca, a całość wydaje się być zrobiona całkowicie bez fantazji i polotu.

Felsator Doppelbock jest jednym z niewielu bocków, które można kupić u mnie w mieście. Na półkach w zasadzie pojawiają się tylko mój ulubiony Amber Koźlak i ten drugi od Herrnbräu (o nich już kiedy indziej), więc wybór niespecjalny. Tyle, że dla mnie produkt Felsenbräu nie jest ani konkurencyjny cenowo, ani smakowo, więc raczej bez kolejnych promocji nie będę po niego sięgał. Jednak jako piwny eksperyment polecam!


Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

wtorek, 21 lipca 2009

Faustus

kraj: Niemcy
browar: Herrnbräu
ekstrakt: nie podano; alkohol: 6%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: hipermarket Carrefour,
cena: 5,20 PLN (chyba przepłacony)

A jednak trafiło się jeszcze jedno zagraniczne piwo. Odwiedziłem dzisiaj hipermarket Carrefour i mnie zszokowała ilość dostępnych gatunków i marek. Sporo importu, sporo regionalnych... myślę, że gdyby je dodać, byłoby ich więcej niż koncernowych piw. Serio. Pewnie poczuł oddech konkurencji w postaci Piotra i Pawła (bo nie sądzę, żeby jednak liczył mniejsze sklepy) i zaopatrzył się w bardziej "ekskluzywne", jak na nasze warunki towary. Wybrałem sobie właśnie do degustacji Faustusa, którego już jakiś czas temu piłem i który specjalnie nie zapadł mi w pamięć. Okazało się, że to bardzo smaczny pszeniczniak, ale niestety nie z Polski (zmyliły mnie całkowicie te polskie etykiety).

Faustus wygląda w szklance po prostu świetnie. Gruba piana z ekstra czapą, kolor złociutkiej pszenicy, do tego ładnie pracujące bąbelki. Bardzo poprawny jak na weissbier zapach. Słodziutki, z delikatną bananową nutą, która idealnie miesza się z pszenicą. Aż chciało się pić. W smaku naprawdę bardzo porządny. Słodki, chociaż bardziej niż banany i goździki (co osobiście mi zupełnie nie przeszkadzało) czuć tutaj lekką kwaskowatość. Orzeźwiający i lekki, w sam raz na wieczór. Ten efekt potęguje idealne wysycenie, widać było bąbelki bardzo długo. Na tylnej etykiecie widnieje zdanie: "W ten sposób przygotowane piwo nada każdemu łykowi znakomity smak", co jest całkowitą prawdą. Faustus smakuje dobrze do samego końca. Z tych kilku pszenicznych, które miałem okazję pić plasuje się z pewnością bardzo wysoko. Jedyne do czego mogę się przypieprzyć to bardzo licha etykieta. Piwo o takiej nazwie nie powinno mieć krytej strzechą chaty i snobów słomy. Żółtawa kolorystyka, odróżniająca się na tym tle czerwona wstęga i czcionki też niespecjalnie trafiają w mój gust.


Jeszcze drobne ogłoszenia parafialne. Z tych do pszenicznego, mam tylko szklanki do Kapuzinera, także wszystkie piwa tego rodzaju będą na moich nieudolnych, "komórkowych" zdjęciach w nich. Naprawdę wielkie sorry za ich jakość, ale sądzę, że lepiej żeby w coś poza tymi znalezionymi w necie zdobiło wpis. Trzecia sprawa to przy ekstraktach dodaję "(podobno)", gdy na którejś z polskich stron o piwie trafię na taką informację, jeżeli jej nie ma to "nie podano". Pisałem przy Tenacious D oczywiście.
Related Posts with Thumbnails