wtorek, 30 marca 2010

Baltic Porter

kraj: Polska
browar: Cornelius
ekstrakt: 22%; alkohol: 8,1%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: porter bałtycki; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,20 PLN

Kolejna (względna) nowość z piotrkowskiego browaru. Jest to tym razem ciemny Baltic Porter. Jak przystało na ten styl w kuflu piwo jest praktycznie nieprzejrzyste i prawie czarne. Ciężko mi się je lało, bo pieniło się niczym szalony berserker. Piana ciemna, burawo-kremowa, z dużymi dziurami. Opadła do tej cienkiej obręczy, którą widać na zdjęciu, zdecydowanie za szybko. Piotrkowski bałtycki porter pachnie bardzo intensywnie. Już jak się go przelewa uwalnia swój mocny, słodowy zapach. Wyraźnie czuć również palenie. Jednak nie był tak przyjemny, jak się spodziewałem, gdy tylko się trochę bardziej w niego "wniuchać" robi się mdły i męczący. W smaku piwo jest równie silnie słodkie. W pierwszym łyku czuć przede wszystkim jego słodkość, z tyłu mamy słód i lekkie uderzenie goryczy, która ostaje się trochę na wargach i języku. W drugim dochodzi również alkohol, a z każdym następnym nasila trochę się gorycz. Jednak nie jest to piwo, które piłem z przyjemnością. Po pierwsze zbyt intensywne i zbyt słodkie (a chyba w porterze bałtyckim to powinno być raczej umiarkowane). Po drugie te alkoholowe smaczki mnie wykrzywiały i były nieprzyjemne. Wysyceniu tego portera jednak muszę dać duży plus. Piłem w zeszłym roku, kilka razy witnickiego Black Bossa, i tam zawsze było tych bąbelków za dużo. W porterze Corneliusa jest pod tym względem idealnie.

O opakowaniu znowu nie mogę powiedzieć złego słowa. Dominuje elegancka czerń, z równie eleganckimi dodatkami złota i brązu. Nazwa wypisana białą czcionką rzuca się w oczy. Całość przypomina opakowanie od dobrej, gorzkiej czekolady. Na kontrze komplet informacji.

Nie do końca mi smakowało. Miało momenty kiedy było całkiem okej, ale raczej męczyłem je niż piłem z przyjemnością. Ta mieszanka słodyczy z goryczą mnie nie przekonała. Jeżeli kiedyś bym do niego wracał to bez specjalnego entuzjazmu - jest wiele smaczniejszych piw w tej cenie.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 24 marca 2010

Cornelius Ale Ale

Krótkim słowem wyjaśnienia. Brak wpisów nie jest spowodowany tym, że się znudziłem i że blog będzie leżał odłogiem. Po prostu marzec jest dla mnie miesiącem bezalkoholowym. Yes sir! Nie mogę pić piwa, ale już niedługo. Dwa wcześniejsze wpisy, jak i dzisiejszy, i następny pochodzą z lutego. Były po prostu chowane na ten czas.

kraj: Polska
browar: Cornelius
ekstrakt: 13%; alkohol: 5,8%; butelka 0,5 l
typ: półciemne; rodzaj: ale; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 3,70 PLN

Oto kolejne polskie piwo górnej fermentacji. Ale Ale kupowałem z wielkim entuzjazmem i dużymi nadziejami. Pszeniczniak od Corneliusa jest moim ulubionym i liczyłem, że ale z Piotrkowa, z bardzo przystępną ceną, będzie równie często gościł w mojej lodówce. I wiecie co?, prawdopodobnie tak będzie.

Ale Ale jest rdzawo - bursztynowe. Przyjemny i cieszący oczy kolor. Niestety z piana nie była już tak ładna. Biało-szarawa, średnio okazała, pełna dziur. Opadała w szybkim tempie, ledwo zdążyłem ją uwiecznić na zdjęciu, bo mniej więcej w ciągu minuty zredukowała się do cieniutkiej obwódki. Bardzo przyjemnie za to to piwo pachnie. Wspaniale słodowo z ulotnymi nutami chmielowymi. Rześko, orzeźwiająco i nawet trochę goździkowo-owocowo. Przy pierwszym łyku od razu daje o sobie znać to goryczka. Początkowo lekka, z małymi dodatkami kwasowości, z każdym łykiem przybierała na sile i stawała się jakby bardziej wytrawna. I nie była to typowa, chmielowa goryczka. Wydawała się bardziej korzenno - słodowa. W posmaku natomiast czułem lekką metaliczność, ale dużo lżejszą niż w przypadku pale ale z browaru Gab - Zdrowego. Niemniej jednak, wrażenie podobne do tego jakby trzymać w spoconej dłoni miedziaki jest. Może to dlatego, że piwo powstało w miedzianej warzelni? Wysycenie jest bardzo porządne. Bąbelki przyjemnie drapią w gardło i praktycznie wcale nie słabną w końcówce.

Szata graficzna mi się spodobała od pierwszego wejrzenia. Nie jest to piękny design, ale swoim minimalizmem i schludnością, w jakiś tam sposób mnie urzeka. Widać, że można zrobić dobrze wyglądającą, a przy tym prostą etykietę... i nawet jeżeli jest wyraźnie inspirowana znakiem londyńskiego metra, to może wyglądać fajnie. Na kontrze wszystkie potrzebne informacje: skład, ekstrakt, adres producenta i nawet krótki opis produkcji piwa. I wszystko bardzo czytelne. Jedynym minusem jest to, że te butelki w które Cornelius leje część swoich wyrobów jest niestety bezzwrotna, chociaż w zamian mamy zawsze ładnie wyglądającą butelkę.

Słowem podsumowania. Ale Ale mi smakowało. To ciekawe doznanie, do którego chce się wrócić. I jak tylko będę mógł spokojnie się piwa napić to z pewnością kupię również i butelkę tego. Jeżeli ktoś lubi gorycz i nie ma nic przeciwko czemuś trochę bardziej ciężkiemu, to zachęcam do kupienia. Cena nie powinna być wygórowana. Widziałem w trzech sklepach, wszędzie było poniżej 4 złotych. Polecam.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru
:

środa, 3 marca 2010

Obołoń Biłe

kraj: Ukraina
browar: Obołoń
ekstrakt: 11,5%; alkohol: 4,8%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne, witbier; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 4,30 PLN

Piwo z gatunku witbier wywodzi się z Belgii. Ze względu na charakterystyczną barwę, jest nazywane białym i jak można się domyśleć takie piwo uwarzyli ukraińscy piwowarzy. Obołoń Biłe (Оболонь Біле) jest mleczno-żółte i mętne, chociaż nie jest mętność znana z niemieckich pszeniczniaków. Nalewając je do szklanki udało mi się uzyskać piękną czapę piany. Była bielutka, gęsta i trwała. Z wolna zredukowała się do pół centymetra, a taki kożuch utrzymał się praktycznie do końca. Biłe pachniało bardzo słodko z delikatnymi akcentami cytrusowymi i czymś co ciężko mi było zidentyfikować, a prawdopodobnie była to ta kolendra. W smaku jest... dziwne. Inaczej nie umiem tego nazwać. Pierwsze co daj o sobie znać to smaczki ziołowe i dopiero później cytrusowe, pszenica zaś na bardzo dalekim planie, praktycznie niewyczuwalna. Pijąc, głównie czułem to, że było kwaśne i dziwnie cierpkie. Przypominało mi trochę w smaku ruskie szampany. Nie przesadzam. Pod koniec zrobiło się minimalnie słodsze, ale nadal nie był to "mój" smak. Wysycenie nienaganne i intensywne prawie do dna szklanki. Butelka utrzymana w stylu pozostałych produktów Obołonia, chociaż osobiście wydaje mi się z tej trójki co piłem najsłabsza.

Nie podeszło mi. Pijąc Biłe odnosiłem wrażenie, że przedobrzyli. Brakowało mi tutaj tego co tak lubię w piwie pszenicznym (bananowej słodyczy, goździków), a te ziołowe smaki, mimo iż z dodatkiem cytrusowej kwasowości, w ogóle nie trafiły w mój gust. Nie twierdzę, że to złe piwo. Nie odrzucało mnie, na Fast Food Eaters otrzymało 9/10 i myślę że swoim lekko egzotycznym smakiem znajdzie amatorów. Ja jednak na pewno więcej go nie kupię.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

poniedziałek, 1 marca 2010

Kings Bräu Premium

kraj: Polska
browar: Van Pur
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; pasteryzowane
źródło: hipermarket Intermarché,
cena: 1,99 PLN

Na początku lutego otworzono w Pabianicach hipermarket Intermarché. Wybrałem się tam jakiś czas temu i oczywiście sprawdziłem ofertę działu piwnego. Wśród polskich piw trafiłem na zielone butelki od Van Pura. Kings Bräu Premium nie wyróżnia się na tle pilsnerów z tego pułapu cenowego, ale dobrze schłodzony jest całkiem smaczny i nie ustępuje np. takiemu Goolmanowi z Perły.

Czuć w tym pilsie lekką goryczkę i delikatną metaliczność, która może nie wszystkim podejść. Jest dość wodnite, ale mocne wysycenie podbija smak i trwa do samego końca. Pachnie mocno chmielem, ale zaraz po otwarciu czuć ten typowy dla zielonej butelki zapaszek.Jest koloru szczerego złota i ładnie widać pracujące bąbelki. Niestety pod względem piany jest tutaj słabiutko. Z początku pieni się dość mocno, ale ta biała piana jest bardzo nietrwała i w dosłownie kilka sekund opada do zera! Wygląd butelki liczę na plus. Estetyczna i czytelnie zaprojektowana etykieta. Na sklepowej półce rzuca się w oczy.

Jak na piwo za mniej niż za dwa złote to mogę je śmiało polecić, ale nie są to żadne wyżyny smaku. Myślę, że na do filmu i chipsów można spokojnie je kupić i nie być zawiedzionym. To dobra alternatywa dla koncerniaków, pod którymi uginały się półki regałów Intermarche.

piątek, 26 lutego 2010

Obołoń Oksamitowe

kraj: Ukraina
browar: Obołoń
ekstrakt: 14%; alkohol: 5,3%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 3,80 PLN

Dzisiaj będzie o piwie od naszych południowo-wschodnich sąsiadów, z Ukrainy (drugie w historii tego bloga). Znowu będzie to produkt od Obołonia. Oksamitowe (Оксамитове lub po polsku po prostu Aksamitne) to ciemny i ciekawy w smaku lager.

Piwo jest koloru kompotu z suszu, nie do końca przejrzyste i sprawia wrażenie burego i lekko brudnego. Piana niezbyt okazała, gruboziarnista z dziurami, koloru przybrudzonego ecru. Po nalaniu była na grubość palca, dość szybko opadła do cienkiego kożucha. Aksamitne pachniało intensywnie słodko i chyba nic ponad to. W smaku było na szczęście trochę bardziej złożone. Oczywiście w pierwszych łykach dominował słód, ale obecna była lekka goryczka i palenie, które staje się wyraźniejsze w posmaku. Jednak tym, którzy lubią piwa słodkie radzę się go wystrzegać. Z każdym łykiem piwo staje się bardziej goryczkowe i przyjemniejsze w obcowaniu (przynajmniej dla mnie), a pod koniec tych słodkich akcentów brak. Należałoby zaznaczyć, że Aksamitne, mimo iż smaczne, nie jest lekkim i orzeźwiającym piwem. Sprawia momentami wrażenie trochę przyciężkawego. Ludziom gustującym w lekkich lagerach może być trudno je wypić. Niemniej jednak warto po nie sięgnąć. Wysycenie jak dla mnie bardzo dobre. Z początku intensywne, nawet lekko drapiące, później tylko trochę łagodnieje.

Ukraińcy po raz kolejny zaserwowali świetnie wyglądający produkt. Butelka jest zielona z tłoczoną nazwą browaru. Szata obołońskiego piwa wygląda żywo i przyciąga wzrok. Bordowe tło ze złotymi dodatkami i do tego świetne liternictwo powodują że Obołoń Oksamitowe ma w coś szlachetnego. Opis i skład z kontry, poza dwoma zdaniami po polsku, w całości napisany cyrylicą, ale podano chociaż ekstrakt.

Nie jest to delicja, ale piło mi się je dobrze. To piwo kategorii "raz na jakiś czas" i pewnie nie raz je jeszcze kupię.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

wtorek, 23 lutego 2010

Herbowe

kraj: Polska
browar: Koreb
ekstrakt: nie podano; alkohol: 6%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 4,40 PLN

Piwo ciemne korzenne, takie z gatunku problematycznych przy klasyfikowaniu. Akurat mam tak, że lubię wiedzieć co piję, a przynależności gatunkowej jakoś w serwisach tematycznych nie odnalazłem. W składzie widnieją: woda, słód, chmieli i przyprawy korzenne, więc na chłopski rozum dam aromatyzowane. Jak ktoś się zna lepiej to niech mnie poprawi.

Herbowe to kolejny produkt z browaru w Łasku. Podchodziłem do niego bez specjalnego entuzjazmu, a się okazuje że niepotrzebnie, bo to napój bardzo smaczny, orzeźwiający i z tej trójki którą kupiłem wydaje mi się najlepszy, chociaż całkowicie różny od moich smakowych upodobań. Ale do rzeczy!

Herbowe ma herb... aciany kolor, a pod światło daje rubinowe refleksy. Piany praktycznie nie posiada. Próbowałem jakoś spienić, ale udało mi się uzyskać jedynie taką obwódkę jaką widać na zdjęciu. Pachniało dość intensywnie i słodko. Pierwsze co wyczułem to słód, później weszła druga słodycz, orzeźwiająca i owocowa. Gdzieś ponad tym wszystkim wydawało mi że czuje kawę i czekoladę (ze wskazaniem na tą drugą). Później ten owocowy aromat przybiera na sile i dominuje do samego końca. I jak nie przepadam za piwami aromatyzowanymi tak Herbowe mi bardzo smakowało. Jak można się spodziewać, jest słodkie, ale to przyjemne doznania, nawet dla kubków smakowych, które wolą goryczkowe piwo (takich jak moje). Na pierwszym planie czuć owocowe, wiśniowo, słodko-kwaśną orzeźwienie. Po kilku łykach dają o sobie delikatnie znać słód. Po kilku kolejnych znowu można poczuć owoce. Ich kwasowość wydaje się idealna. Łagodzi i rozbija słodycz, nadaje piwo lekkości nie pozwala się zasłodzić. Schłodziłem je dość dobrze i po całym dniu nauki porządnie mnie orzeźwiło. Jednak jest pewne "ale". Herbowe byłoby bardzo przyjemne w odbiorze gdyby nie jedna rzecz... wysycenie. Powiem szczerze, spodziewałem się tego, bo i w Łaskim, i w Mocnym, brakowało bąbelków. W Herbowym gaz ulatnia się po 10 minutach. Zmienia się praktycznie w sok. Aczkolwiek piłem ze sniftera, także może w tym należy dopatrywać się tak szybkiego wygazowania.

Opakowanie na pierwszy rzut oka znowu świetne. Tym razem w kolorach piaskowo-brązowych ze złoconymi dodatkami. Jednak przy dłuższym przyglądaniu się wychodzi, że ilustracja z Królem Jagiellończykiem i Kanclerzem Janem Łaskim wygląda niezbyt dobrze. To taki mały minus. Do niego należy dodać brak ekstraktu.

Wszystkim, którzy lubią piwa słodkie, bądź z owocowymi dodatkami Herbowe mogę spokojnie polecić. Mnie smakowało, chociaż nawet w "O mnie" zarzekam się, że za aromatyzowanymi wynalazkami nie przepadam, a brak gazu upodabnia je trochę do soku albo właśnie do kompotu. Trochę mało zachęcająca jest cena, bo 4,40 PLN to sporo, ale piwko wydaje mi się idealną alternatywą dla kobiet (i mężczyzn również), którzy nie przepadają za typowymi, piwnymi aromatami i smakami.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 11 lutego 2010

Mocne

kraj: Polska
browar: Koreb
ekstrakt: nie podano; alkohol: 6,5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 3,80 PLN

Dzisiaj opiszę kolejne piwo z Łasku, tym razem będzie to kolejnyy lager z ich portfolio, tyle że mocniejszy - piwo które nazwano zwyczajnie, bez udziwnień: Mocne. No cóż, w moim odczuciu jest gorzej niż w przypadku Łaskiego, którego już nie uważałem za specjalnie smaczne. Także do rzeczy.

Mocne jest koloru złota, ale wydaje mi się, że kolor jest jaśniejszy niż w Łaskim. Piana jest kiepska. Udało mi się uzyskać tylko to co widać na zdjęciu, ale nie minęła chwila, a i to zniknęło. Zapach był średnio przyjemny, niezachęcający, słodowy. I w przypadku tego produktu z Koreba okazało się to mylące, bo przynajmniej przez pierwsze kilka łyków piwo nie wydawało się w ogóle słodkie. Pierwsze co uderzyło to taka kwasowo-chmielowa nuta. I piło się to całkiem nieźle, ale później na pierwszy plan przebija się słód i ta chmielowość ustępuje całkowicie pola. Robi się znowu słodko, jak dla mnie zbyt słodko. Podobnie jak w przypadku Łaskiego i tym razem Korem poskąpił na przyzwoitym wysyceniu (a może takie właśnie mają być te tradycyjne piwa?). Przy pierwszych łykach jest jeszcze zauważalne, ale nawet nie doszedłem do połowy kufla, a miałem wrażenie że całkowicie wygazowało. Piwo zmienia się w jakiś ulepek i męczyłem się z nim jak cholera.

Butelka po raz kolejny wygląda bardzo fajnie. Etykieta utrzymana w stylistyce znanej mi z Łaskiego, ale tym razem zamiast ryciny jest zachód słońca nad morzem (nie wiem skąd to się wzięło, bo Łask leży praktycznie w centrum Polski... nawet jak chcę jechać nad Bałtyk to nie jadę przez Łask). Złota winorośl ładnie dopełnia te kolory. Jedyny minusy to brak podanego ekstraktu i to "ciasteczko" na etykiecie z szyjki. Design jest naprawdę dopracowany i cieszy oko.

Mocne smakowało mi tylko przez kilka pierwszych łyków i kończyłem je z przeświadczeniem, że te 3,80 PLN to zmarnowane pieniądze. Liczyłem, że tym razem będzie lepiej, a jest jeszcze gorzej. Także, z bólem serca - nie polecam. Szkoda również, że Koreb nie ma od dłuższego czasu strony internetowej, chętnie bym przeczytał coś więcej o ich wyrobach.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:
Related Posts with Thumbnails