Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pszeniczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pszeniczne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 października 2011

Cornelius Grejpfrut


kraj: Polska
browar: Cornelius / Sulimar
ekstrakt: 13 (piwa bazowego); alkohol: 3,0%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane, pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,10 PLN

Próbowania piotrkowskich nowości ciąg dalszy. W przypadku Cornelius Grejpfrut mamy do czynienia z produktem, z którym wybitnie zaspano. Wydaje się, że porą idealną dla piw z sokiem owocowym jest lato. I chociaż w tym roku tych ciepłych dni brakowało, mało było okazji, by się takim grejpfrutowym piwkiem chłodzić to i tak zupełnie nie rozumiem dlaczego zdecydowano się wprowadzać je na rynek akurat jesienią? 

Ten Cornelius po przelaniu do szklanki cieszy oczy pomarańczowym kolorem. Jest mętny, na dnie butelki mamy sporo osadu. Piana jak na pszeniczne jest raczej słaba. Mało okazała, pełna dziur, opada w chwilę. Na piwie zostaje tylko skromna obwódka i trochę kry. Zapach grejpfrutów uderza zaraz po otwarciu butelki. Po przelaniu jest bardzo intensywny i całkowicie dominuje. Nie udało mi się wyczuć nic innego. W smaku również nie ma nic poza grejpfrutem. Piwo jest bardzo kwaśne (i jest to kwasota pochodzenia cytrusowego, a nie z popsutego piwa) z delikatną goryczką w końcówce łyku. O dziwo posmak jaki zostaje w ustach jest słodki.... grejpfrutowo-słodki. Typowych dla pszenicy smaczków brak. Wysycenie bardzo mocne. Zdarzało się, że po większym łyku stawały mi w oczach łzy.

Opakowanie oceniam bardzo wysoko. Świetnie dobrane kolory, dobrze użyte srebro. Butelka przyciąga wzrok i jest bardzo estetyczna. Mało czytelna kontra (czarne litery są trochę zlewają się  na prążkowanym tle) jest pierwszym elementem do którego można się przyczepić. Drugim jest przekłamanie z 13% ekstraktem. Jak dobrze zauważył Bartek ze Smaków Piwa, browar podaje ekstrakt piwa, które stanowiło bazę.

Cornelius Grejpfrut oceniam bardzo pozytywnie, chociaż absolutnie nie przypomina w smaku piwa. To świetny bazujący na piwie napój grejpfrutowy. Jeżeli ktoś lubi kwaśne cytrusy to powinien po niego sięgnąć. Jest orzeźwiający i bardzo smaczny. Szkoda tylko, że nie pojawił się w sklepach pół roku temu. 

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:


czwartek, 20 października 2011

Cornelius Ciemny Pszeniczny


kraj: Polska
browar: Cornelius / Sulimar
ekstrakt: 12,5; alkohol: 5,0%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,30 PLN

Dzisiaj wzięła mnie po raz kolejny na piwo pszeniczne. Skusiłem się, więc na ciemnego brata mojej ulubionego polskiego hefe weizena - Cornelius Weizen Bier. Dzisiaj na tapecie mamy Cornelius Ciemny Pszeniczny.

Piwo jest mętne, kolor to jasny brąz... wchodzący w barwę kompotu z suszu. Piana średniopęcherzykowa, przybrudzona na beż i jak na pszenicę to bardzo nietrwała. Osadza się na szkle, ale w trzy minuty opada do cieniutkiej warstewki. W zapachu  dominuje bananowa słodycz,  w tle czuć lekką kwasowość. Poza tym jest też zapach karmelu, pszenicy i drożdży. Piwo jest gęste, lekko oleiste. Jestem raczej rozczarowany, gdyż bardzo mało tutaj typowo pszenicznych smaków. Piwo pozbawione jest słodyczy. Nie wyczujemy również goździków. Jest duża kwasowość, ale nie taka klasyczna, cytrusowa. Absolutnie mi nie przypadła do gustu. Są wyczuwalne dość wyraźnie palenie, karmel i przede wszystkim drożdże. Lekka goryczka wyczuwalna na początku, później całkowicie zanika. O ile jeszcze z początku piwo może się podobać, o tyle po ogrzaniu jest coraz to gorzej i ostatecznie nie potrafię wystawić mu pozytywnej oceny. Stało się dziwnie kwaśne i jest to taka kwasowość, która przywodzi na myśl, że coś poszło przy warzeniu nie tak. Wysycenie raczej dobre, ale również siada w końcówce.

Opakowanie bardzo estetyczne, ale jak na mój gust kolorystyka jakoś nie gra. Możliwe, że przeszkadza mi to, że jest zbyt bogato? Na głównej kontrze podkreślono, że jest to piwo górnej fermentacji, na kontrze mamy komplet informacji - za to duży plus.

Cornelius Ciemny Pszeniczny to dla mnie spore rozczarowanie. Spodziewałem się dużo, a dostałem piwo, które jest dla mnie ledwo wypijalne. Za dużo ciemnej pszenicy na polskim rynku nie mamy, dla mnie i dla wielu będzie to z pewnością pierwsza ciemna polska pszenica (nawet nie wiem czy wcześniej się ktoś pokusił ją warzyć), a tutaj tak duża wtopa. Obawiam się, że nawet nie tylko przeciętny konsument może się tą jedną butelką zrazić. 


Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 14 października 2011

Schöfferhofer Hefeweizen


kraj: Niemcy
browar: Binding Brauerei
ekstrakt: 11,6; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 5,69 PLN

Przyszły jesienne słoty, a mnie zamiast na portery, wzięło na pszeniczniaki. Miałem ochotę na coś czego jeszcze nie piłem, a że nie chciałem ryzykować, postawiłem na Niemcy. 

Schöfferhofer Hefeweizen, bo o nim będzie dzisiaj mowa po przelaniu do szklanki prezentuje się wspaniale. Klasyczne jasne piwo pszeniczne. Ma ciemnożółty kolor i jest prawidłowo mętne. Prawdziwą ucztę dla oka stanowi piana. Nalało mi się z porządną czapą. Jest bielutka, gęsta, kremowa, drobnoziarnista ze skłonnościami do dziur i osadza się na szkle. Kolejny jej atut że utrzymuje się do samego końca! W zapachu, który jest dość intensywny, wyraźnie można wyczuć goździki i cytrusy. W smaku natomiast bardzo pozytywne wrażenie robią, dość mocno zaznaczone jak na ten styl, chmielowe smaczki. Poza tym Schöfferhofer jest raczej wyważonym piwem. Czułem przede wszystkim pszenicę, ale obecne są również nuty owocowe z bananową dominacją w połowie i cytrusowym prymatem w końcówce. Każdy łyk dopełnia delikatna, ale wyraźnie wyczuwalna goryczka. Wysycenie nie przesadzone, pod koniec nawet słabe, ale przyjemnie szczypie w język i zupełnie nie przeszkadza w konsumpcji.

Opakowanie oceniam bardzo na plus. Butelkę zdobi komplet pomarańczowych etykiet (a ja uwielbiam kolor pomarańczowy) ze złotymi elementami. Bardzo ładne czcionki (tu nie ma co się dziwić Peter Schöffer, jego podobizna znajduje się w centralnym miejscu na etykiecie, był drukarzem) i raczej skromne ozdoby, powodują że etykiety są czytelne i schludne. Na kontrze informacje w kilku językach, w tym w polskim, ale trochę dziwi brak kompleksowych informacji (chociażby ekstrakt podano tylko po Rosyjsku). No i bardzo ładny, złoto-pomarańczowy kapsel..

Bardzo ciekawy pszeniczniak ze względu na swoją goryczkę, która wpasowuje się idealnie. Orzeźwiający, lekki, a przy tym treściwy i bardzo smaczny. Jedno z lepszych piw pszenicznych jakie piłem. Musicie koniecznie spróbować!

niedziela, 4 września 2011

Viva Hel

kraj: Polska
browar: Gościszewo
ekstrakt: 12,5; alkohol: 5,5 %; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: Kraina Piwa, Toruń
cena: 6,00 PLN

W czasie sierpniowego wypadu do Torunia, koleżanka pokazała nam bardzo przyjemny lokal - Krainę Piwa. Kilka kranów z rotacyjnym piwem, kilkadziesiąt piw butelkowanych, dość przyjemny wystrój i ogródek. Podczas pierwszych odwiedzin skusiłem się na pszeniczniaka, którego do tej pory nie dane mi było spotkać na sklepowych półkach okolicznych sklepów. Wakacyjne wspomnienie - Viva Hel z Browaru Gościszewo.

Gdy zamawiałem piwo, nie myślałem o spisaniu recenzji. Poprosiłem o przelanie piwa do szklanki, także na zdjęciu brakuje butelki i z oczywistych względów muszę pominąć część o opakowaniu. Druga sprawa to użyta przy zdjęciu lampa, przez którą mamy przekłamane kolory (musieliśmy wypić piwo w środku, bo ogródek był pełen). 

Viva Hel było żółte, mętne. Piana biała, gęsta, zbita, ale średnio trwała. Piwo pachniało cytrusami. Przyjemnie, ale dla mnie troszkę płasko Zapach pozbawiony był aromatu bananów i goździków, nie wyniuchałem też nut zbożowych - taki jednowymiarowy. Pierwszy łyk i jedyne co czuć to cytrusową kwasowość. Później daje o sobie znać lekka kwiatowość i taki trochę apteczny smak, jaki czasem można trafić w pszeniczniakach. Wysycenie mocne, tak jak powinno być.

Piwo było smaczne, ale to nie jest do końca to, co lubię w piwach pszenicznych. Brakowało goździków i bananów. Nic nie łamało mi tej kwasoty, która chociaż przyjemna i orzeźwiająca, wydawała mi się zbyt jednostajna. Nie było źle..., ale nie znalazłem tam nic, co spowodowałoby chęć sięgnięcia po to piwo kolejny raz.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 1 lipca 2011

Spiż Pszeniczne

kraj: Polska
browar: Spiż Wrocław
ekstrakt: 12%; alkohol: 5,7%; z bezcki 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: ogródek Spiż na Rynku we Wrocławiu,
cena: 9,90 PLN

W zeszły weekend gościłem we Wrocławiu na Dniach Fantastyki. Chcąc połączyć przyjemne z... przyjemnym, odwiedziłem wraz z przyjaciółmi wrocławski Spiż, który jakby nie patrzeć jest uważany za swojego rodzaju pozycję obowiązkową na piwnej mapie Polski. Zamówiłem pszeniczniaka, by ugasić pragnienie po późnym śniadaniu i strasznie żałuję, bo było to piwo raczej słabe.

Spiżowe Pszeniczne było jasno cytrynowe i mętne. Piana biała, trwała, składała się z drobnych i średnich pęcherzyków. Utrzymywała się do końca. Za to plus. Pachniało niewyraźnie. Wyczułem lekką woń bananów, były też kwaśne nuty, które zakwalifikowałbym jako cytrusy. W smaku natomiast piwo okazało się jeszcze bardziej lichutkie. Przede wszystkim wodnite i lekko kwaśne. Czułem coś co od biedy nazwałbym goździkami i jeszcze czymś co niestety kojarzyło mi się tylko i wyłącznie z kiszoną kapustą. Gdzieś bardzo daleko majaczył bardzo niewyraźny smak chmielu. Piwo zostawiało kwaśny posmak, który później wchodził w rejony smakowe jakie odpowiadają czemuś zjełczałemu. Bardzo nieciekawe doznania.

Piwo podaje się tam w gołym szkle. Każdy styl w takim samym. Rozumiem, że to z oszczędności, ale mimo wszystko szkoda. Na te kilka, które zamówiliśmy (a zamawialiśmy różne) połowa była nienalana do końca. Do piwa dostaliśmy chleba z firmowym smalcem. Także i zakąska nie powalała. Smalec był niesmaczny, a mój chleb czerstwy. Mam nadzieję, że ogródek różni się od tego jak podaje się w środku.

Nie chcę się tutaj wypowiadać o całym Spiżu. Na piwa, które zamówiliśmy, skarżyli się tylko ci, którzy wybrali pszenicę. Była ona niezbyt smaczna, bez charakteru i w ogóle nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Te 10 złotych, które tam zapłaciłem było najgorzej wydanymi pieniędzmi w zeszły weekend. 100 razy bardziej wolę pszenicę z Bierhalle.

poniedziałek, 16 maja 2011

Pink Killer

kraj: Belgia
browar: Brasserie de Silly
ekstrakt: 11%; alkohol: 5%; z beczki 0,25 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane, pszeniczne; niepasteryzowane,
źródło: Piwoteka Narodowa na 6 Sierpnia w Łódzi,
cena: 7 PLN

Wczoraj udaliśmy się do nowo otwartej Piwoteki Narodowej (o samym lokalu później). Liczyłem, że dostępne będzie menu z soboty (głownie chodziło mi o Atak Chmielu z Pinty), ale w niedzielę akurat tego zabrakło. W pierwszej kolejności wybraliśmy lanego, belgijskiego Pink Killera, który jest piwem owocowym robionym na bazie pszenicy. Fajnie wyszło, bo to 101 piwo opisane na Experiment Beer i nawiązuje trochę do pewnego klasycznego filmu Disneya.

Pink Killer jest pomarańczowe i mętne. To drugie dość ciężko stwierdzić, bo dedykowane szkło jest mrożone. Piana bielutka, bardzo gęsta, składa się z bardzo drobnych pęcherzyków. Po nalaniu na dwa centymetry. Redukuje się do cienkiego kożuszka, później do obwódki, osadza się też na szkle. Zapach przede wszystkim kwiatowy. Dodatkiem jest lekki aromat cytrusów. Raczej słodki. W smaku piwo jest lekko słodkie z dodatkiem kwasowej nuty. Wyczuwałem mandarynki i czerwonego grejpfruta. Piwo orzeźwiające i lekkie, ale trochę zbyt "perfumowane". Ja to odebrałem trochę jak kwiatowy smaczek, moja Kamila doszukiwała się tutaj czegoś chemicznego. Mnie to jednak nie przeszkadzało. Piwo idealnie ugasiło pragnienie, z każdym łykiem uwalniało swój aromat. Wysycenie dobre, przyjemnie szczypało w język. Jako, że nie mogę ocenić opakowania skupię się na szkle. Szklanka do Pink Killera nie przypadła mi do gustu. Mrożone szkło utrudnia dobre przyjrzenie się piwu. Sam kształt jest okej, mam nawet podobne szkło do maiselowego dampfbiera, ale szkło jest w tym wypadku jak dla mnie ciut za grube - preferuje jednak cieńsze. Logo za to bardzo sympatyczne - takie różowe połączenie Scooby Doo i Cujo.

Polecam obejrzeć materiał wideo, na którym możecie obejrzeć jak barman (jednocześnie właściciel) nalewał nam piwo. Widać jak prezentowało się w szklance. Mam nadzieję, że to nie ostatni filmik jaki będziecie mieli okazję tutaj obejrzeć (i jednocześnie zrekompensuje wam zdjęcie z uciętymi szklankami). Kilka słów podsumowania. Pink Killer to fajne i oryginalne (przynajmniej dla mnie) piwo smakowe. Dziwią mnie, więc bardzo słabe oceny w serwisach. Rzeczywiście mało tu typowego smaku piwa, ale można się tu doszukiwać śladów znanych z pszenicy czy witbiera. Moim zdaniem jest w porządku.


A teraz o Piwotece Narodowej, która działa dopiero od 10 dni.

Lokal znajduje się w Łodzi przy ulicy 6 Sierpnia. Kilkanaście metrów za sklepem Piwoteka patrząc od ulicy Piotrkowskiej. Składa się z dwóch sal i oddzielonej szklanymi drzwiami palarni (łącznie to jest ok. 120 m2). Wystrój i kolorystyka bardzo przypadły mi do gustu. Takie połączenie nowoczesności i tradycji. Sporo piwnych szyldów na ścianach. Sala w której siedzieliśmy była czarno - czerwona, ale kolory nie przytłaczały. Okna na ulicę zapewniały bardzo dużo światła. Druga sala jest w kolorze zielonym i złotym, w takich samych są obicia krzeseł. A teraz najważniejsze. Z kranu lanych było 8 piw: dwa belgijskie: Pink Killer i Delirium Tremens, czeski Primator Dark, Warnijskie (albo Warmiak), Lubuskie, Celtyckie, Pyszne i Wiśnia w piwie. Fajny wybór, chociaż mnie zabrakło jakiegoś pale ale albo bittera. Jako drugie wypiłem Lubuskie, moja Kamila zdecydowała się na Chimaya Tripple z butelki - tych jest około 50 do wyboru, sporo czeskich i belgijskich (żałuję że nie cyknąłem zdjęcia menu). Do tego oczywiście kawa, herbata i jakieś przekąski. Właściciel, który nas obsługiwał to bardzo sympatyczny człowiek. Porozmawialiśmy chwilę, zdradził, że niedługo może się pojawić w ofercie lany Porter Łódzki. W tygodniu mają dowieźć piwa z Pinty. Jak dla mnie Piwoteka Narodowa to świetne miejsce, jak na razie to najlepszy tego typu lokal w jakim byłem. Idealny aby napić się dobrego piwa w przyjemnej atmosferze, przy lekkiej muzyczce. Trzymam za niego kciuki i życzę sukcesów. Mam nadzieję, że dam radę zaglądać tam tak często, jak będę w Łodzi. Zachęcam do tego wszystkich znajomych z regionu. Warto.

środa, 9 marca 2011

Engel Hefeweizen Hell

kraj: Niemcy
browar: Crailsheimer Engel-Bräu
ekstrakt: 12,2%; alkohol: 5,5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 6,49 PLN

Przeczytałem o tym piwie naprawdę wiele dobrego (chociażby na blogu Jerzego Mackiewicza), więc gdy kupowałem je sobie któregoś razu "na pocieszenie" sądziłem, że spędzę z nim przyjemnie popołudnie. Niestety zawiodłem się dość mocno.

Engel Hefeweizen Hell w szklance prezentuje się wybornie! Pieni się szalenie. Super obfita i bielutka czapa redukuje się bardzo wolno i pozostaje na poziomie pół centymetra. Kolor dość jasny. Zapach typowy dla piw pszenicznych. Słodki, lekko kwiatowy z nutkami bananowymi. Do tego momentu było wszystko super! Niestety pierwszy łyk przyniósł rozczarowanie. Brak typowych dla pszenicy palety smaków - moje kubki smakowe nie wyczuły słodyczy bananów i goździków, nie było cytrusów. Właściwie nie czułem nic poza lekko kwaśnymi mineralnymi smaczkami, które nie były urzekające. Pomyślałem, że może za bardzo je schłodziłem i odstawiłem na kilkanaście minut. Wtedy Engel odkrył resztę ze swoich niewielu walorów. Do głosu doszły nuty kwaśne i wyczułem również błąkający się gdzieś smak słodu pszenicznego. Wyczuwalna zrobiła się również goryczka. To za mało. Smak był płaski, nudny i zdecydowanie za mało treściwy jak dla mnie. Z każdym łykiem piwo robiło się coraz bardziej wodnite. Wysycenie natomiast bardzo mocne. Takie jakie cenie w pszeniczniakach.

Butelka zakręcana. Etykieta zdobiona średniej jakości widoczkiem pól i zalesionych pagórków, do tego wstęga z nazwą piwa. Kolorystyka przyjemna i całość prezentuje się nieźle, jednakże nie jest to nic wybitnego. Na kontrze informacje po niemiecku, rosyjsku i chyba po włosku.

Może trafiłem na gorszą partię, chociaż wątpię. Podejrzewam, że z Engel Hefeweizen Hell mam podobnie jak z pszenicą z Okocimia - ludziom smakuje, mnie już niekoniecznie. Wg mnie nie jest warte ceny, którą każą sobie zapłacić delikatesy. Jest dużo smaczniejszych i tańszych piw pszenicznych (nawet tych polskich).

niedziela, 19 grudnia 2010

Kapuziner Weissbier Schwarz

kraj: Niemcy
browar: Kulmbacher
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5,4%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 6,99 PLN

O Kapuzinerze, szczególnie w świątecznej odsłonie, nasłuchałem się strasznie dużo dobrego. W końcu trafiłem na półce PiP Kapuziner Weissbier Schwarz i nie mogłem się oprzeć. Kupiłem, zdegustowałem... i trochę się rozczarowałem.

Po nalaniu do szklanki (w końcu wypiłem w szkle od Kapuzinera Kapuzinera!) oczy cieszy ciemnobrązowe, brunatne wręcz piwo. Oczywiście mętne. Nie cieszy niestety piana. Rozczarowująca jak na pszenicę, nawet ciemną. Jest jej na palec. Taka lekko beżowa i drobno pęcherzykowa. Opada do pół centymetra i w postaci takiego kożuszka utrzymuje się przez dłuższy czas. Jedyne co mogę pochwalić to fakt, że osiada fantazyjnie na szkle. Zapach bardzo wyraźny, rześki. Słodkawy z wyczuwalnymi nutami palenia. W smaku jest... zaskakujące. Spodziewałem się czegoś typowo słodkiego, dostałem natomiast piwo lekko goryczkowe. Czuć delikatnie palenie, ale brakowało mi tutaj tej typowej dla pszeniczniaków słodyczy goździka i bananów. Oprócz tego wyczułem dobrej jakości gorzką czekoladę i śliwkę. Jednakże nie robi aż tak dużego wrażenia i nie dorównuje legendzie jaką stworzyłem sobie w głowie, wysłuchawszy dziesiątek pochwał. Drobny minus jeszcze za zbyt mocne wysycenie, które atakowało moje podniebienie i gardło, że aż ciężko było pić.

Opakowanie muszę pochwalić. Etykiety są stylowe. Świetnie dobrane kolorystycznie - brązowo-śliwkowe tło idealnie sprawdza się dla złota: czcionki, ramek i dodatków. Na kontrze napisano sporo, jednakże wszystko w języku niemieckim. Porcelankę niestety zastąpiono tworzywem z nalepką, ale i tak Kapuziner Weissbier Schwarz wyróżniał się na półce.

Za dość wysoką cenę dostajemy piwo smaczne, ale nie wybitne. Na pewno jest to bardzo smaczna pszenica i muszę zaznaczyć, że jest jedną z ciekawszych jakie piłem. Ale piłem również kilka smaczniejszych i chyba nawet tańszych. Raczej nie będę wracał, chociaż jakby mnie ktoś nim poczęstował nie odmówię.

sobota, 17 kwietnia 2010

Cornelius Honig Weizen

kraj: Polska
browar: Cornelius
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5,0%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane, miodowe, pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,20 PLN

Jestem jednym z tych dziwaków, którzy nie przepadają za miodem. Podczas zakupów omijam też szerokim łukiem wszystkie piwa miodowe, które w ciągu ostatnich 2 lat powyrastały niczym grzyby po deszczu. Z tym, że od czasu do czasu ich próbuję... i tak skusiłem się właśnie na Cornelius Honig Weizen z browaru Sulimar - producenta mojego ulubionego pszeniczniaka.

Oczywiści na zdjęciu tego za dobrze nie widać, ale piwo miało jasno żółty kolor. Było jaśniejsze i chyba również mniej mętne niż typowy hefe weizen hell. Piana po nalaniu, taka trochę na ponad palec. Była gęsta, bielutka i nietrwała. W ciągu 2 minuty zredukowała się do śmiesznie cienkiej obwódki i pawie zerowego kożuszka. Honig pachniał słodko... jakżeby inaczej miało pachnieć piwo z miodem w składzie? Czuć delikatnie pszeniczne nuty, ale miód jest na pierwszym planie. Z tym aromaty były słabsze niż się spodziewałem. Smak Honiga mnie nie powalił. Z każdym kolejnym łykiem wydawał mi się bardziej miodowy niż pszeniczny, a lekko kwasowe nuty, które były obecne na początku, pod koniec zostały całkowicie zdominowane przez te miodowe. Autentycznie nie chciało mi się tego piwa kończyć. Dołożyło się do tego jeszcze słabe wysycenie.

Butelka typowa dla piw spod szyldu Corneliusa, natomiast etykieta odstaje od tych, z którymi do tej pory miałem przyjemność. Czcionki i kolory wyglądają jakby wyciągnięte prosto z gazetek reklamowych. W ogóle nie moje klimaty. Z tyłu przyzwoity opis i komplet informacji - tutaj jak zawsze plus dla Sulimaru.

Pierwsze co rzuca się w oczy to "HONIG" na etykiecie, gdzieś tam pod spodem, o połowę mniejszą czcionką jest "weizen". I mniej więcej tak jest z tym piwem. Główną rolę gra tu miód, gdzieś tam daleko w tle jest ślad pszenicy. Osobiście jestem rozczarowany, bo jak wielokrotnie, w różnych miejscach pisałem Cornelius leje moją ulubioną, polską pszenicę. Raczej na pewno tego więcej nie kupię, ale nie odradzam... szczególnie tym, którzy pijają piwa miodowe i lubują się w tych smakach.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 3 marca 2010

Obołoń Biłe

kraj: Ukraina
browar: Obołoń
ekstrakt: 11,5%; alkohol: 4,8%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne, witbier; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 4,30 PLN

Piwo z gatunku witbier wywodzi się z Belgii. Ze względu na charakterystyczną barwę, jest nazywane białym i jak można się domyśleć takie piwo uwarzyli ukraińscy piwowarzy. Obołoń Biłe (Оболонь Біле) jest mleczno-żółte i mętne, chociaż nie jest mętność znana z niemieckich pszeniczniaków. Nalewając je do szklanki udało mi się uzyskać piękną czapę piany. Była bielutka, gęsta i trwała. Z wolna zredukowała się do pół centymetra, a taki kożuch utrzymał się praktycznie do końca. Biłe pachniało bardzo słodko z delikatnymi akcentami cytrusowymi i czymś co ciężko mi było zidentyfikować, a prawdopodobnie była to ta kolendra. W smaku jest... dziwne. Inaczej nie umiem tego nazwać. Pierwsze co daj o sobie znać to smaczki ziołowe i dopiero później cytrusowe, pszenica zaś na bardzo dalekim planie, praktycznie niewyczuwalna. Pijąc, głównie czułem to, że było kwaśne i dziwnie cierpkie. Przypominało mi trochę w smaku ruskie szampany. Nie przesadzam. Pod koniec zrobiło się minimalnie słodsze, ale nadal nie był to "mój" smak. Wysycenie nienaganne i intensywne prawie do dna szklanki. Butelka utrzymana w stylu pozostałych produktów Obołonia, chociaż osobiście wydaje mi się z tej trójki co piłem najsłabsza.

Nie podeszło mi. Pijąc Biłe odnosiłem wrażenie, że przedobrzyli. Brakowało mi tutaj tego co tak lubię w piwie pszenicznym (bananowej słodyczy, goździków), a te ziołowe smaki, mimo iż z dodatkiem cytrusowej kwasowości, w ogóle nie trafiły w mój gust. Nie twierdzę, że to złe piwo. Nie odrzucało mnie, na Fast Food Eaters otrzymało 9/10 i myślę że swoim lekko egzotycznym smakiem znajdzie amatorów. Ja jednak na pewno więcej go nie kupię.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 30 grudnia 2009

Cornelius Weizen Bier

kraj: Polska
browar: Cornelius
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5,0%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,20 PLN

Wypadałoby zakończyć tą grudniową, pszeniczną ofensywę (pięć opisanych piw pszenicznych, to jest szóste) moim ulubionym. Corneliusa Weizen Bier pierwszy raz piłem dobry rok temu. Nie była to miłość od pierwszego... spróbowania, ale z biegiem czasu co raz bardziej mi to piwo smakował, a we wakacje w końcu doszło, że w Piotrkowie warzą najsmaczniejszą polską pszenicę.

Cornelius jest prawidłowo mętny, ale ciemniejszy od innych hefe-weissbier hellów. Jego miodowo-pomarańczowa barwa przechodzi trochę w jasny brąz. Różnie u niego niestety bywa z pianą. Raz jest kapitalna: gęsta, kremowa i trwała. Innym razem jest niestety niespecjalnie okazała i opada bardzo szybko. W przypadku ocenianej butelki była niestety taka jakby licha. Za to zaobserwowałem w rdzawe ślady drożdży. Pachnie cudownie, bo bananowo z delikatnymi nutami cytrusów. Obecna jest oczywiście również pszenica. Bardzo przyjemny zapach. A ze smakiem jeszcze lepiej! Słodki, bananowo-goździkowy z dodatkami cytrusowej kwasowości. To piwo jest cholernie dobrze wyważone pod tym względem. Nie nudzi słodyczą, nie wykrzywia kwaśnym. Do tego dochodzi bardzo porządne wysycenie. Bąbelki muskają gardło, a to w połączeniu ze wspaniałym smakiem powoduje, że piwo jest lekkie i orzeźwiające. Dla mnie bomba. Można wypić kilka i ani przez chwilę nie poczuć nudy.

Co do opakowania. Nie jestem fanem, ale muszę przyznać, Cornelius Weizen Bier ma estetyczną i czytelną etykietę. Minimalizm, dobrze użyte kolory i wrażenie, że piwo jest z "górnej półki". Kontra fatalna. Szara, z blokiem tekstu - nie podoba mi się. Za to duży plus za ulotkę, która wisi na szyjce. Chyba każdy egzemplarz (obojętnie czy sklepowy czy w pubie) ma ją na sobie. Znajduje się tam komplet informacji o piwie i sposób w jaki należy piwo nalać.

Z racji ceny (w Piwowarze kosztuje 3,5o zł, a w pubie Żywiec 6 zł) jest to najczęściej kupowana przeze mnie pszenica. Na dodatek najlepsza z polskich browarów (chociaż nie piłem jeszcze Viva Hel) i śmiało może stawać w konkury z piwami niemieckimi. Tak jak wspomniałem na początku, to moje ulubione piwo pszeniczne. Polecałem je wielokrotnie i jeszcze nikt się nie poskarżył. Poszukać i wypić koniecznie!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 25 grudnia 2009

Felsen Weizenbock

kraj: Niemcy
browar: Felsenbräu Thalmannsfeld
ekstrakt: nie podano; alkohol: 7,2%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne, bock; niepasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 4,40 PLN

Pszenicznych powrotów ciąg dalszy. Tak jak pisałem przy okazji spisywania wrażeń po Felsatorze Doppelbocku, w Felsenbräu pracują daltoniści. Felsen Weizenbock, który ma być pszenicznym koziołkiem, ale co najwyżej to stał obok prawdziwego bocka na sklepowej półce. Po nalaniu do szklanki moim oczom ukazało się coś co pasuje idealnie pod styl hefe-weissbier hell. Śliczny, pomarańczowy, mętny. Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że nie tak wyglądają weizenbocki. Rzut oka na google images potwierdza, że już bardziej odpowiedni kolor ma już Felsenbräu Braune Weisse. No trudno. Jak piłem to piwo półtora roku temu jakoś nie zwróciłem uwagi. Piana bieluteńka, jak to w Felsenach, po nalaniu duża, opada do poziomu poniżej centymetra. Przejdźmy do wąchania. Weizenbock pachniał pszenicą i goździkami (to dobrze), ale przede wszystkim apteczną chemią (to gorzej). Koźlakowego zapachu nie uświadczyłem. Wziąłem pierwszy łyk i poczułem moc tego piwa (a to niby tylko 7,2%). Niby czuć pszenicę, czuć goryczkę w posmaku, ale co chwilę uderzał mnie smak alkoholu, co było wątpliwej przyjemnym doznaniem. Wraz z piciem piwo staje się coraz bardziej słodowe. Nie przypomina to w żaden sposób piwa bock, a z tego co czytałem również i weizenbock. Wysycenie jest dobre, trwałe i równe do samego końca. Mnie Felsen Weizenbock nie smakował. Nie pamiętam jak to z nim było w zeszłym roku, ale nie przypominam sobie, żebym odebrał je tak źle. Opakowanie jak dla mnie słabe. Kolorystycznie i stylistycznie rozczarowująca.

Felsen Weizenbock to tylko mocny pszeniczniak, który z bockiem ma niewiele wspólnego. Osobiście nie polecam, chyba że ktoś nie zwraca uwagi na smak, a chce się piwem rozgrzać - tym autentycznie można.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

Felsenbräu Braune Weisse

kraj: Niemcy
browar: Felsenbräu Thalmannsfeld
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,1%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 3,70 PLN

Dzisiaj o kolejnym piwie z niemieckiego browaru Felsenbräu. W Pabianicach jest całkiem dobrze z dostępnością ich produktów, a właśnie oni zachęcili mnie w dużej mierze do pszeniczniaków. Od tego momentu minęło jednak sporo czasu i postanowiłem ostatnio zweryfikować swoje poglądy na trzy, z palety ich wyrobów, które mają słód pszeniczny w składzie. Zacząłem od Felsenbräu Braune Weisse. Piwo odpowiednio mętne, barwy brązowej z bursztynowymi refleksami. Nalałem z bardzo ładną, bielutką, gęstą czapą piany, ale opadła dość szybko. Zostało jej na pół centymetra, a gdy kończyłem w zasadzie już znikła. Zapach dość intensywny, pszeniczno-drożdżowy z kwaskowymi akcentami, ale raczej nie od owoców. W smaku ta kwasowość właściwie dominuje. Na dalszym planie czuć pszenicę. Felsenbräu Braune Weisse jest orzeźwiający, do połowy szklanki słodko-kwaśny - dobrze się te smaki uzupełniają. Niestety później słodycz znika i piwo męczy. Bardzo mi brakowało tych owocowych albo goździkowych aromatów, które w ciemnej pszenicy jak na moje powinny być również obecne. Ubogi ten Felsen pod tym względem. Wysycenie na piątkę z plusem. Dobre do samego końca.

Ze wszystkich piw z tego browaru to ma chyba najlepszą etykietę. Co nie znaczy, że jest dobra, ale nie bije od niej aż taką tandetą jak np. od Doppelbocka. Niby kolorystyka podobna, ale tutaj lepiej dopasowana i ozdobiona czcionkami. I całkiem nieźle wygląda ten rysunek turysty. Duży plus za tą zakręcaną butelkę. Felseny są dzięki niej wyróżniają dość mocno na sklepowej półce.

Podsumowując, Felsenbräu Braune Weisse jest bardzo przystępnym cenowo ciemnym pszeniczniakiem, prawdopodobnie najtańszym dostępnym u mnie w mieście (prawie dwa złote tańszy od Franziskanera i Paulanera). Dla kogoś kto spodziewa się aromatu bananów albo goździka to piwo będzie trochę kuleć smakowo. Z drugiej strony, jest lekkie i orzeźwiające, takie jak powinno być piwo pszeniczne, tyle że ta kwasowość, od połowy kufla męczy. Polecam kupić i wypróbować, bo może akurat trafi komuś bardziej w gusta niż mnie. Osobiście pewnie do niego kiedyś tam jeszcze wrócę.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 24 grudnia 2009

Franziskaner Hefe-Weissbier

kraj: Niemcy
browar: Franziskaner
ekstrakt: 11,8%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: hipermarket Kaufland,
cena: 5,59 PLN

Przy okazji przedświątecznej wizyty w Kauflandzie zauważyłem na regale jasnego Franziskanera i mimo dość wysokiej, jak na moją kieszeń, ceny włożyłem go do koszyka. Butelka prezentowałaby się zdecydowanie ładniej gdyby nie idiotyczny napis "imported" na sreberku okalającym szyjkę butelki, ten mały szczegół mogliby naprawdę zmienić. Kolorystyka przedniej etykiety w jak i rysunek uśmiechniętego mnicha bardzo fajne. Kontra za to tonie w tekście.
Jednak jak dla mnie, Franziskaner Hefe-Weissbier Dunkel ma lepszą szatę.

Po przelaniu do szkła Franziskaner Hefe-Weissbier urzeka swoim kolorem. Miodowy, wchodzący w pomarańcz, w 100% mętny. Nalałem z czapą piany, ale tak jak w przypadku wersji ciemnej, redukcja do kilku milimetrów nastąpiła nie wiadomo kiedy. Na szczęście ten cienki kożuszek utrzymywał się do samego końca. Franziskaner cudownie pachniał. Delikatnie, słodkawo. Wyczuć można pszenicę, drożdże i owocowe dodatki. Ze smakiem zresztą podobnie. W pierwszym łyku bardzo delikatne i słodkie. Później tej słodyczy już nie czuć zupełnie, ale nie szkodzi. Wchodzi pszenica, drożdże, bardzo przygaszona goryczka oraz lekko kwaśne nuty owocowe, które im bliżej końca tym zyskują na intensywności. Z wysyceniem jedynie przyzwoicie, po jakimś czasie wyraźnie słabnie. Ogólnie to bardzo dobry pszeniczniak, nie wybitny, ale na pewno bardzo przyjemny w odbiorze. Tyle, że właśnie z braku gazu podbijającego smak pod koniec męczył.

Polecam tym, którzy stawiają cytrusowe smaki nad bananową słodyczą. Gdyby jeszcze cena była niższa to sięgałbym po to piwo częściej niż tylko przy okazji Świąt.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 16 grudnia 2009

Obołoń Pszeniczne

kraj: Ukraina
browar: Obołoń
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: hipermarket Kaufland,
cena: 4,99 PLN

Ostatnio zawędrowałem do pabianickiego Kauflanda i kierując się bardzo pozytywną oceną z Fast Food Eaters wziąłem z półki Obołoń Pszeniczne (albo Оболонь Пшеничне jak kto woli). Oczekiwania miałem spore i niestety piwko ich do końca nie spełniło.

Zacznę od opakowania. Obołoń zafundował swojemu pszeniczniakowi piękną "szatę". Nie dość, że dał butelkę z tłoczonym napisem to jeszcze dorzucił bardzo stylowe etykiety. Główna z fikuśną "wypustką", ta na szyjce fantazyjnie wycięta. Kontra świetnie opisana (całkowicie po polsku) z termometrem wskazującym temperaturę odpowiednia do spożycia. Całość kolorystycznie dopasowana idealnie do zielonej butelki. Biel i żółć ze złotymi dodatkami i czerwonymi napisami w cyrylicy nadają charakteru i wschodniej egzotyki. Jednak to co najważniejsze to samo piwo, a ono aż tak nie zachwyca.

Kolor miało dość ładny, cytrynowo-miodowy, jak dla mnie minimalnie za jasne. Było oczywiście mętne, ale w moim odczuciu tu również trochę za słabo. Na moje, to jak na pszeniczniaka, było za przejrzyste... jakby rozwodnione. Pieniło się bardzo, aż bałem się, że mi wykipi ze szklanki. Strasznie żałuję, że tego nie uwieczniłem, ale ta ponad 3 cm czapa opadła nie wiadomo kiedy. Może w tym być trochę mojej winy, bo nie schłodziłem Obołona do odpowiedniej temperatury. Spory plus ma u mnie, za to że te pół centymetra piany, które widać na zdjęciu. Utrzymała się tak do samego końca (a piłem je dobrze ponad pół godziny). Zapach bardzo stonowany i ciężko wyczuwalny. Czułem jakieś dalekie aromaty owocowe. Może cytrusy? Natomiast sporego rozczarowania pszeniczne z Obołonia dostarczyło mi w smaku. Tak jak z zapachem. Piwo bardzo stonowane, nie wyróżniające się specjalnie niczym na tym polu. Rozwodnione, z lekko wyczuwalnymi owocami i goryczką w posmaku. Jest dość smaczne, ale nic ponad to. No nie tego się kurde spodziewałem! Z niektórymi polskimi czy niemieckimi rzeczywiście może konkurować, ale do czołówki (mojej prywatnej czołówki) jeszcze daleka droga. Aha... Wysycenie było bardzo dobre, przyjemnie drapało w gardło, ale samo wysycenie nie wystarczy.

Napiszę jeszcze raz, Obołoń Pszeniczne nie jest złym piwem, ale ocena 9/10 na FFE nakręciła mnie na Bóg wie jaką delicję. Gdybym wystawiał oceny to moja byłaby niższa tak o 2 punkty. Pewnie kiedyś jeszcze po nie sięgnę, ale w tej chwili cena trochę zniechęca. Gdyby było o złotówkę tańsze to może i częściej bym zaglądał do Kauflanda.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

wtorek, 8 grudnia 2009

Okocim Pszeniczne

kraj: Polska
browar: Okocim
ekstrakt: 11,8% ; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep Żabka,
cena: poniżej 3,49 PLN

Drugi polski pszeniczniak, tym razem z, chyba najbliższego mojemu sercu, polskiego browaru. Okocim Pszeniczne trafiło na sklepowe półki w 2007 roku i od tamtej pory pojawia się raz na jakiś czas. Pierwszy raz piłem ponad rok temu, później niejednokrotnie odwiedzałem hipermarket i wypatrywałem go na regałach - nie było. Jakoś jesienią znalazłem je w sieci Żabka, a wczoraj w końcu powtórnie się na niego skusiłem (a wszedłem szukając okocimskiego portera).

Jak na piwo pszeniczne przystało jest mętne, koloru pomarańczowo-miodowego. Ładne, ale mogłoby być trochę pełniejsze. Gorzej natomiast z pianą, której po nalaniu dostałem śmieszną wręcz ilość i kiepskiej jakości. Była może na jeden centymetr i opadła w moment do poziomu trzech milimetrów - jak w pilsie. W tym stylu brak porządnej piany to spory minus. Okocim Pszeniczne pachniał nie najgorzej, chociaż nie był to zbyt bogaty zapach. Pszenica i delikatne akcenty goździków. W smaku niestety bardzo przeciętny. Wodnite, z lekką goryczką, trochę kwaśne, ale raczej płaskie. Ciężko wyczuć mi było aromaty owocowe. Chwali mu się to, że chodziło bez problemu i orzeźwiało. Wysycenie z początku super. Takie jakie powinno być w pszeniczniakach. Smyrało przyjemnie w język i podniebienie. Niestety w połowie szklanki bąbelki się ulotniły i kończyłem je jeszcze z mniejszym entuzjazmem.

Z jednej strony jestem zachwycony wyglądem, z drugiej jest na co tutaj ponarzekać. Uwielbiam takie tłoczone butelki, wyglądają naprawdę z klasą. Tutaj nie dość, że tłoczona to jeszcze smukła. Minimalizm się chwali, ale etykieta z szyjki bardzo uboga w informacje. Nie ma podanego miejsca warzenia (jedynie enigmatyczne EU) i nie ma podanego ekstraktu. Jest za to numer na infolinię, więc zadzwoniłem i dowiedziałem się to czego trzeba: ekstrakt 11,8%; pochodzi z browaru w Brzesku (wierzę, chociaż istnieje możliwość że to nieprawda). Drugą rzeczą, która mi się nie podoba jest to, że zdecydowali się na butelkę bezzwrotna. Carlsberg Polska powinien być bardziej przyjazny środowisku.

Okocim Pszeniczny jest lekki, wypijalny, ale nic ponad to. Żadnych doznań z górnego pułapu przyjemności smakowych. Na pewno chwali się Okocimowi, że leje to piwo i sprzedaje je w sprzyjającej cenie (w którejś z sieci hipermarketów jest podobno sprzedawane za 2,99 PLN). To chyba jedyny browar stricte koncernowy, który w swojej ofercie ma tyle stylowo różnych piw (aromatyzowane, jasne, pszeniczne, trzy ciemne). Miejmy nadzieję, że z tego nie zrezygnują. Przepraszam za fatalne zdjęcie. Kombinowałem z oświetleniem i tłem - ścierka była czysta, tyle że najpierw wytarłem nią szklankę.

wtorek, 27 października 2009

Weissbier Piwo Pszeniczne

kraj: Niemcy
browar: Ladenburger
ekstrakt: 12%; alkohol: 5,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: hipermarket Carrefour,
cena: 3,95 PLN

Jakiś czas temu trafiłem w Carrefourze na pszeniczniaka, o którym nie miałem zielonego pojęcia, że jest dostępny u mnie w mieści. Ten hipermarket nie przestaje mnie zadziwiać, jeszcze rok temu zdarzały się dni, że nie mieli zwykłego Pilsnera, a teraz kuszą setką zagranicznych browarów. Zawsze znajdę coś nowego. Nie wiem jak to dokładnie jest z tym piwem. Na etykiecie napisano: "Wyprodukowano w oparciu o recepturę i pod nadzorem głównego piwowara minibrowaru restauracyjnego BrowArmia Królewska w Warszawie." Na stronach specjalistycznych napisano natomiast, że to import, wykorzystujący jedynie markę BrowArmii Królewskiej. Tak więc, z Weissbierem jest prawdopodobnie jak z Faustusem, piwo niemieckie, ale polskie literki na etykietach. Sprowadza Tarczyn.

Weissbier to odpowiednio mętna pszenica. Kolor blado-miodowy może nie jest specjalnie powalający, ale widać chociaż ładnie pracujące bąbelki. Kiepsko z pianą. Nalałem ledwo co na dwa palce, ale w kilka minut opadło to na pół centymetra. Na szczęście nie zniknęła całkowicie i utrzymywała się na takim poziomie do końca. Zapachem mnie ten weizen nie powalił. Był mało wyrazisty, bez charakteru. Rzekłbym sterylny. Czuć tam coś słodkiego, ale bez jakichkolwiek dodatkowych nut owocowych. W smaku był przyjemny, ale bez ochów i achów. Pszenica i delikatna kwaskowatość. Jak na piwo niepasteryzowane trochę ubogi, ale przyzwoity. Wydaje mi się, że mógłby być lepiej. Prezencja nie jest mocną stroną tego piwa. Butelkę "ozdobiono" piaskowo-szarymi etykietami z cienko obrobionym zdjęciem z BrowArmii. Dorzucono rozmyty obrazek chmielu (?) na szyjkę i proste czcionki. Ani to estetyczne, ani ciekawe.

Weissbier Piwo Pszeniczne na pewno plasuje się w moim rankingu wyżej niż pszenica z Primatora. Gdybym napisał, że mi nie smakowało to bym skłamał. Odpowiednio schłodzony i dobrze nagazowany przyjemnie orzeźwił. Jego problemem to, to że jest po prostu, zwyczajnie płaski.

czwartek, 1 października 2009

Franziskaner Hefe-Weissbier Dunkel

kraj: Niemcy
browar: Franziskaner
ekstrakt: 11,8%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 5,50 PLN

W ramach smakowania dostępnych w Pabianicach piw pszenicznych zdecydowałem się na zakup Franziskanera Hefe-Weissbier Dunkel. Nie mogę zaprzeczyć, jest smaczny i pije się go z przyjemnością, ale jak dla mnie nie jest warty swojej ceny. Po nalaniu do szklanki, to co zobaczyłem, nie przypadło mi do gustu. Piwo było oczywiście odpowiednio mętne, ale kolor... brudno-brązowy niespecjalnie zachęcał. Piana, w porównaniu z innymi pszeniczniakami, od początku niezbyt okazała, zredukowała się w ciągu kilku minut do obwódki grubości 3 milimetrów. Opadała na moich oczach! Może ja po prostu nie umiem nalać tego piwa? Była biała, drobnoziarnista, z... rdzawymi plamkami, nie wiem czy nie były to drożdże, szczerze nie spotkałem się wcześniej z czymś takim - niezbyt apetyczne. Zapach już był o wiele lepszy. Słodki, bananowy, ale co najważniejsze z dobrze wyczuwalną pszenicą - naprawdę przyjemny. Smak również na plus , chociaż dla mnie zbyt delikatny (jak na tego rodzaju piwo). Pozbawiony jest raczej nut owocowych (brakuje mi tych wyniuchanych bananów), ale orzeźwia swoją lekką kwaskowatością. Słodycz jest oczywiście obecna, najbardziej w posmaku. Najlepszym określeniem byłoby "wyważony". Jestem pewny, że Franziskaner Hefe-Weissbier Dunkel byłby idealnym piwem dla kogoś, kogo chcielibyśmy przekonać do polubienia piw pszenicznych. Delikatny (piszę to drugi raz dla podkreślenia), stonowany, nie narzucający się. I do tego smaczny. W butelce może podobać się tylko etykieta. Szyjkę zdobi okropnie wyglądające sreberko (nie sądziłem że to napiszę, przecież tak lubię sreberka), które odrzuca fatalną czcionką w idiotycznym napisie "Imported". Naprawdę już nie mieli co tam dać? Kontra to jakiś koszmar, informacje w sześciu językach napisane drobnym maczkiem. Jedynie przednią etykietę, z dobrze dobranymi kolorami (bordo [na obrazku to wygląda bardziej na czerwień], czerń i biel), fajnym rysunkiem mnicha i stylizowaną czcionką można pochwalić. Polskie browary powinny brać sobie ją za przykład.


Jeżeli kogoś nie zniechęci cena, a ma ochotę spróbować pszenicznego piwa to niech sięgnie po to piwo. Myślę, że jest na dość reprezentatywnym wyborem. Sam wolę pić dużo bardziej Cornelius Weizen Bier, które jest tańsze o dwa złote, zdecydowanie bardziej aromatyczne, wyrazistsze i jest chyba najlepszym polskim weizenem (muszę je w końcu kiedyś opisać).

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 23 września 2009

Primátor Weizenbier

kraj: Czechy
browar: Náchod
ekstrakt: 12%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 3,50 PLN

To moje drugie spotkanie z Primátorem Weizenbier i chyba tym razem ostatnie, przynajmniej na jakiś dłuższy czas. Ten pszeniczniak, przez wielu okrzyknięty jednym z najsmaczniejszych, dostępnych w Polsce, jest jak dla mnie bardzo średni i nie miałem specjalnej przyjemności w obcowaniu z nim. W szklance prezentuje się całkiem nieźle. Cieszy oko pomarańczowym kolorem, dobrą mętnością i pianą na dwa palce. Akurat w tym ostatnim nie jest to specjalny wyczyn dla piwa pszenicznego, ale trzeba przyznać, że później utrzymuje się ona praktycznie do samego końca, tak na poziomie jednego centymetra, a wiadomo, że nie wszystkie tego typu piwa mogą się tym pochwalić. Wywąchać z tego weizena można przede wszystkim słodycz, która jest bardzo intensywna i całkowicie dominuje nad owocowymi nutami. Smak jest jak dla mnie największym mankamentem Primátora Weizenbiera. Przede wszystkim wydaje się zbyt wodnite, i to odczuć można już od pierwszego łyka. Słodki, z nutami owocowymi (słodki banan i kwaśne cytrusy), ale w pewnym momencie zaczął mnie wybitnie męczyć swoim chemicznym posmakiem. Nagazowany bardzo dobre, z pewnością pociągnęło smak i wzbogaciło piwo. Wygląd butelki jakoś mi nie leży. Niby jest fajna kolorystyka na etykiecie i sreberko na szyjce, które zawsze mi się podoba, ale od Primátora bije sztuczność. Nie wiem czy to wykończenie czy układ, ale z pewnością nie jest to najpiękniejsza butelka jaką widziały moje oczy.

Primátor Weizenbier mógłby być naprawdę zacnym pszeniczniakiem i z pewnością bym się z nim zaprzyjaźnił, bo cena jest w porównaniu z innymi wielce konkurencyjna, ale niestety... obecność tej "chemii" w smaku mnie totalnie odrzuca. Czkało mi się tym przez cały wieczór. Czytając inne, pełne pochwał i komplementów, opinie w sieci można odnieść wrażenie, że wcześniej to piwo było naprawdę wspaniałe. Na szczęście zawsze można wrócić i się przyjemnie rozczarować, ale na tą chwilę jest wiele innych piw pszenicznych wartych skosztowania (czy po prostu picia), także tego Primatora odstawiam na jakiś dłuższy czas.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 17 września 2009

Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen

kraj: Niemcy
browar: Schlenkerla
ekstrakt: 13,2%; alkohol: 5,2%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne, rauchbier; pasteryzowane
źródło: sklep z piwami regionalnymi na ul. Pomorskiej w Łodzi,
cena: 5,80 PLN

Zacznijmy od tego, że przedwczoraj udało mi się zaliczyć ćwiczenia z którymi bujałem się od stycznia. Postanowiłem to uczcić jakimś wyjątkowym piwem i byłem naszykowany wydać pieniądze na jakiś angielski lub belgijski specjał. Niestety obsługa była totalnie niekumata i niekompetentna, więc zdałem się na głos intuicji i wziąłem piwo stojące po prostu na najwyższej półce. No i trafiłem dobrze, bo na niedrogie, a bardzo ciekawe i smaczne Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen. Jest to pszeniczniak z gatunku rauchbier. "Rauch" po niemiecku oznacza dym. Nazwa napoju wzięła się stąd, że słód jest suszony nad ogniem. Koniecznie musi palić się bukowe drewno, przez co piwo, do którego zostanie użyty słód, nabiera niepowtarzalnego aromatu... bukowego dymu! Rauchbier to gatunek wywodzące się z Frankonii (z miasta Babmberg), a tradycja warzenia sięga XVI wieku. Nie muszę dodawać, że nigdy wcześniej takiego piwa nie piłem, ale to właśnie w eksperymentowaniu jest najlepsze - co chwilę poznaje się nowe smaki!

Tyle wprowadzenia, teraz wrażenia z picia. Piwo nalane do szklanki ma piękny lekko brązowy kolor. Jeżeli miałbym go do czegoś porównywać to do kawy z małym mlekiem. Prezentowało się super, a korona pełnej, gęstej piany wyglądała przepięknie. Nie dość, że była idealna po nalaniu, to nie znikła nawet po pół godziny i utrzymywała się na poziomie ponad jednego centymetra. Na tą chwilę nie piłem piwa równie dobrze prezentującego się pod tym względem! Zapach przywiódł mi na myśl grill... ognisko... albo przede wszystkim bieszczadzki kominek, w którym jednego wieczora rozpaliłem i gdzie robiliśmy sobie kiełbaski. Paliłem właśnie bukowymi szczapami, więc i potrawy, i ubrania, pachniały właśnie jak ten weizen! Podejrzewam, że wielu może to odrzucić, ale mnie pachniało wybornie. A smak? Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen smakuje naprawdę niesamowicie. Jest to pszeniczniak całkowicie różny od tych które piłem do tej pory. Brak tu bananowej czy goździkowej nuty, chociaż pszeniczna słodyczy jest oczywiście obecna. Gdzieś tam nawet przebija się goryczka, ale to wszystko jest zdominowane tą "dymną duszą". To "uwędzone" piwo, mimo iż podczas picia przywodzi na myśl grillowane mięso i kiełbasę z ogniska, jest orzeźwiające. Posmak dymu zostaje w ustach na dość długo. Wysycenie jak dla mnie jednak zdecydowanie za mocne. Nauczony jestem pić weizeny dużymi łykami, ale w tym wypadku było to raczej niemożliwe. No ale nie można mieć wszystkiego, bo świetnie utrzymująca się pianę zawdzięczam właśnie tak mocnemu nagazowaniu. Co do wyglądu butelki to patrzę na nią i się uśmiecham. Browar Schlenkerla zafundował swojemu produktowi naprawdę ładne etykiety. Stylizowane na stary, postrzępiony dokument, z gotyckimi czcionkami i do tego ozdobione odbitą w laku pieczęcią. Butelka wygląda naprawdę fajnie i estetycznie, do tego etykieta zrobiona z głową. Całość oceniam bardzo dobrze.


Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen to pyszne i niesamowicie aromatyczne piwo, ale z pewnością ludziom, którzy piją tylko jasne i lekkie nie przypadnie do gustu. Po pierwsze weizen po drugie rauchbier. Myślę, że to może odstraszyć. Moja mama nawet nie chciała spróbować. Inna rzecz w tym, że nie wyobrażam sobie wypić jednego wieczoru więcej niż jedno takie piwo, czy nawet jakoś często do niego wracać. Ta wyjątkowość, te niesamowite smakowe doznania, sprawdzają się jedynie w przypadku jednej szklanki. Przy kolejnych byłoby chyba męczące, przynajmniej dla mnie.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:
Related Posts with Thumbnails