Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 października 2011

Namysłów Niepasteryzowane


kraj: Polska
browar: Namysłów
ekstrakt: nie podano; alkohol: 6,0%;
butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: około 3 PLN

To moje pierwsze spotkanie z piwem z namysłowskiego browaru. Jakoś wcześniej nigdy nie udało mi się nawet spotkać w sklepach ich produktów. W połowie października zaczęło się pojawiać i te kilka skrzynek schodziło na pniu. Czy Namysłów Niepasteryzowane jest naprawdę tak smaczny czy zadziałało świetne opakowanie i marketing? 

Kolor ma typowy przedstawiciel lagerów - jasnozłoty, klarowny. Bez rewelacji. Piwo pieniło się ładnie, utworzyła mi się porządna czapa białej, lekko złamanej szarością, piany. Składała się ze średnich pęcherzyków i niestety opadła zadziwiająco szybko. Osiadła na ściankach szklanki, utworzyła obrączkę i cieniutką warstewkę. Zapach delikatny, słodowy. Piwo które piłem miało jeszcze 14 dni do końca terminu ważności. W smaku było słodowe z dodatkiem delikatnej kwasowości i słabą goryczką. Gdzieś w tle dobrze ukrywał się smak skórki od chleba (za to duży plus). Odniosłem takie mylne wrażenie na początku, że piwo jest orzeźwiające i lekkie, ale w trakcie picia zrobił się trochę przyciężkawe i je męczyłem. Ostatnie łyki uprzykrzył mi również alkoholowy posmak. Wysycenie było dość wysokie i takie jest do końca, początkowo wydawało się nieprzesadzone, ale od płowy naprawdę przeszkadzało mi w konsumpcji. 

Co rzuca się w oczy to bardzo dopracowane opakowanie. Mamy świetną kolorystykę etykiet, które nie dość że stylizowane na retro są jeszcze świetnie powycinane. Browar zaserwował również dedykowany kapsel i kartonik na szyjkę, który wydaje się może zbędnym bajerem, ale naprawdę zwraca uwagę klienta. Jestem zachwycony kształtem i designem głównej etykiety. Świetna czcionka, świetna rycina. Chwali się również, że Browar Namysłów zrobił własne butelki zwrotnymi. Zazwyczaj jak polski browar decyduje się na tłoczenie na szkle to już opakowanie robi się jednorazowe. Jedyny minus to brak informacji na temat ekstraktu.

Namysłów Niepasteryzowane mnie nie urzekł, ale ostatnio raczej mało który lager mnie zachwyca. Wydaje się trochę za nudny. Brakowało mi jakiegoś wyróżnika, większego pazura. Był też trochę przyciężkawy. Niemniej jednak na tle wielu piw niepasteryzowanych, które pojawiły się na rynku w ciągu ostatniego roku wypada dobrze. Jest to z pewnością piwo, które może smakować. Dobre do picia w większych ilościach. Chyba.  

sobota, 22 października 2011

Cornelius Grejpfrut


kraj: Polska
browar: Cornelius / Sulimar
ekstrakt: 13 (piwa bazowego); alkohol: 3,0%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane, pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,10 PLN

Próbowania piotrkowskich nowości ciąg dalszy. W przypadku Cornelius Grejpfrut mamy do czynienia z produktem, z którym wybitnie zaspano. Wydaje się, że porą idealną dla piw z sokiem owocowym jest lato. I chociaż w tym roku tych ciepłych dni brakowało, mało było okazji, by się takim grejpfrutowym piwkiem chłodzić to i tak zupełnie nie rozumiem dlaczego zdecydowano się wprowadzać je na rynek akurat jesienią? 

Ten Cornelius po przelaniu do szklanki cieszy oczy pomarańczowym kolorem. Jest mętny, na dnie butelki mamy sporo osadu. Piana jak na pszeniczne jest raczej słaba. Mało okazała, pełna dziur, opada w chwilę. Na piwie zostaje tylko skromna obwódka i trochę kry. Zapach grejpfrutów uderza zaraz po otwarciu butelki. Po przelaniu jest bardzo intensywny i całkowicie dominuje. Nie udało mi się wyczuć nic innego. W smaku również nie ma nic poza grejpfrutem. Piwo jest bardzo kwaśne (i jest to kwasota pochodzenia cytrusowego, a nie z popsutego piwa) z delikatną goryczką w końcówce łyku. O dziwo posmak jaki zostaje w ustach jest słodki.... grejpfrutowo-słodki. Typowych dla pszenicy smaczków brak. Wysycenie bardzo mocne. Zdarzało się, że po większym łyku stawały mi w oczach łzy.

Opakowanie oceniam bardzo wysoko. Świetnie dobrane kolory, dobrze użyte srebro. Butelka przyciąga wzrok i jest bardzo estetyczna. Mało czytelna kontra (czarne litery są trochę zlewają się  na prążkowanym tle) jest pierwszym elementem do którego można się przyczepić. Drugim jest przekłamanie z 13% ekstraktem. Jak dobrze zauważył Bartek ze Smaków Piwa, browar podaje ekstrakt piwa, które stanowiło bazę.

Cornelius Grejpfrut oceniam bardzo pozytywnie, chociaż absolutnie nie przypomina w smaku piwa. To świetny bazujący na piwie napój grejpfrutowy. Jeżeli ktoś lubi kwaśne cytrusy to powinien po niego sięgnąć. Jest orzeźwiający i bardzo smaczny. Szkoda tylko, że nie pojawił się w sklepach pół roku temu. 

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:


czwartek, 20 października 2011

Cornelius Ciemny Pszeniczny


kraj: Polska
browar: Cornelius / Sulimar
ekstrakt: 12,5; alkohol: 5,0%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,30 PLN

Dzisiaj wzięła mnie po raz kolejny na piwo pszeniczne. Skusiłem się, więc na ciemnego brata mojej ulubionego polskiego hefe weizena - Cornelius Weizen Bier. Dzisiaj na tapecie mamy Cornelius Ciemny Pszeniczny.

Piwo jest mętne, kolor to jasny brąz... wchodzący w barwę kompotu z suszu. Piana średniopęcherzykowa, przybrudzona na beż i jak na pszenicę to bardzo nietrwała. Osadza się na szkle, ale w trzy minuty opada do cieniutkiej warstewki. W zapachu  dominuje bananowa słodycz,  w tle czuć lekką kwasowość. Poza tym jest też zapach karmelu, pszenicy i drożdży. Piwo jest gęste, lekko oleiste. Jestem raczej rozczarowany, gdyż bardzo mało tutaj typowo pszenicznych smaków. Piwo pozbawione jest słodyczy. Nie wyczujemy również goździków. Jest duża kwasowość, ale nie taka klasyczna, cytrusowa. Absolutnie mi nie przypadła do gustu. Są wyczuwalne dość wyraźnie palenie, karmel i przede wszystkim drożdże. Lekka goryczka wyczuwalna na początku, później całkowicie zanika. O ile jeszcze z początku piwo może się podobać, o tyle po ogrzaniu jest coraz to gorzej i ostatecznie nie potrafię wystawić mu pozytywnej oceny. Stało się dziwnie kwaśne i jest to taka kwasowość, która przywodzi na myśl, że coś poszło przy warzeniu nie tak. Wysycenie raczej dobre, ale również siada w końcówce.

Opakowanie bardzo estetyczne, ale jak na mój gust kolorystyka jakoś nie gra. Możliwe, że przeszkadza mi to, że jest zbyt bogato? Na głównej kontrze podkreślono, że jest to piwo górnej fermentacji, na kontrze mamy komplet informacji - za to duży plus.

Cornelius Ciemny Pszeniczny to dla mnie spore rozczarowanie. Spodziewałem się dużo, a dostałem piwo, które jest dla mnie ledwo wypijalne. Za dużo ciemnej pszenicy na polskim rynku nie mamy, dla mnie i dla wielu będzie to z pewnością pierwsza ciemna polska pszenica (nawet nie wiem czy wcześniej się ktoś pokusił ją warzyć), a tutaj tak duża wtopa. Obawiam się, że nawet nie tylko przeciętny konsument może się tą jedną butelką zrazić. 


Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

sobota, 8 października 2011

Żubr Ciemnozłoty

kraj: Polska
browar: Lech (Kompania Piwowarska)
ekstrakt: 15; alkohol: 6,9%; puszka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 2,89 PLN

Żubra Ciemnozłotego opisano już na większości tematycznych blogów. Sam próbowałem go przed dwoma tygodniami, ale tak się złożyło, że tak jak w przypadku 80% pitych przeze mnie piw, nie spisałem swoich przemyśleń. Zaczęły się na szczęście chłodniejsze dni, mam wolne popołudnie, więc Czas to naprawić.

Piwo ma w kuflu kolor miedziany, jest klarowne. Piana lekko przybrudzona, po nalaniu obfita, ale o nieregularnej strukturze pełnej dziur. Utrzymuje się krótko. Zredukowała się do symbolicznego pierścienia w czasie poniżej pięciu minut. W zapachu Żubr jest przede wszystkim słodowy. Delikatnie zaakcentowano lekko owocowy zapaszek i alkohol. To niestety mało porywający zapach. W smaku jest okej, ale szału nie ma. Piwo jest lekko kwaśne, lekko owocowe, ale pozbawione słodyczy.W końcówce każdego łyku pojawia się wyraźna goryczka i szczypiący w język alkohol. Trochę płaskie. Przeszkadzało mi za wysokie wysycenie. Alkohol jest jak na mój gust na odpowiednim poziomie. Przyjemnie grzeje, a podczas picia nie odrzuca. Tego Żubra sączyłem sobie ponad godzinę i po lekkim ogrzaniu wypadał najlepiej. Zaskakujące jest to, że mamy w tym przypadku do czynienia z piwem nie produkowanym za pomocą metody HGB. Żubr Ciemnozłoty jest rzekomo normalnie uwarzonym mocnym lagerem. Nie wiem ile w tym prawdy. Mogę jednak zapewnić, że jest o wiele smaczniejszy niż jego normalna, nielimitowana wersja.

Puszka jest estetyczna, utrzymana w brązowo złotej kolorystyce. Mam słabość do żubrów (zwierząt, a nie piw), także i ten tutaj mi się strasznie podoba. Wkurza mnie w koncernach brak informacji, gdzie konkretnie uwarzono, trzeba patrzeć na ten numerek na spodzie puszki i odszyfrowywać, że pochodzi z Poznania (albo z Białegostoku). 

Czy jest sens żeby wprowadzać Żubra Ciemnozłotego na stałe do piwnego portfolio KP? Uważam, że tak. Jest to dość smaczny strong. W porównaniu z ostatnio konsumowanym przeze mnie Piwem Marcowym z Browaru Kormoran wypada słabiej, ale źle nie jest. KP mogłaby pójść za ciosem i zrobić całą rodzinę. Ciemnego Żubra ochrzciliby Żubrem Brunatnym i moglibyśmy mieć dostępnego w całej Polsce koncernowego ciemniaka. Myślę, że wpłynęłoby to korzystnie na skostniały sektor piw koncernowych.

czwartek, 29 września 2011

Piwo Marcowe

kraj: Polska
browar: Kormoran
ekstrakt: 14,5 ; alkohol: 7,2%;
butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: marcowe; pasteryzowane
źródło: Browar Kormoran

Ostatnimi dniami, piwni blogerzy (i podcaster) znad Wisły zostali w bardzo miły sposób docenieni. Z okazji premiery najnowszego piwa Browaru Kormoran obdarował nas skrzyneczkami z tym trunkiem. Piwo Marcowe to z pewnością jedno z ważniejszych piwnych wydarzeń tej jesieni.

Przypomnę to, co napisałem przed dwoma laty na temat tego stylu. Jest to dość mocne (powyżej 5,5%) piwo sezonowe dolnej fermentacji, produkowane wiosną (najczęściej w marcu - stąd jego nazwa) z ostatnich zapasów zeszłorocznego słodu. Dojrzewa sobie, aż do października (jest mocniejsze właśnie dlatego żeby "przetrwało" lato). Znane jest też pod nazwą Oktoberfestbier i pochodzi z Niemiec, gdzie jest najbardziej popularne. Najbogatszą tradycję w produkowaniu tego stylu zdaje się mieć browar Żywiec, który warzył je od XIX wieku do wybuchu II Wojny Światowej, a po wyzwoleniu do końca lat 80tych.

Marcowe z Kormorana nalałem sobie do kufla - tak jak powinno się moim zdaniem pić piwa tego stylu. Prezentowało się wyśmienicie. Barwę ma ciemnobursztynową i jest klarowne. Piana dość trwała. Zaraz po nalaniu utworzyła się czapa w kolorze przybrudzonej bieli i o zróżnicowanej strukturze. Powoli redukowała się do kożuszka, który znowu utrzymywał mi się do samego końca. Zapach zdecydowanie słodowy z wyraźnym aromatem karmelowo-kawowym. Kojarzy się z jakąś kawową praliną. Jak ktoś lubi takie czekoladki to z pewnością mu Marcowe podejdzie. Jeżeli chodzi o smak to zostałem bardzo przyjemnie zaskoczony. Obawiałem się, że będzie dużo bardziej słodkie. Na szczęście Piwo Marcowe takim ulepkiem nie zrobili. Jest delikatnie słodowe, lekko kawowe i odrobinę karmelowe (czuć minimalnie słodycz), z wytrawnym, alkoholowym, cierpkim finiszem. Całość dopełnia porządne wysycenie - bąbelki przyjemnie drapią w gardło, w czasie, gdy alkohol rozgrzewa od środka.

Etykiety w gustownej kolorystyce czerni, złota i bordo - metalik. Ilustracja bardzo ładna, utrzymująca odwołujący się do tradycji styl piw BK. Drugą sprawą jest skrzyneczka, w której przyjechały trzy butelki Marcowego - jest ona po prostu świetna! Częściowo możecie ją obejrzeć na zdjęciu. W środku był jeszcze otwieracz i ulotka.

Tak się składa, że umieszczam recenzję jako jeden z ostatnich blogerów, więc chcąc nie chcąc, spojrzałem na to co napisali koledzy. Wszystkim bez wyjątku przeszkadza wysoki poziom alkoholu. Mnie natomiast absolutnie to nie przeszkadzało. Tak się składa, że brakuje nam w Polsce dobrych mocnych piw. Brakowało mi jednak goryczki. Nie jakiejś mocnej, ale chociaż lekko zaakcentowanej. 

Marcowe z Kormorana jest smacznym, godnym polecenia mocnym piwem, ale trzeba dodać, że również i wymagającym. Ludzie, którzy na smak alkoholu w piwie krzyczą "spirytusowane" powinni się go raczej wystrzegać. Cała reszta - szukajcie go w pubach i na sklepowych półkach!

Chciałem podziękować Browarowi Kormoran, Markowi Dominiakowi i wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że te egzemplarze recenzenckie trafiły do Nas, blogerów. Bardzo miły gest. Wasze zdrowie, cheers!


Więcej o Piwie Marcowym i innych produktach BK na: www.BrowarKormoran.pl i stronie w serwisie Facebook.


Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

niedziela, 4 września 2011

Viva Hel

kraj: Polska
browar: Gościszewo
ekstrakt: 12,5; alkohol: 5,5 %; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: Kraina Piwa, Toruń
cena: 6,00 PLN

W czasie sierpniowego wypadu do Torunia, koleżanka pokazała nam bardzo przyjemny lokal - Krainę Piwa. Kilka kranów z rotacyjnym piwem, kilkadziesiąt piw butelkowanych, dość przyjemny wystrój i ogródek. Podczas pierwszych odwiedzin skusiłem się na pszeniczniaka, którego do tej pory nie dane mi było spotkać na sklepowych półkach okolicznych sklepów. Wakacyjne wspomnienie - Viva Hel z Browaru Gościszewo.

Gdy zamawiałem piwo, nie myślałem o spisaniu recenzji. Poprosiłem o przelanie piwa do szklanki, także na zdjęciu brakuje butelki i z oczywistych względów muszę pominąć część o opakowaniu. Druga sprawa to użyta przy zdjęciu lampa, przez którą mamy przekłamane kolory (musieliśmy wypić piwo w środku, bo ogródek był pełen). 

Viva Hel było żółte, mętne. Piana biała, gęsta, zbita, ale średnio trwała. Piwo pachniało cytrusami. Przyjemnie, ale dla mnie troszkę płasko Zapach pozbawiony był aromatu bananów i goździków, nie wyniuchałem też nut zbożowych - taki jednowymiarowy. Pierwszy łyk i jedyne co czuć to cytrusową kwasowość. Później daje o sobie znać lekka kwiatowość i taki trochę apteczny smak, jaki czasem można trafić w pszeniczniakach. Wysycenie mocne, tak jak powinno być.

Piwo było smaczne, ale to nie jest do końca to, co lubię w piwach pszenicznych. Brakowało goździków i bananów. Nic nie łamało mi tej kwasoty, która chociaż przyjemna i orzeźwiająca, wydawała mi się zbyt jednostajna. Nie było źle..., ale nie znalazłem tam nic, co spowodowałoby chęć sięgnięcia po to piwo kolejny raz.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

niedziela, 7 sierpnia 2011

Atak Chmielu

kraj: Polska
browar: Pinta / Na Jurze
ekstrakt: 15,1; alkohol: 6,1%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: ale; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego
cena: 6,50 PLN

Kolejne piwo z browaru kontraktowego Pinta. Tym razem na tapecie równie słabo znany w Polsce styl. American IPA, bo o nim mowa, charakteryzuje się bardzo dużą, złożoną goryczką. Chodzi o Atak Chmielu i nie bez podstaw nazywa się je najlepszym polskim piwem.Uwarzono jest z czterech słodów Weyermann: pale ale, melanoidynowy, Carahell, Carapils i czterech amerykańskich odmian chmielu: Citra, Simcoe, Cascade, Amarillo. Czuć to w każdym łyku. Drugiego takiego polskiego piwa po prostu nie ma.

Piwo jest koloru miedzianego, pod światło wchodzące w taką herbacianą czerwień, klarowne. Piana niezbyt imponująca. Struktura mieszana - drobne, średnie i duże pęcherzyki, kolor szarawy. Zredukowała się dość szybko to grubej obwódki, osiadała na szkle. Zapach to przede wszystkim aromaty chmielowe. Ja czuję w nim przede wszystkim chmielową cytrusowość i dużą żywiczność. Gdzieś w tle majaczy jeszcze jakaś owocowa słodycz, której nie jestem w stanie rozpoznać. Jest to bardzo intensywny, nawet lekko drapiący w nos zapach i nie ma co ukrywać - jest wyborny! Atak Chmielu to niebo w gębie dla wszystkich miłośników goryczki w piwie. Jest ona mocna, wyrazista i utrzymuje się bardzo długo. Lekko cytrusowa z dodatkami ziołowymi, przechodzi w coś co mnie osobiście kojarzy się z rozgryzioną pestką pomarańczy. Ta końcówka w każdym łyku jest nawet lekko cierpka. Z czasem człowiek się przyzwyczaja, wydaje się, że pod koniec wyczuć można nawet lekko zbożowy smaczek. Jednakże ta cytrusowo-pestkowa goryczka towarzyszy nam do końca, a nawet kilka minut później. Piwo charakteryzuje się niskim wysyceniem - nie jestem entuzjastą takich piw, ale nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

Atak Chmielu nalano do butelki NRW. Goły kapsel i jedna etykiet. I chociaż ocieka ona informacjami, to jednak podoba mi się zdecydowanie mniej niż ta z Odsieczy Wiedeńskiej. To za sprawą dwóch rzeczy... dziewczyna Pinty od pasa w dół jest po prostu fatalnie narysowana. Uda ma grubsze niż talię, na dodatek biodra tak szerokie, że jedyny przymiotnik jaki mi przychodzi do głowy to... "monstrualne". Druga rzecz to okropna plansza celu z szyszkami chmielu. O dziwu czcionka, którą napisano "Atak Chmielu" wypada zajebiście - przywodzi mi na myśl te wszystkie amerykańskie filmy z atakami kosmitów z lat 50tych i 60tych.  Można powiedzieć... strzał w dziesiątkę.

Wcześniej, jedynym piwem w tym stylu, które piłem, było IPA Samurai z browaru Kocour (sprawdźcie recenzję, poszukajcie piwa, WARTO!). Było całkowicie inne. Bardziej przystępne, o słabszym charakterze i lżejszej goryczce. Orzeźwiające i lekkie, chociaż nadal mocno goryczkowe. Tego nie mogę powiedzieć o Ataku Chmielu, który jest o wiele bardziej wymagającym piwem. Goryczka jest tutaj bardziej wyrafinowana, trzeba naprawdę ją lubić, żeby czuć przyjemność z picia. Nie pokuszę się o stwierdzenie, które piwo jest lepsze... oba są wyborne! Atak Chmielu u mnie w mieście kosztuje 6,5 zł i wierzcie mi, warto wydać te pieniądze (ja wydałem kilka razy). Ufam, że i Wam to piwo przypadnie do gustu tak jak mnie.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 4 sierpnia 2011

Odsiecz Wiedeńska

kraj: Polska
browar: Pinta / Na Jurze
ekstrakt: 13,1 ; alkohol: 4,9%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego
cena: 5,90 PLN

Czym jest Browar Pinta wie w zasadzie każdy, kto chociaż trochę się interesuje polskim rynkiem piwa. Każde ich piwo to spore wydarzenie. Jest to grupa piwowarów, która (na razie) warzy swoje piwa w Browarze Na Jurze. Mogłoby się wydawać, że jest to proceder podobny do "zlecania" browarom produkcji piw przez różne dziwne instytucje - takich piw na rynku jest sporo i najczęściej nie jest to żaden nowy produkt, jedyna co go wyróżnia to zmienione etykiety. W przypadku Pinty mamy do czynienia z oryginalnymi recepturami i bardzo ciekawymi stylami. Zapomniałbym o najważniejszym... Pinta to piwowarzy domowi i moim zdaniem to świadczy o wyjątkowości ich piw. Dzisiaj możecie przeczytać o piwie w stylu vienna lager. Co nieco na jego temat można usłyszeć u Bartka na Smakach Piwa, polecam odwiedzić. Dzisiaj więc  Odsiecz Wiedeńska, a następne z pewnością będą się pojawiać na blogu.

W szkle mamy jasno miedzianej barwy klarowne piwo. Piana średnio obfita, biała. Składa się z drobnych pęcherzyków. Utrzymuje się dość długo. Po kwadransie nadal można zaobserwować dość grubą obwódkę i krę. Jednakże opis z butelki zapowiadał pianę takiego kalibru, iż byłem pewien, że będę ją porównywać do piany weizenów. Tutaj trochę przesadzili. Odsiecz Wiedeńska pachnie słodowo. W tle wyczuwałem również przyjemny aromat chmielu. Zapach zyskuje na sile po ogrzaniu, bo z początku był taki trochę niemrawy. Bardzo przyjemny i kuszący. Czułem przede wszystkim słód, ale obecna była również wytrawna goryczka. Jest to smak głęboki, zupełnie różny od klasycznego jasnego lagera. Po ogrzaniu piwo zrobiło się lekko słodkie i pojawił się też lekko żywiczny smaczek. Mistrzostwo! Idealnie wstrzeliło się w mój smak. Wysycenie dość mocne. Po nalaniu widać buzujące bąbelki, które przy piciu przyjemnie drapią w język.

Odsiecz Wiedeńską nalano do butelki NRW i zamknięto gołym kapslem. Mamy tylko jedną sporą etykietą. Etykiety Pinty są... powiedzmy, że dyskusyjne. Sporo złego słyszałem na ich temat. Niby odstraszają, podobnie jak sama nazwa. Na mnie działają zupełnie odwrotnie. Jestem nimi zauroczony, chociaż zdaję sobie sprawę że nie jest to mistrzostwo świata. W przypadku omawianego piwa na pewno leży czcionka. Za to już sama pintowa dziewczyna, jak i husaria, i logo Pinty są super. Ogromny plus za opis i podanie dokładnego składu. Widać kto warzy to piwo, bo przyłożono się do elementów, które uważam za najważniejsze.

Odsiecz Wiedeńska to bardzo smaczny lager, które urzeka swoim smakiem. Nie mam zbyt dużego doświadczenia, ale jak dla mnie wchodzi ono w rejony piw górnej fermentacji. Niesamowicie przyjemne piwo. Ostatnie dwa zdania o cenie - jest wysoka. Nie jest to piwo na moją kieszeń, nie będę go pił zbyt często, ale spróbować trzeba koniecznie!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 28 lipca 2011

Piwo Trzy Zboża

kraj: Polska
browar: Jabłonowo
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,6%;butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: wielozbożowe; pasteryzowane
źródło: prezent

Jako, że ostatnimi czasy i aura, i temperatura nie sprzyjały piciu piwa (wiem, że plotę androny, bo piwo można pić zawsze, ale uwierzcie mi, że w ostatnie, deszczowe dni średnio miałem ochotę na piwo), to dopiero dzisiaj skusiłem się na jedno. Piwo Trzy Zboża z Browaru Jabłonowo, o którym będzie dzisiaj, to taka względna nowość. Uwarzone z trzech słodów (jęczmiennego, pszenicznego i żytniego), chmielu i drożdży, bez chemicznych dodatków, razem z Piwem na miodzie gryczanym i Klasztornym reprezentuje Piwną Manufakturę - projekt, który z pewnością wyciągnie Jabłonowo z grajdoła zbyt mocnych strongów..

Jest ciemnozłote, wpadające trochę w bursztyn, trochę pomarańcz, a że mamy do czynienia z piwem niefiltrowanym, to nie tylko przypomina pszeniczniaka, ale też da się zauważyć pływające w nim odrobiny osadu. Barwa nie powala, czasami uzyskuję podobny kolor jak wybełtam wodę z miodem i cytryną, ale mimo wszystko... zaraz po nalaniu wyglądało tak zajebiście apetycznie, że ledwo opanowałem się i przed pierwszym łykiem cyknąłem zdjęcie. Piana była wysoka, gęsta, składała się z drobnych pęcherzyków. Zredukowała się do obwódki i równego kożucha. Piwo Trzy Zboża pachnie przyjemnie i jest to zapach bez wątpienia bardziej złożony niż się człowiek spodziewa. Wyczułem wszystkie trzy słody, z których je uwarzyli. W zapachu dominuje oczywiście słód jęczmienny, ale przebija się spod niego ostrzejsza woń żyta, a po ogrzaniu doniuchałem się też pszenicy. Smak jest oryginalny, chociaż początkowo odniosłem wrażenie chaosu - przy pierwszym łyku ciężko się w to piwo wczuć. Jest lekko oleiste, co zapewne zawdzięcza słodowi żytniemu. Słodowo-chlebowa baza wzbogacona jest słodko-kwaśnymi akcentami z dodatkiem aromatycznej goryczki. W finiszu goryczka staje się delikatniejsza, a pierwsze skrzypce gra słodowa baza i właśnie wtedy, gdzieś tam końcem języka udaje się wyczuć wspomniane na etykiecie nuty jałowca. Słód pszeniczny zaginął w akcji, w ogóle go nie wyczułem. Całości dopełnia szczypiące w usta i podniebienie wysycenie, które dla mnie jest idealne.

Wygląd etykiet po raz kolejny na plus. Jutowy worek na tło, nazwa piwa zrobiona na pieczęć i prosty ozdobnik z trzema kłoskami. Jabłonowo idzie bardzo dobrą drogą. Ta stylizacja jest świetna i wydaje mi się, że trafia do ludzi.

Piwo Trzy Zboża wydaje mi się trochę niedoprecyzowane. Można odnieść wrażenie, że coś tam nie do końca gra. Mimo tego piwo jest smaczne i naprawdę złego słowa nie mogę napisać. Treściwe, oryginalne w smaku piwo. Warto kupić!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

niedziela, 19 czerwca 2011

Slow Lime

kraj: Polska
browar: Witnica
ekstrakt: nie podano; alkohol: 4,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane; niepasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: ok. 3,99 PLN

Szczerze mówiąc mam trochę dość piw smakowych, ale podejrzewam, że póki mamy względne ciepło na dworze i upały w perspektywie, to będę coś ciągle próbował i opisywał. Jak ktoś takie rzeczy lubi to bez sensu żeby się orzeźwiał i przy okazji truł jakąś koncernową podlizną. Także dzisiaj piszę o kolejnym aromatyzowanym piwie - jasne, niepasteryzowane Slow lime z Browaru Witnica.


Slow lime jest koloru jasnej słomki. Na kontrze ostrzegają o osadzie, ale moje było krystalicznie czyste. Piana po nalaniu tworzy całkiem ładną, białą czapę składającą się ze średnich pęcherzyków. Powoli opada, osiada na szkle, ale o dziwo jest dość trwała. Utrzymuje się w postaci cienkiej warstwy praktycznie do końca. Zapach jednak nie trafia do mnie. Pachnie owocowo... limonkowo-cytrynowo. Kojarzy mi się to z jakimś kwaśnym napojem gazowany, których staram się unikać jak ognia. W smaku jest natomiast zaskakująco przyjemne i ten pierwszy łyk w moim przypadku był nielichym zaskoczeniem. Spodziewałem się czegoś chemicznego, a smak wydawał mi się... no naturalny. Każdy łyk z początku wydaje się kwaskowy, ale na szczęście to nie dominuje, udało się to przełamać. Czuć, że słodowa podbudowa komponuje się ze słodko-kwaśnym smakiem cytryny i chmielem. Efekt psuje moim zdaniem trochę mdła goryczka, ale w ustach zostaje bardzo przyjemny smak cytryny. Ogólnie ciężko coś złego o Slow lime powiedzieć. Jest lekkie, ale nie nazwałbym go wodnitym i świetnie orzeźwia. Jest porządnie nagazowane.

Zastanawiam się czy to "slow" w nazwie ma nawiązywać do ruchu slow food i ma przełamać stereotyp, że piwa aromatyzowane to chemiczne potworki. Jeżeli tak miało być to Witnica powinna postarać się o porządnie wypisany skład na kontrze. Lakoniczne "zawiera słód jęczmienny i aromaty" szczerze mówiąc trochę zniechęca. A co do wyglądu. Butelkę mamy bezzwrotną, z gołym kapslem i typowymi jak dla Witnicy etykietami. Ładna kolorystyka i układ, dobra czcionka (chociaż nie rozumiem do końca czemu "lime" mamy z małej). Gdyby nie logo browaru to powiedziałbym, że jest bardzo ładna.

Nie będę ściemniać, Slow lime to piwo-lemoniada, ale jest smaczne. Nie za kwaśne, nie za słodkie. Wydaje się idealne do ochłody w gorący dzień.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

wtorek, 7 czerwca 2011

Magnus Wiśniowy

kraj: Polska
browar: Jagiełło
ekstrakt: 14,2%; alkohol: 6%;
butelka 0,33 l
typ: ciemne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 2,70 PLN 

Ofensywy smakowych piw z Jagiełły ciąg dalszy. Dzisiaj Magnus Wiśniowy.

Piwo jest klarowne, koloru ciemnobrązowego, pod światło bordowo-rubinowe. Chyba najjaśniejsze ze smakowych Magnusów. Piana raczej słaba. Beżowa, nieregularnej struktury, nietrwała, ze skłonnościami do dziur. Redukuje się do obwódki. Zapach bardzo przyjemny, słodko-kwaśny, wiśniowy z dodatkiem czegoś co osobiście kojarzy mi się z czekoladą deserową. Nie wyczułem typowych, piwnych aromatów. W smaku jest przyjemnie słodkie. Podobnie jak w przypadku zapachu, mamy tutaj słodko-kwaśną (z przewagą słodyczy) wiśnię z dodatkiem deserowej czekolady i ulotnego aromatu palenia. Po każdym łyku, w posmaku utrzymuje się wiśniowy, lekko cierpki smak. Wysycenie od początku nie jest specjalnie mocne, a już wyraźnie słabnie w końcówce.

Wygląd butelki... w przypadku Magnusa Wiśniowego możemy mówić o najładniejszej w serii. Gdyby nie prążkowana górna jej część można byłoby ją nazwać ładną. Serio. Reszta zastrzeżeń bez zmian: krzywo naklejone etykiet, butelka pobrudzona klejem, uboga kontra, brak składu. 

Magnus Wiśniowy jest przyjemnym piwem, spodoba się miłośnikom słodkich, smakowych ciemniaków. Z tym, że odradzam go pić przy obecnej pogodzie. Jego mocna słodycz nie orzeźwi, a raczej zamuli.

sobota, 4 czerwca 2011

Zawiercie Bursztynowe



kraj: Polska
browar: Browar na Jurze
ekstrakt: 13,1%; alkohol: 5,6%; butelka 0,5 l
typ: półciemne; rodzaj: ale; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Reymonta,
cena: 4,30 PLN

Wszyscy ostatnio piszą, bądź mówią, o piwach Pinty, których jeszcze nie miałem okazji spróbować i po cichu obawiam się, że ich nie spróbuję. Na Experiment Beer mnie natomiast, o piwie też warzonym w Browarze na Jurze, ale już w stu procentach ichnim. Zawiercie Bursztynowe, bo o nim będę pisać, to jedno z czterech piw spod nazwy Zawiercie (są jeszcze: Jasne Pełne, Miodowe i Czekoladowe). Jest to również jedno z niewielu warzonych w Polsce piw górnej fermentacji. Pod "bursztynową" nazwą kryje mocno goryczkowy bitter, a nie jak można się spodziewać słodkawy ulepek dla osób nieprzepadających za piwem.
Piwo jest koloru ciemnego bursztyny, herbaty... pod światło widać miedziane refleksy. Piwo jest lekko oleiste, klarowne. Z pianą tutaj raczej średnio. Po nalaniu tak na trochę więcej niż palec. Jest lekko przybrudzona... szara albo wpadająca w ecru, składa się z drobnych i średnich pęcherzyków. Redukuje się do obwódki. Oblepia szkło. Zawiercie Bursztynowe pachniało mi słodowo, lekko karmelem i drożdżami. Dało się też wyczuć ulotne nuty chmielowe. Owoców, o których pisali koledzy-blogerzy, niestety wyczułem. W smaku, najprościej rzecz ujmując, przepyszne! Dawno pierwszy łyk i spłukująca gardło wytrawna goryczka nie wzbudziła u mnie takiego entuzjazmu. Jest ona tutaj o wiele bardziej złożona i cięższa niż w przeciętnym lagerze. Można powiedzieć, że lekko korzenna, torfowa. Uwalnia swoje dodatkowe atuty w posmaku i jest po prostu wyborna! A to wszystko na słodowej podbudowie z wyczuwalnymi karmelowymi i lekko kwaśnymi nutami. Wysycenie raczej słabe - lekko drapie, nie przeszkadza. 

Wygląd butelki nie wzbudza niestety mojego entuzjazmu. Na szyjce mamy dość ciekawą etykietę. W kształcie litery V z przyjemnie wykonaną wstęgą z napisem "Naturalne" i kuflem - stylowo podchodziło mi to pod podręczniki RPG do jakiegoś fantasy. To mi się akurat podoba. Natomiast duża etykieta to taka lekka wioska. Górna jej część to rysunek karczmy (a dokładnie jest to "Karczma u Stacha"), też w podobnym stylu co ten kufelek na krawatce, ale wykonana słabiej. Ale to nadal nie jest złe. Zła jest cała reszta. Tło w kolorze starego papieru, ciemno-bura kolorystyka i chociaż zdaję sobie sprawę czego chcieli dokonać, to nie uważam że to do końca wyszło. Dolna część to jasny, mleczny bursztyn, który wygląda jak kartofel i który w ogóle nie ma nic wspólnego z piwem. Jest też stempel "Piwo z Jury" (tego się nie czepiam) i moim zdaniem źle dobrane czcionki. Całość taka bura, nijaka i nieprzyciągająca wzroku. Szkoda. Na kontrze komplet informacji, również o tym, że mamy do czynienia z górną fermentacją. W ogóle mamy opis piwa co jest dla mnie super sprawą. Przyczepić się jeszcze muszę nazwy... po kiego grzyba to "Bursztynowe"? Tak jak zauważył Kopyr, dlaczego nie pokusili się o zaznaczenie w jaki stylu to uwarzyli? Można szukać analogii, że i bursztyn, i Bursztynowe to skarb Polski, ale to naprawdę naciągane. Ktoś to rzuci okiem na to butelkę w sklepie i przypadkiem nie zapyta się "A co to jest?", w życiu nie domyśli się z czym miałby do czynienia. Gdybym nie wrócił kilka dni temu, do wpisu na którymś z piwnych blogów, na bank bym je przegapił!

Zawiercie Bursztynowe to piwo dla ludzi lubiących cięższe, goryczkowe piwa. Nie mam doświadczenia z bitterami, ale uwielbiam piotrkowskie Ale Ale, i uwielbiam też Zawiercie Bursztynowe. To miłość od pierwszego łyka! Piwo warte pieniędzy które za nie zapłaciłem (kocham Piwowara za takie ceny). Jeżeli do tej pory je omijaliście, obawialiście się go, bądź o nim nie słyszeliście, to teraz jest pora by go próbować. Koniecznie!

niedziela, 29 maja 2011

Lubuskie Jagodowe

kraj: Polska
browar: Witnica
ekstrakt: nie podano; alkohol: 4,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego
cena: ok. 3,70 PLN

Dzisiaj znowu piwko smakowe i od razu przyznam się, że spowodowane jest dwoma czynnikami. Po pierwsze chciałem opisać coś w miarę nowego i pasującego do pogody - robi się coraz cieplej. Po drugie, ostatnio próbowane przeze mnie piwa aromatyzowane były naprawdę niezłe. Także jak tylko w sklepie, gdzie na co dzień kupuję piwo wypatrzyłem Lubuskie Jagodowe to wziąłem je bez specjalnego zastanawiania się. Z czystym Lubuskim miałem kontakt już kilkakrotnie i nie jestem jego wielkim entuzjastą. Zdecydowanie najlepiej mi wchodziło lane z beczki w Piwotece Narodowej. Pierwsze kilka łyków to autentyczne niebo w gębie, następne były już bez fajerwerków, ale skłamałbym pisząc, że mi nie smakowało. Natomiast butelkowane nigdy mi do końca nie podchodziło (ale to już temat na osobny wpis). Tutaj mamy do czynienia, jak sama nazwa wskazuje, z piwem jagodowym na bazie Lubuskiego właśnie i jeżeli miałem jakieś obawy to właśnie co do tej bazy, bo jagody bardzo lubię.

Pierwsze co się zauważa, to zapach po otwarciu butelki, więc zacznę od tego. W nozdrza uderza bardzo intensywna woń jagód. Właściwie to z czymś takim się jeszcze nie spotkałem w przypadku żadnego smakowego piwa. Lubuskie Jagodowe pachnie sokiem jagodowym mojej babci... tyle, że mocniej! Ta intensywność jeszcze się zwiększa po przelaniu do szklanki. Mam wrażenie, że z tym lekko przedobrzyli. Jest to zapach słodki, ale nie jestem w stanie wyczuć w nim żadnych typowych dla piwa nut. Piwo jest koloru ciemno amarantowego, wpadającego w rubin. Jest klarowne. Zaraz po nalaniu mamy czysto symboliczną pianę, która przypominała mi trochę tą z coli. Składa się z grubych pęcherzyków i jest zabarwiona na kolor piwa, opada szybko... ale o dziwo pozostaje w postaci cienkiego, różowego kożuszka. W smaku Lubuskie jagodowe nie jest typowo słodkim ulepkiem - a muszę się przyznać, że właśnie takiego przesłodzonego, landrynkowego czegoś się niesłusznie spodziewałem. W smaku jest... na pewno jagodowe, lekko kwaskowe, orzeźwiające. Na dalszym planie jest lekka goryczka, która urozmaica konsumpcje. Aczkolwiek nie dam sobie głowy uciąć, że to piwna goryczka. Osobiście nie jestem w stanie wyczuć nic z Lubuskiego, żadnych nut typowo piwnych. Moim zdaniem przesadzono z wysyceniem - jest zbyt mocne, bąbelki atakują gardło tak mocno że przy większym łyku bolało.

Wygląd butelki oceniam raczej pozytywnie. Etykieta czytelna, wyraźnie daje do zrozumienia, że to piwo jagodowe nie jest tylko z nazwy ale i z koloru, i smaku. Ładnie wszystko jest zaprojektowane. Kontra w trzech językach, ale z racji prążkowanego tła jest to średnio czytelne. No i mamy krawatkę z logiem Witnicy. Tutaj się trochę będę pastwić. To zdecydowanie najgorzej zaprojektowane logo wśród polskich browarów. Nie twierdzę, że prosta jest zła... czasami dzięki kilku prostym kreskom lub kółkom marki są rozpoznawane na całym świecie, ale to czym sygnuje swoje produkty Browar Witnica woła o pomstę do nieba. Nawet producenci kabli zapłonowych mają lepsze logotypy, a przecież browar powinien budować więź z klientem chociażby dzięki estetycznemu logo. Co z tego, że etykieta jest okej, jak później wzrok wędruje na szyjkę i robi się słabo? Kolejne dwa minusy: bezzwrotna butelka i goły kapsel. 

Lubuskie Jagodowe jest fajnym, orzeźwiającym trunkiem, który mam wrażenie jest skierowany: 1. do ludzi nie przepadającym za piwem, 2. na nadchodzące ciepłe dni. Polecam spróbować, chociaż wątpię żeby ludzie którzy lubią piwo nagle się na to przerzucili.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

wtorek, 17 maja 2011

Żytnie

kraj: Polska
browar: Konstancin
ekstrakt: 12,4%; alkohol: 5,3%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / żytnie; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Reymonta,
cena: 4,80 PLN

Tak się nieszczęśliwie złożyło, że przegapiłem zeszłoroczną, wiosenną premierę naszego polskiego roggenbiera z Browaru Konstancin i gdy przypomniałem sobie o nim na początku wakacji to już go na sklepowych półkach nie było. I mijałem się z nim do dzisiaj. Żytnie, bo o nim mowa, udało mi się dostać, w przeniesionym kawałek od starej lokalizacji, Piwowarze. W tej chwili sklep jest nie tylko o wiele mniejszy, ale ma potwornie okrojony asortyment. Aż serce bolało patrząc na 3 półki. Na szczęście Żytnie mieli! Roggenbier, czyli piwo z żyta (a raczej z użyciem słodu żytniego), to raczej niepopularny w Europie styl, który ma sporo wspólnego z piwem pszenicznym.

Żytnie jest warzone z 5 rodzajów słodu: żytniego, monachijskiego, pilzneńskiego, karmelowego i barwiącego oraz z dwóch rodzajów chmielu: goryczkowego i aromatycznego. Ma głęboki, miedziany kolor i jest klarowne. Jest to piękna, ciesząca oczy barwa. Jeżeli chodzi o pianę to zaraz po nalaniu jest dosyć hojna, ale niestety, niezbyt trwała. Tutaj spodziewałem się czegoś podobnego do tradycyjnego hefe weizena. Piana była drobnopęcherzykowa, lekko kremowa, ale zniknęła w moment. Natomiast moja pierwsza myślą jeżeli chodzi o zapach była taka, że Żytnie przypomina właśnie pszeniczniaka. Czuć było goździki i banany. Później do nosa dochodzi zapach słodu. Gdybym miał zamknięte oczy i nie wiedziałbym co wącham, to prawdopodobnie nie rozróżniłbym. Ze smakiem z początku było podobnie. Przy pierwszych łykach czułem głównie słodycz oraz goździki i bananany. Co różniło Żytnie od piwa pszeniczego to fakt, że było ono gęste, oleiste. Po kilku następnych, dominująca słodycz zaczęła ustępować na rzecz lekkiej kwasowości ujawniającej się w posmaku. Podejrzewam, że to sprawka słodu żytniego, bo był to dla mnie całkowicie nowy, złożony  i ciężki do zidentyfikowania smak - momentami miałem wrażenie, że była tam obecna również lekka goryczka. Wysycenie średnie, pod koniec praktycznie całkowicie znikło. O ile dobrze pamiętam słabsze wysycenie to stały punkt programu w piwach z Konstancina. Jak dla mnie piwo było odrobinę zbyt słodkie. Od hefe weizena odróżnia je przede wszystkim to, że jest bardziej treściwe i mam wrażenie, że nie byłbym w stanie się nim orzeźwić w upalny dzień.
 
Za wygląd opakowania trzeba dać ogromnego plusa. Przyjemna dla oka kolorystyka. Sielski widoczek: pole po żniwach i wiatrak z dodatkiem kłosów żyta. Całość w żółtych barwach z małym dodatkiem brązu. Do tego dobrze dobrana, prosta czcionka i ładnie wkomponowane w całość logo Konstancina - jak dla mnie super. Do tego krawatka w fajnym kształcie i komplet informacji (wraz z krótkim opisem) na kontrze. Do tego firmowy kapsel. Patrzę na butelkę, mam w pamięci to co już piłem i myślę, że Żytnie w rodzinie piw z Browaru Konstancin prezentuje się najlepiej.
Polecam Żytnie, nie tylko ze względu na fakt, że to kolejny "wynalazek" warty odhaczenia. To piwo ma charakter i jest niepodobne do żadnego innego obecnego w tej chwili na rodzimym rynku. Wadą jest trochę cena. 5 złotych to sporo, ale uważam, że od czasu do czasu warto. Naprawdę!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

wtorek, 3 maja 2011

Magnus Żurawinowy

kraj: Polska
browar: Jagiełło
ekstrakt: 14,2%; alkohol: 6%;
butelka 0,33 l
typ: ciemne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 2,70 PLN

Mamy ostatni dzień weekendu majowego. Za oknem śnieg i trzy kreski powyżej zera. Ale ja się zimna nie boję i zabrałem się po obiedzie do testowania kolejnego piwa. Dzisiaj znowu smakowe piwo z Browaru Jagiełło - Magnus Żurawinowy. Gdy zobaczyłem butelkę to byłem chyba równie zdziwiony co w przypadku Magnusa Śliwkowego. Różnica jest taka, że o ile śliwki węgierki znam i lubię, o tyle żurawiny na rodzinnym stole nigdy nie było. Jadłem chyba tylko raz, z panierowanym serem, a było to tak dawno, że pamiętam tylko słodycz tej konfitury. Także to piwo było dla mnie olbrzymią zagadką i nie mogłem się powstrzymać, żeby go nie kupić.

Kolor to bardzo ciemny brąz, pod światło głębokie bordo. Klarowne. Piana na początku bardzo obfita. Drobna, gęsta, oblepiająca szkło. Niestety z bardzo dużymi skłonnościami do powstawania dziur i szybkiego opadania. Zapadała się i zredukowała w niecałe 2 minuty do obręczy i wyspy. Zapach słodko-kwaśny, owocowy, lekko drażniący, ale przyjemny. Niestety, żadnych piwnych zapachów nie udało mi się wyczuć. W smaku od pierwszego łyka ten Magnus jest zadziwiająco smaczny. Brakowało trochę aromatów typowo piwnych, nie czuć słodu, palenia i goryczki. Piwo jest przede wszystkim słodkie, ale ta słodycz jest wyraźnie owocowa. Do tego czułem coś co kojarzyło mi się ze smakiem borówki - też  tak lekko kwaśny, lekko mdły smaczek po każdym łyku. Dzięki temu nie można się przesłodzić. Wysycenie w porządku, nawet poszczypało w język. Pod koniec mi się trochę nudziło, ale ogólnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym połączeniem.
Wygląd etykiety oceniam tak samo źle jak w odsłonie czekoladowej i śliwkowej. Aczkolwiek tutaj zdjęcie owoców i kolory są jakby lepsze. Jeżeli te piwa zadomowią się na rynku, to sądzę że browar powinien rozważyć poprawę szaty graficznej. No i oczywiście stały punkt programu, nie mogłoby być inaczej. Jak zawsze dostałem niemożliwie upieprzoną butelkę (+ krzywo poprzylepiane etykiety).

Podsumowując... jak na razie Magnus Żurawinowy wydaje mi się najlepszy z tych wariacji smakowych jakie zafundował nam Browar Jagiełło. Tutaj słodycz bazy łamana jest w bardzo fajny sposób tą żurawiną. Amatorom piw smakowych jak najbardziej polecam.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

wtorek, 26 kwietnia 2011

Piwo na miodzie gryczanym

kraj: Polska
browar: Jabłonowo
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,2%;
butelka 0,5 l
typ: półciemne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane, miodowe; pasteryzowane
źródło: hipermarket Intermarché,
cena: około 4,50 PLN
O tym że Browar Jabłonowo powoli zmienia swoją politykę i uzupełnia portfolio "mózgotrzepów" o nowe pozycje już sporo osób pisało. Tak się stało, że ich nowy Belfast jest na ten moment chyba moim ulubionym ciemniakiem (muszę je koniecznie opisać). Postanowiłem więc sięgnąć jeszcze po jakąś ich inną nowość. Padło na Piwo na miodzie gryczanym. Nie jestem entuzjastą miodu i tym samym piw miodowych, kilka miałem okazję wypić i jakoś żadne mnie do tej pory nie powaliło. Jak będzie tym razem?

Kolor ciemnobursztynowy, piwo lekko mętne... wydaje się na pierwszy rzut oka lekko brudne, ale... Pod światło dostaje ciemnoczerwonych refleksów i aż przyjemnie popatrzeć. Piana zaraz po nalaniu była na trochę ponad palec, drobno i średnio pęcherzykowa z małymi dziurami, kolor beżowo, kremowy. Redukuje się szybko, w czasie około minuty pozostała po niej obrączka i trochę kry. Piwo na miodzie, więc i pachnie miodem. Jest to raczej słodki zapach, ale miodowy ogon skrywa coś jeszcze. Lekka kwasowość mineralna i zapach kwiatów? Coś w ten deseń. Brak woni typowo piwnych. Jak można się spodziewać, jest oleiste, gęste, ale nie lepkie. Pierwszy łyk słodki i ma się wrażenie, że miód dominuje tutaj całkowicie, ale już przy następnym czuć, że tak nie jest. Słodycz nie jest intensywna. Nie znam się na miodach, ale różnicę między tym, a innymi piwami miodowymi czuć. Nie jest to tylko marketingowy slogan. Jest lekka gorycz, która dobrze łamie słodyczy. Czuć miód, ale odnosiłem wrażenie, że piwo jest lekkie, jest też ta kwasowość mineralna. Zaskakująco dobre wysycenie, bardzo korzystnie wpływa na konsumpcje i do tego utrzymuje się naprawdę długo.

Etykieta również zaskakująca, bo mamy totalny minimalizm, którego trudno szukać wśród polskich piw. Po pierwsze tło koloru czerpanego papieru, ale nie z zestawu powerpointa. Do tego czcionka pisana (w stylu ucznia podstawówki) i tylko malutki słoiczek miodu pośrodku. Na kontrze podobnie. Brakuje informacji o ekstrakcie, ale mamy wymieniony skład i dwa logo: "Browar regionalny" oraz "Made in Nature". I myślę, że w tym ostatnim trzeba się doszukiwać przyczyny wyglądu. Mam wrażenie, że całość zrobiona jest nie tyle pod produkt regionalny, co pod naturalny czy organiczny. I to wyszło. Początkowo gdy widziałem butelkę na zdjęciu u Radara, to nie byłem przekonany, ale gdy wziąłem ją do ręki w hipermarkecie to mnie absolutnie kupiła. Na żywo prezentuje się o wiele lepiej! Widzę to i wierzę, że to piwo naturalne. Na szyjce prosta etykieta z małym logo browaru jakby to podkreśla.

Piwo na miodzie gryczanym to jak dla mnie ewenement polskiego rynku w tym segmencie. Nie czuć chemicznymi domieszkami, nie wykręca od przesadnej słodyczy. Piwo ma głębie. Jabłonowo wybrało swoją drogę i bardzo dobrze na tym wyszli. Nie przepadam za piwami miodowymi, ale za tym piwem już tak. Czuję, że będę po nie sięgać nie jeden raz.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

niedziela, 17 kwietnia 2011

Lwówek Ratuszowy

kraj: Polska
browar: Lwówek
ekstrakt: 13,8%; alkohol: 6,2%;
butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 3,70 PLN

Z piwem z browaru w Lwówku Śląskim mam kontakt od jakiegoś czasu, ale nie było okazji albo zabrakło mi chęci na spisanie wrażeń z konsumpcji. Teraz się rehabilituję za sprawą "nowości" jaką jest Lwówek Ratuszowy. Piszę "nowość", bo jak wieść głosi, jest to dawny Lwówek Piastowski, którego zmianę nazwy wymusił Carlsberg, właściciel Browarów Piastowskich.

Piwo jest klarowne, ma szczerozłoty kolor, ale moim zdaniem jest on za słaby jak na taki ekstrakt. Piana na dwa palce. Jest gęsta, biała, składała się z drobnych pęcherzyków. W czasie około 5 minut opadła do cienkiego kożucha, oblepiała ścianki. Zanik postępował do cienkiej obwódki. Zapach słodowo-chmielowy z mocniejszymi akcentami chmielu. W smaku jakoś bez rewelacji. Jest słodowe, mocno kwaśne z lekkimi aromatami chlebowymi. Z początku stwierdziłem praktyczny brak goryczki, pod koniec jednak daje o sobie trochę znać. Mam wrażenie, że piwo jest zbyt mocno wysycone i to w jakiś sposób wpływa na ten kwaśny smak. Gdy piwo kończyłem, osłabła ona na tyle, że właśnie mogłem się lepiej poczuć w ten chlebowy posmak.

Kilka zdań na temat wyglądu. Mamy do czynienia tylko z etykietą przednią i tą na szyjce. Browar Lwówek nie daje kontry. Na etykiecie udało się zmieścić kod kreskowy, informacje o producencie i sposobie przechowywania, kalendarium. Na krawatce jest informacja, że mam do czynienia z piwem jasnym, nieutrwalanym (rozumiem, że chodzi o odróżnienie od koncernowych niepasterów), podano zawartość alkoholu i ekstraktu. Sporo, ale jest  to czytelne. Typografię uważam za chybioną. O ile napis "Lwówek" uważam za fantastyczny (świetnie zaprojektowane, zapadające w pamięć czcionki), o tyle dopisek "ratuszowy" jest fatalny. Według mnie czcionka jest bardzo źle dobrana. Nie pasują do siebie zupełnie. Cała reszta jest jak najbardziej okej. Doskonałe wykorzystanie ryciny ratusza, bardzo fajna kolorystyka (kremowo-cytrynowe tło, czerwień i dodatki: czerń, biel i zieleń). Bardzo fajnie się to komponuje. Kapsel, taki jak u Ciechana: "W jedności siła. Piwa regionów". Wiem, że ma on wielu przeciwników, ale mnie on absolutnie nie przeszkadza. Jest jeszcze jedna rzecz, która bodzie internautów, a która mnie osobiście odpowiada. Chodzi mi mianowicie o lwa z tarczą herbową i inicjałami M.J. na dwukolorowym polu. Oczywiście chodzi o Marka Jakubiaka, który jest właścicielem Browaru Lwówek i Ciechan. I ja uważam że to zabieg jak najbardziej okej.

Lwówek Ratuszowy nie powalił. W moim odczuciu średnie piwo. Męczył mnie trochę tym kwaśnym smakiem, brakowało mi goryczki. Nie mam też specjalnie czego chwalić, ani czegoś co obrzydziłoby mi to piwo. Przeciętniak. I cena trochę zniechęca. W takim przedziale można kupić smaczniejszego mocnego lagera. Lwówek Śląski, którego z pewnością kiedyś opiszę, jest zdecydowanie smaczniejszy.

piątek, 15 kwietnia 2011

Magnus Śliwkowy

kraj: Polska
browar: Jagiełło
ekstrakt: 14,2%; alkohol: 6%;
butelka 0,33 l
typ: ciemne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 2,70 PLN 

Jak zapowiedziałem, tak też robię. Kolejne piwo z Browaru Jagiełło. Po niezłym Magnusie Czekoladowym, którego opisałem na początku tygodnia, przyszedł czas na Magnusa Śliwkowego, który zawiera ekstrakt z suszonych śliwek.

Kolor piwa to bardzo ciemne bordo wpadające w ciemny brąz, pod światło za to już ładny, szlachetny bordowy. Piana przy laniu taka bura, jak w coli. Zniknęła praktycznie w ciągu kilku sekund. Zapach jest słodki, nawet przychodzi mi na myśl żeby napisać lepki. Pierwszy i jedyny plan to zapach suszonych śliwek węgierek. Jak zapaszkiem, który czuć po otworzeniu słoja z suszonymi śliwkami właśnie. Nie potrafiłem się przebić przez niego i wyczuć coś więcej. Piwo jest gęste, oleiste, a że jest wybitnie słodkie to ciśnie się na usta słowo ulepek! Prym wiedzie dojrzała, słodka śliwka węgierka. Słodycz początkowo nie dominuje aż tak bardzo i miałem wrażenie, że da się wyczuć lekkie nuty alkoholowe, które lekko drapały w gardło. I to było przyjemne. Później jednak Magnus Śliwkowy zrobił się tak słodki, że aż mdły. Nie udało mi się wyczuć żadnych typowych smaków piwnych. Pięć słodów Magnusa tutaj zostaje całkowicie zdominowane przez ten ekstrakt śliwkowy. Wysycenie średnie i spada. Końcówka to brak bąbelków.

W przypadku opakowania mogę powtórzyć zarzuty, które podniosłem w stosunku do Magnusa Czekoladowego. Bylejakość, nuda, uboga kontra i upieprzona klejem butelka. Ze względu na kolorystykę i lepsze (chociaż nadal nie jest dobre) obrobienie zdjęcia na etykiecie oceniam całość minimalnie lepiej. Tym razem mamy też do czynienia z klasycznym bączkiem, a nie smukłą butelką, z tym że to mi jest obojętne, bo obie są zwrotne.

Magnus Śliwkowy gdzieś tak do połowy mi smakował. Piłem zaciekawiony i nawet myślałem, że ostatecznie napiszę, że jest smaczniejszy od tego czekoladowego. Zapowiadał autentycznie coś ponad nieznośną słodycz, która ostatecznie jednak zdominowała to piwo. Końcówkę męczyłem. Niemniej jednak jest to ciekawe doznanie. O takim połączeniu nie słyszałem i nie sądziłem nawet, że jest wypijalne, a okazuje się, że jest. Podsumowując... to nie moja bajka. Ludziom, którzy lubią słodkie, smakowe piwa powinien przypaść do gustu.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 13 kwietnia 2011

Magnus Czekoladowy

kraj: Polska
browar: Jagiełło
ekstrakt: 14,2%; alkohol: 6%;
butelka 0,33 l
typ: ciemne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 2,70 PLN

Wczoraj obchodziliśmy (jedni pewnie bardziej, inni mniej, a jeszcze inni w ogóle) Światowy Dzień Czekolady, więc z tej okazji dzisiaj recenzja piwa czekoladowego - Magnusa Czekoladowego z Browaru Jagiełło. Raczej po takie wynalazki nie sięgam, ale że padały pytania o piwa miodowe i smakowe, a i okazja była, to wychodzę tym oczekiwaniom naprzeciw.

Kolor ciemno brązowy, pod światło jest to bardzo ciemne bordo. Klarowne. Piana początkowo bardzo udana - beżowa, drobna, w szerokim kielichu na ponad palec. Opadła ku memu zdziwieniu  w pół minuty po zrobieniu zdjęcia. Pozostaje śmieszna obwódka i tak zwana "kra na jeziorze". Piwo pachnie słodko. Co czuć przede wszystkim to gorzką czekoladę deserową. I zaraz po otwarciu i trochę po ogrzaniu był on równie przyjemny, jedynie lekko zyskiwał na intensywności. Przyznam się że kuszący zapach. W smaku Magnus Czekoladowy jest przede wszystkim słodki. Tego można się było spodziewać, bo Magnus, piwo-baza, jest właśnie taki. Jednakże jest to słodycz łamana tą właśnie gorzką czekoladą co daje całkiem niezły efekt. Nie spodziewałem się żadnych fajerwerków i ich nie dostałem. Piwo jest niesłychanie równe. Mimo ogrzania i tracenia wysycenia (które było raczej słabe, ale nie przeszkadzało mi to w konsumpcji) smakowało ciągle tak samo - nie było żadnych przykrych niespodzianek. Żadnych przyjemnych również. Jednakże jest to piwo warzone z pięciu gatunków słodu. Tego absolutnie nie czuć. Ledwo dało się wyczuć palenie (a też nie wiem czy sobie po prostu tego nie wmówiłem).

Opakowanie mi się nie podoba. Wierzę, że i etykietę, i kontrę można zrobić lepszą i to przy niewielkim nakładzie pracy. Wali po oczach taka bylejakość. Wystarczyłoby troszeczkę zmienić kolory obwódki, trochę zmniejszyć logo, ujednolicić tło i dać lepszej jakości zdjęcie czekolady, a wyszłoby naprawdę koprzystniej. Na kontrze brakowało mi informacji o tych pięciu słodach, a to przecież ludzi interesuje. Umieszczono adres strony i to sugeruje, że pewnie tam jakieś info znajdziemy, ale tak nie jest. Magnusa Czekoladowego nie ma co tam szukać. No i stara śpiewka Jagiełły - upieprzona od kleju butelka (smukła 330 ml - taka jak w przypadku piwa Kazimierskie Ciemne Mocne).

W moich oczach Magnus Czekoladowy się obronił. Zawsze podchodzę do piw aromatyzowanych jak pies do jeża, zawsze spodziewam się najgorszego, a tutaj miałem do czynienia z bardzo równym i słodkim czekoladowym ciemniakiem. Nie są to wyżyny smaku, ale było ok. Jeżeli ktoś lubi słodycz i czekoladę powinien spróbować. Co ciekawe, to piwo można kupić w jednej z pabianickich knajp i z tego co mówili znajomi cieszy się dużym powodzeniem. Dobrze to słyszeć.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 25 marca 2011

Raciborskie Klasycznie Warzone Zielone

kraj: Polska
browar: Zamkowy w Raciborzu
ekstrakt: 11%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 3,20 PLN

Z opisem tego piwa trochę się spóźniłem. Pierwotnie miało być na Dzień Św. Patryka, ale wyszło inaczej. Nie wiem jak wygląda sytuacja w raciborskim browarze, przyznam się szczerze, przestałem się interesować. W każdym razie cieszę się, że wrócili do warzenia. Bardzo smakowało mi ich Twierdzowe, a Raciborskie Klasycznie Warzone też oceniłem pozytywnie, więc tym chętnie kupiłem butelkę Raciborskiego Klasycznie Warzonego Zielonego.

Kolor... no cóż, zielony. Wydaje mi się, że ciemniejszy niż Irlandzkiego Zielonego z Krajana (to chyba pierwsze zielone piwo w Polsce). Na kontrze napisali, że taki kolor otrzymany dzięki naturalnemu barwnikowi - muszę w to wierzyć. Piana słaba. Nietrwała, pełna dziur, opada bardzo szybko. Redukuje się do zera. Zapach lekki, delikatny i przyjemny - taka wypadkowa słodu i chmielu. W trakcie konsumowania ten drugi staje się prawie niewyczuwalny na korzyść tego pierwszego. Po kilku łykach zapach jest zdecydowanie słodki. W pierwszym łyku wyraźnie czuć, że piwo jest gęste, jakby oleiste. Co ciekawe, nie czuć żeby było słodkie - pierwsze co poczułem to wyraźną goryczkę. Później wyraźnie dochodzi do kubków smakowych, że jest słodkawe. Dominują nuty słodowe, ale są one łamane właśnie tą, cały czas wyczuwalną, goryczką. Problem w tym, że nie jest to przyjemna goryczka. To nie jest smak, którym można się delektować, cieszyć - momentami staje się lekko uciążliwa. Sporo wadą jak dla mnie jest zbyt niskie wysycenie tego piwa.

Wygląd oceniam na plus. Utrzymano stylistykę znaną z Raciborskiego Klasycznie Warzonego. Etykieta w stylu vintage - zielone tło z bardzo ładnym deseniem, stylizowane logo browaru, ładne liternictwo i dodatki. Zachowano ten ciekawy "krój" etykiety". Na kontrze brakuje informacji o ekstrakcie (tą informację można znaleźć tylko na stronie internetowej, stamtąd też wziąłem styl), zmieniła się też chyba nazwa browaru. Jestem prawie pewien, że wcześniej widniało Racibórz. Na co zwróciłem uwagę to gładki kapsel - psuje on trochę wrażenie.

Było tak w miarę... na pewno nie zostanę fanem tego piwa. Wypiłem je bez problemów. W żaden sposób nie odrzuca, nie męczy czy nie daje się wypić. Po prostu odniosłem wrażenie, że jest przyciężkawe, szczególnie w drugiej połowie. Zwraca też uwagę ta "oleistość", wydaje mi się, że mimo niskiego ekstraktu nie jest to piwo, które można lekko wypić w upalny dzień. Chociaż z drugiej strony może właśnie takie powinno być zielone piwo? To na pewno fajny bajer, zrobi wrażenie na znajomych.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:
Related Posts with Thumbnails