środa, 30 grudnia 2009

Cornelius Weizen Bier

kraj: Polska
browar: Cornelius
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5,0%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,20 PLN

Wypadałoby zakończyć tą grudniową, pszeniczną ofensywę (pięć opisanych piw pszenicznych, to jest szóste) moim ulubionym. Corneliusa Weizen Bier pierwszy raz piłem dobry rok temu. Nie była to miłość od pierwszego... spróbowania, ale z biegiem czasu co raz bardziej mi to piwo smakował, a we wakacje w końcu doszło, że w Piotrkowie warzą najsmaczniejszą polską pszenicę.

Cornelius jest prawidłowo mętny, ale ciemniejszy od innych hefe-weissbier hellów. Jego miodowo-pomarańczowa barwa przechodzi trochę w jasny brąz. Różnie u niego niestety bywa z pianą. Raz jest kapitalna: gęsta, kremowa i trwała. Innym razem jest niestety niespecjalnie okazała i opada bardzo szybko. W przypadku ocenianej butelki była niestety taka jakby licha. Za to zaobserwowałem w rdzawe ślady drożdży. Pachnie cudownie, bo bananowo z delikatnymi nutami cytrusów. Obecna jest oczywiście również pszenica. Bardzo przyjemny zapach. A ze smakiem jeszcze lepiej! Słodki, bananowo-goździkowy z dodatkami cytrusowej kwasowości. To piwo jest cholernie dobrze wyważone pod tym względem. Nie nudzi słodyczą, nie wykrzywia kwaśnym. Do tego dochodzi bardzo porządne wysycenie. Bąbelki muskają gardło, a to w połączeniu ze wspaniałym smakiem powoduje, że piwo jest lekkie i orzeźwiające. Dla mnie bomba. Można wypić kilka i ani przez chwilę nie poczuć nudy.

Co do opakowania. Nie jestem fanem, ale muszę przyznać, Cornelius Weizen Bier ma estetyczną i czytelną etykietę. Minimalizm, dobrze użyte kolory i wrażenie, że piwo jest z "górnej półki". Kontra fatalna. Szara, z blokiem tekstu - nie podoba mi się. Za to duży plus za ulotkę, która wisi na szyjce. Chyba każdy egzemplarz (obojętnie czy sklepowy czy w pubie) ma ją na sobie. Znajduje się tam komplet informacji o piwie i sposób w jaki należy piwo nalać.

Z racji ceny (w Piwowarze kosztuje 3,5o zł, a w pubie Żywiec 6 zł) jest to najczęściej kupowana przeze mnie pszenica. Na dodatek najlepsza z polskich browarów (chociaż nie piłem jeszcze Viva Hel) i śmiało może stawać w konkury z piwami niemieckimi. Tak jak wspomniałem na początku, to moje ulubione piwo pszeniczne. Polecałem je wielokrotnie i jeszcze nikt się nie poskarżył. Poszukać i wypić koniecznie!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 25 grudnia 2009

Felsen Weizenbock

kraj: Niemcy
browar: Felsenbräu Thalmannsfeld
ekstrakt: nie podano; alkohol: 7,2%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne, bock; niepasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 4,40 PLN

Pszenicznych powrotów ciąg dalszy. Tak jak pisałem przy okazji spisywania wrażeń po Felsatorze Doppelbocku, w Felsenbräu pracują daltoniści. Felsen Weizenbock, który ma być pszenicznym koziołkiem, ale co najwyżej to stał obok prawdziwego bocka na sklepowej półce. Po nalaniu do szklanki moim oczom ukazało się coś co pasuje idealnie pod styl hefe-weissbier hell. Śliczny, pomarańczowy, mętny. Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że nie tak wyglądają weizenbocki. Rzut oka na google images potwierdza, że już bardziej odpowiedni kolor ma już Felsenbräu Braune Weisse. No trudno. Jak piłem to piwo półtora roku temu jakoś nie zwróciłem uwagi. Piana bieluteńka, jak to w Felsenach, po nalaniu duża, opada do poziomu poniżej centymetra. Przejdźmy do wąchania. Weizenbock pachniał pszenicą i goździkami (to dobrze), ale przede wszystkim apteczną chemią (to gorzej). Koźlakowego zapachu nie uświadczyłem. Wziąłem pierwszy łyk i poczułem moc tego piwa (a to niby tylko 7,2%). Niby czuć pszenicę, czuć goryczkę w posmaku, ale co chwilę uderzał mnie smak alkoholu, co było wątpliwej przyjemnym doznaniem. Wraz z piciem piwo staje się coraz bardziej słodowe. Nie przypomina to w żaden sposób piwa bock, a z tego co czytałem również i weizenbock. Wysycenie jest dobre, trwałe i równe do samego końca. Mnie Felsen Weizenbock nie smakował. Nie pamiętam jak to z nim było w zeszłym roku, ale nie przypominam sobie, żebym odebrał je tak źle. Opakowanie jak dla mnie słabe. Kolorystycznie i stylistycznie rozczarowująca.

Felsen Weizenbock to tylko mocny pszeniczniak, który z bockiem ma niewiele wspólnego. Osobiście nie polecam, chyba że ktoś nie zwraca uwagi na smak, a chce się piwem rozgrzać - tym autentycznie można.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

Felsenbräu Braune Weisse

kraj: Niemcy
browar: Felsenbräu Thalmannsfeld
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,1%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 3,70 PLN

Dzisiaj o kolejnym piwie z niemieckiego browaru Felsenbräu. W Pabianicach jest całkiem dobrze z dostępnością ich produktów, a właśnie oni zachęcili mnie w dużej mierze do pszeniczniaków. Od tego momentu minęło jednak sporo czasu i postanowiłem ostatnio zweryfikować swoje poglądy na trzy, z palety ich wyrobów, które mają słód pszeniczny w składzie. Zacząłem od Felsenbräu Braune Weisse. Piwo odpowiednio mętne, barwy brązowej z bursztynowymi refleksami. Nalałem z bardzo ładną, bielutką, gęstą czapą piany, ale opadła dość szybko. Zostało jej na pół centymetra, a gdy kończyłem w zasadzie już znikła. Zapach dość intensywny, pszeniczno-drożdżowy z kwaskowymi akcentami, ale raczej nie od owoców. W smaku ta kwasowość właściwie dominuje. Na dalszym planie czuć pszenicę. Felsenbräu Braune Weisse jest orzeźwiający, do połowy szklanki słodko-kwaśny - dobrze się te smaki uzupełniają. Niestety później słodycz znika i piwo męczy. Bardzo mi brakowało tych owocowych albo goździkowych aromatów, które w ciemnej pszenicy jak na moje powinny być również obecne. Ubogi ten Felsen pod tym względem. Wysycenie na piątkę z plusem. Dobre do samego końca.

Ze wszystkich piw z tego browaru to ma chyba najlepszą etykietę. Co nie znaczy, że jest dobra, ale nie bije od niej aż taką tandetą jak np. od Doppelbocka. Niby kolorystyka podobna, ale tutaj lepiej dopasowana i ozdobiona czcionkami. I całkiem nieźle wygląda ten rysunek turysty. Duży plus za tą zakręcaną butelkę. Felseny są dzięki niej wyróżniają dość mocno na sklepowej półce.

Podsumowując, Felsenbräu Braune Weisse jest bardzo przystępnym cenowo ciemnym pszeniczniakiem, prawdopodobnie najtańszym dostępnym u mnie w mieście (prawie dwa złote tańszy od Franziskanera i Paulanera). Dla kogoś kto spodziewa się aromatu bananów albo goździka to piwo będzie trochę kuleć smakowo. Z drugiej strony, jest lekkie i orzeźwiające, takie jak powinno być piwo pszeniczne, tyle że ta kwasowość, od połowy kufla męczy. Polecam kupić i wypróbować, bo może akurat trafi komuś bardziej w gusta niż mnie. Osobiście pewnie do niego kiedyś tam jeszcze wrócę.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 24 grudnia 2009

Franziskaner Hefe-Weissbier

kraj: Niemcy
browar: Franziskaner
ekstrakt: 11,8%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: hipermarket Kaufland,
cena: 5,59 PLN

Przy okazji przedświątecznej wizyty w Kauflandzie zauważyłem na regale jasnego Franziskanera i mimo dość wysokiej, jak na moją kieszeń, ceny włożyłem go do koszyka. Butelka prezentowałaby się zdecydowanie ładniej gdyby nie idiotyczny napis "imported" na sreberku okalającym szyjkę butelki, ten mały szczegół mogliby naprawdę zmienić. Kolorystyka przedniej etykiety w jak i rysunek uśmiechniętego mnicha bardzo fajne. Kontra za to tonie w tekście.
Jednak jak dla mnie, Franziskaner Hefe-Weissbier Dunkel ma lepszą szatę.

Po przelaniu do szkła Franziskaner Hefe-Weissbier urzeka swoim kolorem. Miodowy, wchodzący w pomarańcz, w 100% mętny. Nalałem z czapą piany, ale tak jak w przypadku wersji ciemnej, redukcja do kilku milimetrów nastąpiła nie wiadomo kiedy. Na szczęście ten cienki kożuszek utrzymywał się do samego końca. Franziskaner cudownie pachniał. Delikatnie, słodkawo. Wyczuć można pszenicę, drożdże i owocowe dodatki. Ze smakiem zresztą podobnie. W pierwszym łyku bardzo delikatne i słodkie. Później tej słodyczy już nie czuć zupełnie, ale nie szkodzi. Wchodzi pszenica, drożdże, bardzo przygaszona goryczka oraz lekko kwaśne nuty owocowe, które im bliżej końca tym zyskują na intensywności. Z wysyceniem jedynie przyzwoicie, po jakimś czasie wyraźnie słabnie. Ogólnie to bardzo dobry pszeniczniak, nie wybitny, ale na pewno bardzo przyjemny w odbiorze. Tyle, że właśnie z braku gazu podbijającego smak pod koniec męczył.

Polecam tym, którzy stawiają cytrusowe smaki nad bananową słodyczą. Gdyby jeszcze cena była niższa to sięgałbym po to piwo częściej niż tylko przy okazji Świąt.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 23 grudnia 2009

Koźlak Eksportowy

kraj: Polska
browar: BOSS Browar Witnica
ekstrakt: 13%; alkohol: 5,8%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 2,50 PLN

Piłem to piwo 5 dni po terminie ważności. Czy różniło się czymś od świeżego? Możliwe, chociaż nie sądzę - nie przejawiało jakichkolwiek objawów psującego się piwa (nie żebym miał jakieś wielkie doświadczenie w tym zakresie). Na wstępie należy zaznaczyć, że nie mam bladego pojęcia jak oceniać to piwo. Koźlak z tego żaden. Z 13% zawartością ekstraktu (tak podano na stronie browaru) nie można go raczej nazwać porterem bałtyckim. Także ten witnicki Koźlak Eksportowy to takie nie wiadomo co, albo po prostu ciemny lager.

Przelany do szklanki jest klarowny i prawie czarny. Pod światło bordowo-wiśniowy. Piana była imponująca. Gęsta, drobniutka, opadała powoli i pozostawiała ślady na szklankach prawie jak mróz, który szalał kilka dni temu. Wygląd nie ma nic wspólnego z piwami typu bock, tak samo zresztą jak zapach i smak. Piwo pachniało bardzo porterowo. Palona kawa i słód. Smakowało też jak porter. Kawa plus palenie, goryczka w posmaku na dokładkę i te kwaskowe akcenty (chociaż pojawiają się dopiero one po jakimś czasie). Wysycenie idealne - trochę drapało w gardło, ale nie było przesadzone i natarczywe. Jedyne co przychodzi mi do głowy to, że Koźlak Eksportowy jest rozcieńczonym Black Boss Porterem. Bardzo podobne, tyle że Koźlak jest bardziej łagodny, zdecydowanie lepiej wypada u niego piana i gaz tak nie męczy. Opakowanie natomiast mi się nie podoba. Wprowadza kupującego w błąd, brakuje na niej informacji i straszy doborem kolorów. Fajny jest ten rysunek koziołka - tak jakby się do mnie uśmiechał.

Jeżeli miałbym oceniać to piwo jako bocka to postawiłbym mu 1. Jeżeli jako dark lager to dałbym 4+. Ludzi, którzy szukają koźlaka odsyłam do sklepu w poszukiwaniu produktów innych browarów. Tych, którzy chcą wypić coś delikatniejszego i bardziej przystępnego niż Black Boss zachęcam do kupna.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Olsztyńskie

kraj: Polska
browar: Kormoran
ekstrakt: nie podano; alkohol: 4,5%; butelka 0,33 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 1,50 PLN

Próbowania polskich pilsów ciąg dalszy. Olsztyńskie z browaru Kormoran podeszło mi tak średnio. Kolor był bardzo poprawny - słomkowo-złoty. Za to fatalnie z pianą, piwo w ogóle się nie chciało pienić. Od 0,5 cm do 0 w ciągu 10 sekund. Nie podpasowało mi Olsztyńskie również zapachem. Słodowe, z nutami chlebowymi i chmielowymi, ale nie komponowało się to tutaj. Średnio przyjemny zapach kiepskiego piwa. Od biedy można nazwać to piwo smacznym. Słodowe, z bardzo wyraźną i dobitną goryczką, która dominuje całkowicie w posmaku. Byłoby dobrze, gdyby taki smak był cały czas, ale niestety. Momentami niestety podjeżdżało mi czymś kwaśnym, co wybitnie psuło przyjemność z picia. Może są ludzie którzy lubią taki dodatek, ale ja do nich nie należę. Jednak muszę nadmienić, że sporo brakowało Olsztyńskiemu do bycia niesmacznym, znajduje się tak po środku mojej smakowej skali pilsów. Z taką intensywną goryczką wyróżniało się pozytywnie... gdyby nie ta kwasowość. Z nagazowniem poskąpili. Pod koniec już wybitnie mnie ten kufel męczył brakiem bąbelków. Butelka typu zwrotny "bączek" ze strasznie pstrokatą etykietą, która stylistycznie jest identyczna do tej od ciemnego Masurena Dunkel. Czyli jak dla mnie kiepsko.

Wypiłem bez bólu, ale nie zachwycił mnie ten pils niczym. Może lepiej bym ocenił pijąc je na szybko prosto z butelki, ale piłem z kufla i jest, jak napisałem na początku, po prostu średnio.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

sobota, 19 grudnia 2009

Zdrowe

kraj: Polska
browar: Gab
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5,0%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: ale; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,20 PLN

Zdrowe to podobno niepasteryzowane i niefiltrowane pale ale. Niepasteryzowane można od razu skreślić, bo data ważności upływa mu w czerwcu przyszłego roku. Kupiłem je całkowicie w ciemno. Nie czytałem wcześniej żadnych opinii, nie wiedziałem jaki to styl, nie piłem nawet żadnego piwa z Browaru Gab. Nie miałem pojęcia czego się spodziewać. Usiadłem do komputera i się trochę przestraszyłem, bo nie było praktycznie żadnej pozytywnej recenzji, ludzie straszyli trichlorofenolem i po tym co wyczytałem w sieci, bardzo chciałem napisać "ale to ale niesmaczne", ale tak nie będzie.

Piwo które nalałem do szklanki było mętne (po wypiciu pozostało nawet sporo osadu) i kolorem przypominało słaby kompot z suszu. Było może trochę bardziej pomarańczowe, jak się patrzyło pod światło. Piana na dwa palce i opada w ciągu dwóch minut. Pozostaje cienka obwódka, kra, która utrzymuje się do samego końca i zostawia ślady na szklance. Zapach jak dla mnie taki nijaki. Niby początkowo nieprzyjemny, ale za chwilę wyczułem owoce, które pojawiały się i znikały. Nie ma specjalnie nad czym się pastwić ani pochwalić. Co jednak z tym smakiem, który piwoszy zmuszał do wylania zawartości kufla? No więc pierwszy i drugi łyk nie należą do najprzyjemniejszych, z tym się muszę zgodzić. Jest to ciężkie piwo. Wyczuć można żelazo, tak jakby piło się wodę z metalowej beczki (albo jakąś leczniczą wodę mineralną). Po kilku łykach jednak ten element smakowy znika. Prawdopodobnie się przyzwyczaiłem. Oprócz tego metalu, jest miła owocowa kwaskowatość i goryczka. Tą najlepiej czuć w posmaku. Nagazowane jest bardzo dobrze i równomiernie. Bąbelki pracują do końca. Czy Zdrowe mi smakowało? Musze odpowiedzieć, że tak. Jakoś się to ostatecznie fajnie zgrało. Nie nazwałbym Zdrowego wytrawnym czy bogatym smakowo, ale na pewno jest ciekawe. Chociaż było ciężkie w odbiorze i nie była to czysta przyjemność, to jednak im bliżej końca tym lepiej mi się piło (i nie chodziło o fakt, że skończą się moje męczarnie). Co do wyglądu to jestem całkowicie na nie. Kolejna etykieta jakby robiona w Power Poincie, nawet tło odpowiada "office'owskiej" teksturze. Jakoś nie udał się tutaj ten minimalizm i stylizowanie na produkt ekologiczny (bo zakładam, że taki był właśnie zamysł twórców). Za to fajny patent z banderolą zamiast krawatki na szyjce.

Nie wiem czy Zdrowe odpowiada stylowi pale ale. Nie wiem czy smakuje inaczej od tych z datą przydatności do stycznia (które ludzie wylewali). Nie wiem czy ten metal i kwasowość w smaku to zepsute drożdże. Wiem za to, że piłem wiele mniej udanych i smacznych piw, które stawały mi w gardle. Chętnie sięgnąłbym po nie za jakiś czas, sprawdził co się zmieniło, czy rzeczywiście piwo się psuło i musieli pasteryzować, żeby było wypijalne, ale cena trochę za wysoka. Mogłaby być o złotówkę niższa i wróciłbym.

Raciborskie Klasycznie Warzone

kraj: Polska
browar: Racibórz
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,7%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 2,70 PLN

Ciężko stwierdzić co się dzieje z raciborskim browarem. Jego przyszłość stoi pod znakiem zapytania, właściciel w areszcie, produkcja podobno stanęła, ale okazuje się, że ich piwo można jeszcze dostać. I dobrze. Butelkę którą kupiłem, prawdopodobnie lano już w browarze w Zielonej Górze, do którego przeniesiono z Raciborza produkcję tego konkretnego piwa. Na kontrze nadal widnieje stary adres, ale nawet jeżeli robią z klienta głupka to nie będę się obrażał, bo Raciborskie Klasycznie Warzone jest smacznym piwem i jestem w stanie to kłamstwo przełknąć.

Raciborskie jest koloru jasnego złota. Nalało mi się z całkiem ładną pianą, ale opadła ona bardzo szybko, zostawiając jedynie obwódkę, która później i tak całkowicie znikła. W zapachu niemrawe. Trochę słodowe z jakimś, ciężkim do zidentyfikowania dodatkiem, za to w smaku... nie wiem, może miałem akurat dzień na takie piwo, ale zostałem całkowicie urzeczony. Od pierwszego łyku wyraźnie słodowe, z nutami chlebowymi (które lubię coraz bardziej) i z lekuchnym posmakiem chmielu. Goryczka, chociaż początkowo niewyczuwalna, pojawiła się po kilku łykach. Raciborskie Klasycznie Warzone okazało się smaczne i wyjątkowo przyjemne w odbiorze. Smakowałoby jeszcze lepiej, ale... wysycenie było zdecydowanie za słabe, chociaż możliwe, że to problem związany z technologią warzenia. Butelka jak najbardziej na plus. Strasznie podoba mi się takie stylizowanie, kojarzy mi się z dwudziestoleciem międzywojennym. Świetne dopasowanie kolorów, logo i czcionek. Lata świetlne względem Racibora Pełnego. Na kontrze sporo informacji, ale odesłanie do strony www jest totalnie bez sensu bo nie ma tam słowa o tym piwie.

Nie wiem czy to prawda, że warzą je w otwartych kadziach. Poczytałem trochę w sieci i sporo ludzi poddaje w wątpliwość, że po przeprowadzce nadal będzie produkowane w ten sam sposób. W sumie jeżeli produkt jest smaczny, to dla mnie nie ma problemu. Jeżeli nadal będzie w sprzedaży to piwo z pewnością jeszcze nie raz sięgnę. Jeżeli wypatrzycie je na sklepowej półce to koniecznie spróbować!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 16 grudnia 2009

Obołoń Pszeniczne

kraj: Ukraina
browar: Obołoń
ekstrakt: 12,5%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: hipermarket Kaufland,
cena: 4,99 PLN

Ostatnio zawędrowałem do pabianickiego Kauflanda i kierując się bardzo pozytywną oceną z Fast Food Eaters wziąłem z półki Obołoń Pszeniczne (albo Оболонь Пшеничне jak kto woli). Oczekiwania miałem spore i niestety piwko ich do końca nie spełniło.

Zacznę od opakowania. Obołoń zafundował swojemu pszeniczniakowi piękną "szatę". Nie dość, że dał butelkę z tłoczonym napisem to jeszcze dorzucił bardzo stylowe etykiety. Główna z fikuśną "wypustką", ta na szyjce fantazyjnie wycięta. Kontra świetnie opisana (całkowicie po polsku) z termometrem wskazującym temperaturę odpowiednia do spożycia. Całość kolorystycznie dopasowana idealnie do zielonej butelki. Biel i żółć ze złotymi dodatkami i czerwonymi napisami w cyrylicy nadają charakteru i wschodniej egzotyki. Jednak to co najważniejsze to samo piwo, a ono aż tak nie zachwyca.

Kolor miało dość ładny, cytrynowo-miodowy, jak dla mnie minimalnie za jasne. Było oczywiście mętne, ale w moim odczuciu tu również trochę za słabo. Na moje, to jak na pszeniczniaka, było za przejrzyste... jakby rozwodnione. Pieniło się bardzo, aż bałem się, że mi wykipi ze szklanki. Strasznie żałuję, że tego nie uwieczniłem, ale ta ponad 3 cm czapa opadła nie wiadomo kiedy. Może w tym być trochę mojej winy, bo nie schłodziłem Obołona do odpowiedniej temperatury. Spory plus ma u mnie, za to że te pół centymetra piany, które widać na zdjęciu. Utrzymała się tak do samego końca (a piłem je dobrze ponad pół godziny). Zapach bardzo stonowany i ciężko wyczuwalny. Czułem jakieś dalekie aromaty owocowe. Może cytrusy? Natomiast sporego rozczarowania pszeniczne z Obołonia dostarczyło mi w smaku. Tak jak z zapachem. Piwo bardzo stonowane, nie wyróżniające się specjalnie niczym na tym polu. Rozwodnione, z lekko wyczuwalnymi owocami i goryczką w posmaku. Jest dość smaczne, ale nic ponad to. No nie tego się kurde spodziewałem! Z niektórymi polskimi czy niemieckimi rzeczywiście może konkurować, ale do czołówki (mojej prywatnej czołówki) jeszcze daleka droga. Aha... Wysycenie było bardzo dobre, przyjemnie drapało w gardło, ale samo wysycenie nie wystarczy.

Napiszę jeszcze raz, Obołoń Pszeniczne nie jest złym piwem, ale ocena 9/10 na FFE nakręciła mnie na Bóg wie jaką delicję. Gdybym wystawiał oceny to moja byłaby niższa tak o 2 punkty. Pewnie kiedyś jeszcze po nie sięgnę, ale w tej chwili cena trochę zniechęca. Gdyby było o złotówkę tańsze to może i częściej bym zaglądał do Kauflanda.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 11 grudnia 2009

Leikeim Kellerbier

kraj: Niemcy
browar: Leikeim
ekstrakt: nie podano; alkohol: 4,9%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: delikatesy Alma na ul. Kilińskiego w Łodzi,
cena: 4,99 PLN

Kellerbier to stary, niemiecki styl, który wywodzi się podobno ze średniowiecza. Nie wiem jak wygląda proces jego produkcji, ale piwo powinno być niefiltrowane i niepasteryzowane (ten z Leikeim, raczej na pewno był, bo data ważności to lipiec 2010), bogate w witaminy. W Leikeim Kellerbier nie ma się czym zachwycać, bo jest niemrawy i płaski.

Piwo jest barwy pomarańczowej, mętne (pełne pływających drożdżowych farfocli) i tworzy dość wysoką pianę (drobnopęcherzykową), która opadając tworzy koronę i pozostawia ślady na ściankach. Zredukowała się po kilkunastu minutach prawie całkowicie do mikroskopijnej obwódki. Muszę przyznać, że w kuflu prezentowało się ładnie, przypominało pszeniczniaka. Pod względem zapachu to raczej słabo. Bardzo słabo wyczuwalna woń słodu i jakiś przykry, lekko śmierdzący dodatek, którego nie potrafię zidentyfikować. Może jakiś dziwny zapaszek od chmielu? W smaku bardzo przeciętnie. W sumie nie wiem czego się spodziewałem, ale na pewno czegoś bardziej intensywnego o większej gamie smaków. Leikeim Kellerbier jest bardzo delikatny i stonowany. Na pierwszym planie słód i chlebowość (prawdopodobnie od drożdży). W posmaku minimalna goryczka. Z wysyceniem również tak sobie. Z początku było bardzo dobre, niezbyt obfite, ale idealnie podbijało smak. Kończyłem kufel niestety już z praktycznie wygazowanym piwem. Butelka zamykana, ale wyglądem nie powala. Etykiety w kolorze piaskowym z dodatkami brudnego złota, wyglądają jakby robione były w Power Poincie. Jedynym ładnym elementem jest logo/herb Leikeim. No i brak informacji o ekstrakcie. A zapięcie... ech, zamiast porcelanki jest korek z jakiegoś tworzywa.

Pierwszy wypity kellerbier mnie raczej rozczarował. Piło się go bez bólu, nie wykrzywiał, ale również niespecjalnie miał się czym popisać. Da się wypić, ale pytanie czy warto wydać te pięć złotych, skoro można za nie kupić nawet dwa polskie smaczne piwa?

wtorek, 8 grudnia 2009

Okocim Pszeniczne

kraj: Polska
browar: Okocim
ekstrakt: 11,8% ; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep Żabka,
cena: poniżej 3,49 PLN

Drugi polski pszeniczniak, tym razem z, chyba najbliższego mojemu sercu, polskiego browaru. Okocim Pszeniczne trafiło na sklepowe półki w 2007 roku i od tamtej pory pojawia się raz na jakiś czas. Pierwszy raz piłem ponad rok temu, później niejednokrotnie odwiedzałem hipermarket i wypatrywałem go na regałach - nie było. Jakoś jesienią znalazłem je w sieci Żabka, a wczoraj w końcu powtórnie się na niego skusiłem (a wszedłem szukając okocimskiego portera).

Jak na piwo pszeniczne przystało jest mętne, koloru pomarańczowo-miodowego. Ładne, ale mogłoby być trochę pełniejsze. Gorzej natomiast z pianą, której po nalaniu dostałem śmieszną wręcz ilość i kiepskiej jakości. Była może na jeden centymetr i opadła w moment do poziomu trzech milimetrów - jak w pilsie. W tym stylu brak porządnej piany to spory minus. Okocim Pszeniczne pachniał nie najgorzej, chociaż nie był to zbyt bogaty zapach. Pszenica i delikatne akcenty goździków. W smaku niestety bardzo przeciętny. Wodnite, z lekką goryczką, trochę kwaśne, ale raczej płaskie. Ciężko wyczuć mi było aromaty owocowe. Chwali mu się to, że chodziło bez problemu i orzeźwiało. Wysycenie z początku super. Takie jakie powinno być w pszeniczniakach. Smyrało przyjemnie w język i podniebienie. Niestety w połowie szklanki bąbelki się ulotniły i kończyłem je jeszcze z mniejszym entuzjazmem.

Z jednej strony jestem zachwycony wyglądem, z drugiej jest na co tutaj ponarzekać. Uwielbiam takie tłoczone butelki, wyglądają naprawdę z klasą. Tutaj nie dość, że tłoczona to jeszcze smukła. Minimalizm się chwali, ale etykieta z szyjki bardzo uboga w informacje. Nie ma podanego miejsca warzenia (jedynie enigmatyczne EU) i nie ma podanego ekstraktu. Jest za to numer na infolinię, więc zadzwoniłem i dowiedziałem się to czego trzeba: ekstrakt 11,8%; pochodzi z browaru w Brzesku (wierzę, chociaż istnieje możliwość że to nieprawda). Drugą rzeczą, która mi się nie podoba jest to, że zdecydowali się na butelkę bezzwrotna. Carlsberg Polska powinien być bardziej przyjazny środowisku.

Okocim Pszeniczny jest lekki, wypijalny, ale nic ponad to. Żadnych doznań z górnego pułapu przyjemności smakowych. Na pewno chwali się Okocimowi, że leje to piwo i sprzedaje je w sprzyjającej cenie (w którejś z sieci hipermarketów jest podobno sprzedawane za 2,99 PLN). To chyba jedyny browar stricte koncernowy, który w swojej ofercie ma tyle stylowo różnych piw (aromatyzowane, jasne, pszeniczne, trzy ciemne). Miejmy nadzieję, że z tego nie zrezygnują. Przepraszam za fatalne zdjęcie. Kombinowałem z oświetleniem i tłem - ścierka była czysta, tyle że najpierw wytarłem nią szklankę.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Czarne

kraj: Polska
browar: Fortuna
ekstrakt: 12,7%; alkohol: 6,2%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: ???

Ostatnia na dzisiaj pozycja z browaru Fortuna. O ile Smoki są bardziej lub mniej udanymi piwami, i jestem pozytywnie do nich ustosunkowany, o tyle w przypadku Czarnego, ciężko mówić o pozytywach czy o czymś udanym. To jedno z najbardziej niesmacznych piw jakie piłem w życiu. Któregoś wieczoru przyniosła je Kamila (także nie wiem ile kosztowało) i mimo naszych starań (moich większych) nie udało się nam go wypić. Wylałem gdzieś 3/4, a te kilka łyków, które wziąłem wyryły mi się dość dobrze w pamięci.

Czarne jak sama nazwa wskazuje to ciemne piwo, raczej ciemnobrązowe, niż czarne - zresztą jaki by ten kolor nie był ładnie wyglądał. Ciężko ocenić mi pianę, bo lałem tak, że wykipiało. Mimo wzburzenia i tak to wszystko dość szybko opadła, co zresztą mnie nie zdziwiło, bo przyzwyczaiłem się do tego. Co czyni to piwo praktycznie niewypijalnym to obecne w zapachu i smaku podobieństwo do... Coli. Po pierwszym łyku normalnie wykręciło, a z każdym kolejny było gorzej! Picie tego to była prawdziwa męczarnia. Było obrzydliwie słodko i chemicznie. Na dodatek duże wysycenie jeszcze bardziej upodobniało Czarne do tego napoju. Może, gdybym jeszcze lubił Colę, to miałbym jakąś minimalną przyjemność z obcowania z tym piwem, ale od dziecka starałem się stronić od wszelkich jej odmian i podróbek. Butelka wygląda ładnie, obecne są mazaje znane ze smoczych butelek, ale dla mnie to klasa niżej.

Osobiście podałbym je tylko osobie, której nie lubię i chciałbym zrobić przykrość. Zagadką jest dla mnie jak może ono ludziom smakować, a raczej jest ich sporo, bo w sklepie obok Miłosierdzia Bożego z Fortuny jest tylko Czarne i jego miodowa odmiana (która podobno jest o niebo lepsza, ale nie wiem czy chcę się przekonać). Dla mnie absolutnie niepitne.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

Czarny Smok

kraj: Polska
browar: Fortuna
ekstrakt: 12,2%; alkohol: 5,8%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 2,70 PLN

Czarny Smok to już ostatni Smok lany w browarze Fortuna, a tym samym na blogu nie będzie żadnych mitycznych zwierząt przez jakiś czas. Na kolejne będzie trzeba czekać do momentu kiedy GAB wprowadzi na rynek swoje piwa z górnej fermentacji, którym nadało również smocze nazwy.

Czarny Smok był dla mnie takim czarnym koniem, spodziewałem się po nim sporo dobrego, po cichu liczyłem że może być najlepszy z całej czwórki. Okazał się niestety najmniej smacznym. Po nalaniu do szklanki uraczył mnie bardzo ciemną, prawie czarną barwą. Prezentował się naprawdę dobrze. Na dodatek gęsta, kremowa czapa piany wyglądała świetnie. Niestety, każdy ze Smoków ma ten sam problem, piana opada w ciągu kilku chwil. Tutaj pozostawiła po sobie ślad na ściance i cienki kożuszek. Szkoda. Piwo pachniało bardzo delikatnie słodyczą. Poza tym jakoś nie udało mi się w nie "wniuchać". W smaku dominuje słodycz, w posmaku daje o sobie niemrawo znać palenie. Trudno się spodziewać czegoś innego, gdy w składzie jest wymieniony karmel i cukier na dodatek. Nie jest to ulepek, wręcz przeciwnie, piło mi się go zdumiewająco lekko, ale to nie moje klimaty. Może gdyby go nie dosłodzono, smakowałoby mi bardziej. Zdaję sobie sprawę, że skierowane jest do ludzi, którzy sięgają tylko po słodkie piwo. Tym samym ja zostaję wykluczony z targetu. Z etykietą, podobnie jak z piwem, jest najsłabsza, ale żebyśmy się zrozumieli. To i tak ścisła polska czołówka, po prostu biel i czerń z dodatkiem miedzi wypadają gorzej niż to czym udekorowano pozostałe butelki.

Wypada pochwalić Browar Fortuna za te cztery smocze piwa, które opisałem. Chociaż nie wszystkie są pyszne, to wydaje mi się, że robią dużo dobrego na rynku. Były to jedne z pierwszych regionalnych jakie kupiłem i chyba w jakimś stopniu dzięki nim (i Ciechanom) "wszedłem bardziej w temat". Poza tym fajnie, że piszą na kontrach coś o tych piwach, nawet jeżeli to tylko marketingowy bełkot. Ludzie lubią wiedzieć co piją, a olbrzymia część polskich browarów im tego nie umożliwia.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

Czerwony Smok

kraj: Polska
browar: Fortuna
ekstrakt: 12,7%; alkohol: 6,2%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 2,70 PLN

Kolejne piwo z Fortuny. Tym razem ciemne i najmocniejsze ze smoczej serii - Czerwony Smok. W szklance prezentuje się ładnie. Ciemne piwko koloru bordowo-brązowego. Zaraz po nalaniu utworzyła mi się ładna czapa piany, ale zanim wróciłem z aparatem to opadła do poziomu, który widać, a później praktycznie zniknęła. Pozostał jedynie cienki kożuch. Wielka szkoda, że nie zdążyłem umoczyć w niej ust, bo wyglądała wielce apetycznie. Czerwony Smok pachnie słodem i paloną kawą. Przebija się chmiel, ale dla mnie na pierwszym planie jest słód jęczmienny. W smaku jest natomiast bardziej goryczkowy i kwaskowaty, z miłym dla podniebienia akcentem paleniem i dymu (chociaż to nie Aecht Schlenkerla Rauchbier). Jest trochę wodnite, ale nieźle nagazowane i przyjemnie się je pije. Krwistoczerwony stylowy smok na przodzie, komplet informacji z tyłu i po raz kolejny się powtarzam, ale Smoki z Fortuny mają jedne z najciekawszych i najładniej wykonanych etykiet w Polsce.

Czerwony Smok jest w porządku. Smaczne piwo, które swoimi procentami przyjemnie daje się we znaki. Wiele zależy pewnie od samopoczucia i nastroju, ale myślę, że nie powinno się na nim zawieźć. Smakowo jest dla mnie na miejscu trzecim, ale są dni, że podchodzi mi bardziej niż pilsowy Srebrny.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

Srebrny Smok

kraj: Polska
browar: Fortuna
ekstrakt: 12,2%; alkohol: 5,8%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 2,60 PLN

Dzisiaj o kolejnym piwie z browaru Fortuna. Srebrny Smok to smaczny pilsner, który na 12,2 w ekstrakcie niestety nie popisuje się kolorem. Po nalaniu do szklanki otrzymujemy klarowne, jasne złoto. Trochę za jasny. Piana ładna, bielusieńka, na te dwa palce. Utrzymywała się średnio długo. Pozostała w postaci kry i osiadła na ściankach. Zapach lekko chmielowy i minimalnie wyczuwalną nutą piwniczno-bagienną. Pachnie przyjemnie i ciekawie, chociaż trochę mnie drażniło. W smaku piwko jest przyjemnie goryczkowe. Do tego również dochodzi ten akcent piwniczny, który jest przyjemnym urozmaiceniem. Nagazowany tak jak trzeba, dzięki czemu wchodzi lekko i orzeźwia. Butelka, jak w przypadku każdego miłosławskiego smoka wygląda świetnie. Srebro z błękitem i chabrem współgra idealnie, do tego świetne liternictwo i komplet informacji na kontrze. Moje 'komórkowe' zdjęcie nie jest w stanie oddać jak dobrze ta etykieta wygląda.

Srebrny Smok w moim rankingu klasyfikuje się trochę za Złotym, o którym pisałem poprzednio. Nie jest wybitny, ale tak jak pisałem na początku, dla mnie to smaczne piwo. Ten piwniczny posmak, może niektórych zrazić (szczególnie jeżeli pili wcześniej tego dnia jakieś inne piwo [wtedy jest to chyba najlepiej wyczuwalne]).

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 3 grudnia 2009

Złoty Smok

kraj: Polska
browar: Fortuna
ekstrakt: 12,2%; alkohol: 5,8%; butelka 0,5 l
typ: półciemne; rodzaj: marcowe; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 2,70 PLN

O co chodzi z tym marcowym? Jest to dość mocne (powyżej 5,5%) piwo sezonowe dolnej fermentacji, produkowane wiosną (najczęściej w marcu - stąd jego nazwa) z ostatnich zapasów zeszłorocznego słodu. Dojrzewa sobie, aż do października (jest mocniejsze właśnie dlatego żeby "przetrwało" lato). Znane jest też pod nazwą Oktoberfestbier i pochodzi z Niemiec, gdzie jest najbardziej popularne. W Polsce warzono je co najmniej od 1331 roku. Najbogatszą tradycję w produkowaniu tego stylu zdaje się mieć browar Żywiec, który warzył je od XIX wieku do wybuchu II Wojny Światowej, a po wyzwoleniu do końca lat 80tych. Dzisiejsza technologia pozwala na produkowanie piwa marcowego cały rok (bez przerwy letniej), także w przypadku opisywanego piwa jest to jedynie nazwa stylu. Ale do rzeczy.

To moje ocenianie piwa z miłosławskiego browaru rozpocznę od wychwalenia opakowania. Rzadko zdarza się w Polsce tak ładnie zaprojektowana linia produktów (a piwa spod znaku smoka są cztery i wszystkie utrzymane są w podobnej stylistyce). Na tle polskich browarów wypada wielce oryginalnie. Etykieta wygląda świetnie. Przyciąga wzrok i aż chce się sprawdzić co to za piwo. Liternictwo, kolory i sam smok idealnie współgrają. Co bardzo mi się podoba, na kontrze znajdziemy nie tylko komplet informacji o składzie, zawartości alkoholu i ekstrakcie (wg mnie trochę za niski), ale także zachęcający opis. Było to jedno z pierwszych piw regionalnych, po które sięgnąłem i spora w tym zasługa właśnie tej krótkiej notki.

Złoty Smok nie tylko ładnie wygląda w butelce, ale również po nalaniu do szklanki. Jest koloru ciemnego bursztynu (albo jasnego brązu, jak kto woli), chociaż na zdjęciu mojej roboty tego niestety nie widać. Klarowne, widać ładnie pracujące bąbelki. Po nalaniu tworzy się bardzo ładna czapa piany, ale jak dla mnie trochę za szybko ona opada. Za to dość długo utrzymywała się na poziomie 0,5 cm. Pachnie ładnie i kusząco słodem, chociaż dla mnie trochę za delikatnie. Złoty Smok już od pierwszego łyka daje się poznać z dobrej. Słodowe, ale z wyczuwalną goryczką, zostawia w posmaku lekko palony, dymny ślad. Delikatne i lekkie, a przy tym miło smyrające w głowę swoimi procentami. Piłem to piwo kilka razy i za każdym razem jestem cholernie mile zaskoczony tym aromatem. Jest pierwszym i jedynym marcowym jakie piłem, także nie wiem czy tak powinno smakować piwo tego rodzaju. Dla mnie jest bardzo smaczny, warty zakupu i konsumpcji w większych ilościach. Jedyne zastrzeżenie jakie do niego mam to kiepskie nasycenie. Bąbelki są obecne na początku, ale znikają dość szybko. W przypadku opisywanego piwa, nim doszedłem do 2/3 szklanki już ich nie było.

Złotego Smoka polecam wszystkim, którzy lubią wypić coś smacznego. To jedno z moich ulubionych polskich piwek, z resztą nie tylko moje, bo moja dziewczyna z chęcią i dość często po nie sięga. Do tego wybitnie zachęca swoją ceną i jest w tej chwili dość łatwo dostępne. Kupujcie i pijcie jeżeli jeszcze nie znacie!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

poniedziałek, 30 listopada 2009

Bear Beer Extra Strong

kraj: Niemcy
browar: Darguner
ekstrakt: nie podano; alkohol: 12%; puszka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: hipermarket Piotr i Paweł,
cena: 4,59 PLN (prawdopodobnie grubo przepłacony)

Po raz kolejny przyszło mi się zmierzyć z misiowym piwem. Tym razem padło na niemieckie Bear Beer Extra Strong, które zbija samym widokiem 12% Alc. Vol. na puszce. Nie wiem co mną kierowało, gdy je kupowałem... prawdopodobnie jakaś chęć eksperymentu. Puszka podobna do tej od opisywanego przed miesiącem duńskiego Bear Beer Premium Strong, z tym że zamiast złotych ozdobników zdecydowano się na srebro. Brakuje również korony. Prezentuje się zdecydowanie gorzej. To co nalewa się do szklanki wygląda praktycznie tak samo. Bladożółty, strasznie jasny kolor (pewnie ekstrakt podobnie mały) i piana, która opadała w oczach. Piwo pachniało źle. Głównie wyczuwałem woń aluminium i minimalnie alkohol. Pierwsze wrażenie smakowe było takie, że cholerstwo gorzkie jak diabli. Chwilę później ustąpiło przekonaniu, że jest tak słodkie, że aż wykręca. I tak na zmianę. Jedno jest pewne, atakowało wściekle moje kubki smakowe. Piekło w gardło i język (i z pewnością nie było to spowodowane zbyt mocny nagazowaniem). Do tego przebijała się puszka i odrzucał alkohol. Koszmar! Wypiłem gdzieś do połowy, a resztę wylałem. Nie mogę nic pozytywnego o nim napisać. Bardzo niesmaczne piwo, omijać szerokim łukiem.

niedziela, 29 listopada 2009

Corsendonk Pater

kraj: Belgia
browar: Bocq
ekstrakt: 14,6%; alkohol: 7,5%; butelka 0,33 l
typ: półciemne; rodzaj: ale; pasteryzowane
źródło: prezent

Corsendonk Pater - Dubbel dostałem na 24. urodziny od Kamili. To moje pierwsze belgijskie ale, także nie będę ukrywał, spodziewałem się nieba w gębie. I to też dostałem.

Zacznę od historii. Corsendonk to nazwa starego klasztoru augustianów w Oud Turnhout założonego w 1395 r. i zamkniętego w 1784 r. w czasie Rewolucji Francuskiej. Receptury zakonników zostały wykorzystane w XIX w. przez browar Keersmaeker do produkcji piwa Pater. Dziś Corsendonk jest warzony przez browar, który zainteresowany jest licencją. Od 1982 r. korzysta z niej browar Bocq, zaś Brouwerij Corsendonk (którego nazwa widnieje na butelce i etykiecie) formalnie nie jest browarem, a jedynie posiadaczem licencji.

A teraz wrażenia z degustacji. Po nalaniu do pokala (czy kielicha, jak kto woli) Corsendonk Pater zaskoczył mnie swoją czarną barwą (spodziewałem się czegoś jaśniejszego, skoro piwo serwisy w oznaczają jako półciemne). Ta intensywna czerń, brana pod światło, zmieniała się w głęboką wiśnię z rubinowymi refleksami. Przepiękny, cieszący oczy kolor. Mimo, iż lałem do szkła, które w kształcie mocno różni się od tego oryginalnego, to i tak udało mi się uzyskać porządną pianę. Kremowa, gruba, opadała tworząc kożuch i spory pierścień na ściankach. Corsendonk urzekł mnie bogatym zapachem. Lekko słodkawy, można wyczuć w nim nuty palenia, kawy i wiśni. Smak ma złożony i powalający, chociaż wrażenia po pierwszym łyku ciut mylące. Piwo wydało mi się lekko kwaskowate z niewyraźnym paleniem w posmaku, ale z kolejnymi ujawniła się cała gama. Wyczułem jeżyny, delikatną goryczkę, czekoladę. Powtórzę się - powalająca kompozycja! Po wypiciu czułem w ustach smak palonego, lekko przydymionego słodu i... o dziwo, cytrusów. Mocne nagazowanie zmusza do delektowania się, a dzięki zawartości 7,5% alkoholu przyjemnie szumi w głowie.

Jeszcze akapit zachwytu nad opakowaniem. Jak dla mnie natrysk na butelce jest najbardziej eleganckim z możliwych sposobów jej ozdobienia. Tutaj nie dość że zrobiono to bardzo subtelnie to jeszcze logo daje znać o rodowodzie piwa. Całości dopełnia apaszka na szyjce, która zawiera wszystkie potrzebne informacje (chociaż wprowadzają człowieka w błąd i nie oznaczają, że piwo jest lane w browarze Bocq). Z polskich piw tylko Koźlak z Ambera może się poszczycić równie ładnie wyglądającą butelką.


Wielokrotnie pisałem o jakimś piwie, że jest "smaczne", o Corsendonk Pater - Dubbel mogę napisać w takim razie tylko, że jest przesmaczne. Serio. Doświadczenia z ale i dubbelkami mam małe, ale muszę to napisać... Corsendonk, we wszystkich swoich aspektach, zamiata tego Podwójnego Fratera, którego piłem we wakacje. W tej chwili nie przychodzi mi do głowy drugie tak bogate smakowo i zapachowo piwo. Tak jak napisałem we wstępie, po prostu niebo w gębie. Gorąco polecam.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Krušovice Jubilejní Ležák

kraj: Czechy
browar: Krušovice
ekstrakt: 12%; alkohol: 4,7%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 4,20 PLN

Browar Krušovice leje naprawdę smaczne piwko, o czym nie raz się przekonałem. Niedawno miałem okazję spróbować Krušovice Jubilejní Ležák i potwierdziło się, iż obcowanie z ich produktami to dla mnie prawdziwa przyjemność. Jestem miłośnikiem goryczki w piwie, a to, nie dość że czeskie, nie dość że lane w Krušovicach, to jeszcze jest podwójnie chmielone - czyli potrójna zachęta żeby wypić. Po nalaniu do pokala zostałem uraczony fantastycznie wyglądającym piwem. Kolor intensywnie złoty, taki na który od samego patrzenia ślinianki zaczynają pracować. Do tego gęsta, bielutka piana o kremowej konsystencji. Utworzyła mi ładną "czapeczkę", a i utrzymywała się dość długo... by ostatecznie zostawić po sobie sporo kry. Trochę rozczarował mnie zapach. Spodziewałem się czegoś zdecydowanie bardziej... hmm... intensywnego. Czuć chmiel i o dziwo również i słód, ale zapach jest jak dla mnie mocno przygaszony. Największym walorem Jubilejní Ležáka jest smak! Maksymalnie goryczkowy, ale nie przesadzony. Utrzymany na odpowiednim poziomie. Dla ludzi lubiących gorzkie piwa, będzie cholernie przyjemne w odbiorze - dla mnie było. Gorycz "atakuje" całą gamą smaczków i posmaków. Raz uderza od razu w pierwszym łyku. Innym razem jest delikatna, żeby za chwilę uwolnić się w posmaku. Sącząc sobie tego lagera przychodziło mi na myśl podobieństwo do Pilsnera Urquella, chociaż raczej odległe i pewnie do tego, sprzed kilku lat (ostatnio to piwo zrobiło się zdecydowanie mniej ciekawe). Co mogę zarzucić? Niespecjalne nagazowanie. Mogłoby być lepsze. Krušovice jak zawsze zachwyciły mnie wyglądem swojego produktu. Przemyślane i estetyczne etykiety, świetna kolorystyka (kremowa z dodatkiem chabrowego), świetnie użyte złoto i... oczywiście się powtarzam... sreberko na szyjce. Jedne z najładniejszych butelek, na które można natknąć się w sklepie.

Wszystkim amatorom jasnych, goryczkowatych piw gorąco polecam Jubilejní Ležák. Mimo iż koncernowe (czeskie koncernowe) to jednak, jak dla mnie, niesamowicie przyjemne piwo. W pełni zasługuje na koronę, która zdobi etykietę.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 29 października 2009

Bear Beer Premium Strong

kraj: Dania
browar: Harboes
ekstrakt: (podobno) 15%; alkohol: 7,5%; puszka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: hipermarket Piotr i Paweł,
cena: 2,99 PLN

Po 7 i pół procentowego Bear Beera sięgnąłem z czystej ciekawości. Stało sobie samotne na sklepowej półce, sprawdziłem więc datę ważności i wziąłem bez większej refleksji, ucieszony, że kupiłem duńskie piwko za trzy blachy. Puszka była estetyczna i całkiem ładnie się prezentowała. Czarna, z białym niedźwiedziem, który wygląda na naprawdę zadowolonego. Całości dopełniają białe litery i złoto w ich obwódce oraz w reszcie ozdobników. Niestety to co nalałem do kufla już takie ładne nie było. Kolor był naprawdę nieciekawy. Strasznie jasny, żółtawy, w ogóle nie pasuje do tej rzekomej piętnastki w ekstrakcie. Nalało mi się bez piany. Nie wiem, może po prostu wina tego, że zbliżał się termin ważności, ale ta śmieszna, biała powłoczka nie zasługiwała na nazwanie jej pianą. Także naprawdę, Bear Beer jest jednym z najgorzej prezentujących się piw o podobnej zawartości ekstraktu - z tych co widziałem i piłem, oczywiście. Zapach był intensywny. Taka mieszanina chmielu i słodu, ale nie był to zapach, który by zachęcił do konsumpcji. A smak? Pierwszy łyk to uderzenie potężnej dawki goryczki. I pisząc potężnej mam namyśli pełne znaczenie tego słowa. Sporo różnych piw piłem, na pewno setki przede mną, ale w tej chwili to piwo jest najbardziej gorzkim piwem jakie piłem. Nie czuć dosłownie nic innego. Żadnego posmaku chmielu, słodu, alkoholu. Tylko bardzo mocna goryczka. Gdzieś tam może nawet próbował się przebić ten metaliczny posmaczek, ale nie jestem w stanie tego do końca stwierdzić, bo moje kubki smakowe były nastawione na jedno doznanie. Nie jest to zbyt przyjemne wrażenie, chociaż idzie się przyzwyczaić i Bear Beer skończyłem bez większych problemów. Nie oszukujmy się, to na pewno nie jest piwo z górnej półki, nie jest wykwintne w smaku i nie jest za bardzo smaczne, ale jeżeli ktoś lubi niecodzienne doznania to na pewno coś tutaj dla siebie znajdzie.

W sieci wyczytałem, że istnieje spore prawdopodobieństwo, że piłem piwo lane w Niemczech, gdyż do duńskiej grupy browarniczej Harboe należy niemiecki Darguner, który zajmuje się laniem akurat tego rodzaju misiowego piwa. Jednak skoro na puszce napisali, że Dania, to oznaczam w ten sposób, chociaż zdaję sobie sprawę, że może być błędnie.

wtorek, 27 października 2009

Weissbier Piwo Pszeniczne

kraj: Niemcy
browar: Ladenburger
ekstrakt: 12%; alkohol: 5,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: hipermarket Carrefour,
cena: 3,95 PLN

Jakiś czas temu trafiłem w Carrefourze na pszeniczniaka, o którym nie miałem zielonego pojęcia, że jest dostępny u mnie w mieści. Ten hipermarket nie przestaje mnie zadziwiać, jeszcze rok temu zdarzały się dni, że nie mieli zwykłego Pilsnera, a teraz kuszą setką zagranicznych browarów. Zawsze znajdę coś nowego. Nie wiem jak to dokładnie jest z tym piwem. Na etykiecie napisano: "Wyprodukowano w oparciu o recepturę i pod nadzorem głównego piwowara minibrowaru restauracyjnego BrowArmia Królewska w Warszawie." Na stronach specjalistycznych napisano natomiast, że to import, wykorzystujący jedynie markę BrowArmii Królewskiej. Tak więc, z Weissbierem jest prawdopodobnie jak z Faustusem, piwo niemieckie, ale polskie literki na etykietach. Sprowadza Tarczyn.

Weissbier to odpowiednio mętna pszenica. Kolor blado-miodowy może nie jest specjalnie powalający, ale widać chociaż ładnie pracujące bąbelki. Kiepsko z pianą. Nalałem ledwo co na dwa palce, ale w kilka minut opadło to na pół centymetra. Na szczęście nie zniknęła całkowicie i utrzymywała się na takim poziomie do końca. Zapachem mnie ten weizen nie powalił. Był mało wyrazisty, bez charakteru. Rzekłbym sterylny. Czuć tam coś słodkiego, ale bez jakichkolwiek dodatkowych nut owocowych. W smaku był przyjemny, ale bez ochów i achów. Pszenica i delikatna kwaskowatość. Jak na piwo niepasteryzowane trochę ubogi, ale przyzwoity. Wydaje mi się, że mógłby być lepiej. Prezencja nie jest mocną stroną tego piwa. Butelkę "ozdobiono" piaskowo-szarymi etykietami z cienko obrobionym zdjęciem z BrowArmii. Dorzucono rozmyty obrazek chmielu (?) na szyjkę i proste czcionki. Ani to estetyczne, ani ciekawe.

Weissbier Piwo Pszeniczne na pewno plasuje się w moim rankingu wyżej niż pszenica z Primatora. Gdybym napisał, że mi nie smakowało to bym skłamał. Odpowiednio schłodzony i dobrze nagazowany przyjemnie orzeźwił. Jego problemem to, to że jest po prostu, zwyczajnie płaski.

środa, 14 października 2009

Twierdzowe

kraj: Polska
browar: Racibórz
ekstrakt: 11,5%; alkohol: 5,7%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 2,70 PLN

Twierdzowe, piwo jasne pełne, warzone na okoliczność 200 rocznicy oblężenia Twierdzy Koźle przez Armię Napoleona (1807-2007). W przeciwieństwie do innego produktu z browaru Racibórz - Racibora Pełnego, Twierdzowe wygląda bardzo ładnie. Etykieta w żółtym kolorze z dobrze rozplanowanymi napisami i ciekawym logiem (plan twierdzy z kapeluszem Napoleona). Z kontrą zdecydowanie gorzej. Mało czytelna i brakuje informacji o ekstrakcie. Kolorem to piwko nie powala. Jasny, słomkowy, taki którym może się pochwalić większość pilsnerów, ale jak dla mnie brakowało mu trochę do tego "pełnego". Piana niespecjalna. Biała, drobnoziarnista i gruba na palec, opadła dość szybko pozostając jedynie jako korona na ścianach szklanki. Zapach intensywny, słodowo-chmielowy, bardzo przyjemny w obcowaniu. Twierdzowe jednak największy atut ma w smaku. Jest to wypadkowa lekkiej słodyczy i chlebowości. Głównie czuć słód, przez co może się momentami wydawać mdłe, ale pod koniec dochodzą akcenty chmielowej goryczki. Piwo naprawdę przyjemne w odbiorze. Nagazowane tak jak trzeba. Jedno z takich, do którego chce się wrócić i zweryfikować doznania. Z każdym niepasteryzowanym piwem, utwierdzam się w przekonaniu, że właśnie wśród nich, należy szukać tych najbardziej ciekawych, smakowych doznań.

Twierdzowe absolutnie warto spróbować, szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę, że cena nie przekracza trzech złotych.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 1 października 2009

Nakielskie Ciemne

kraj: Polska
browar: Krajan
ekstrakt: 14%; alkohol: 6%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 3,30 PLN

O Nakielskim Ciemnym niestety nie mogę napisać zbyt dobrze, nawet jeżeli leją je w mieście w którym mieszka Mando. Jest skierowane do ludzi, którzy lubią piwa bardzo słodkie. Oczywiście nie wyklucza mnie to z targetu, bo przecież dla odmiany lubię sobie czasem wypić jakieś piwko tego typu. Tutaj niestety mnie ta słodycz porządnie wymęczyła... i zemdliła. Poza tym o smaku niewiele mogę więcej powiedzieć. Pijąc miałem wrażenie, że lepi mi się w ustach. W zapachu oczywiście dominuje słód. Jak się dobrze wyniucha to poczuć można delikatne palenie. Nakielskie Ciemne w szklance prezentuje się tak sobie. Kolory kompotu z suszu (taki brudny brązowo-bordowy), klarowny, z bardzo lichą pianą. Po nalaniu cieniutka, bardzo szybko zniknęła, nie pozostawiła nawet po sobie odrobiny "kry". Nagazowane dobrze, chociaż przez to, że piwo było, jak dla mnie, przesłodzone, to wydało mi się, że z biegiem czasu CO2 było coraz mniej. Jeżeli chodzi o wygląd to produkty z Nakła nad Notecią mnie nie powalają i tutaj nie ma wyjątku. Kolorystycznie jest okej, ale razi mnie niedopasowane godło i niedorobiony zameczek (czy miasteczko). Czcionki też takie sobie. Wstęga na szyjce i kontra w takich wielkościach, że człowiek zastanawia się czy przypadkiem browar nie oszczędza na papierze. Ale z drugiej strony, może w ten sposób dbają o to, żeby się tyle papieru nie marnowało? Więc skoro tak dbają o środowisko, to mogliby łaskawie zafundować wymienne butelki swoim produktom?!


Jestem dość mocno rozczarowany. Krajan robi ciekawe Irlandzkie Zielone, które piłem kilka razy i wspominam dobrze, Nakielskie Jasne otrzymuje naprawdę wysokie noty, także spodziewałem się, że ich Ciemne będzie interesujące. Niestety, zawód. Tak jak wspominałem na początku, ludziom którym chmiel przeszkadza, którzy albo leją masę soku do szklanki, albo piją piwa aromatyzowane, Nakielskie Ciemne powinno się spodobać. Innym osobnikom polecam unikać.

Franziskaner Hefe-Weissbier Dunkel

kraj: Niemcy
browar: Franziskaner
ekstrakt: 11,8%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 5,50 PLN

W ramach smakowania dostępnych w Pabianicach piw pszenicznych zdecydowałem się na zakup Franziskanera Hefe-Weissbier Dunkel. Nie mogę zaprzeczyć, jest smaczny i pije się go z przyjemnością, ale jak dla mnie nie jest warty swojej ceny. Po nalaniu do szklanki, to co zobaczyłem, nie przypadło mi do gustu. Piwo było oczywiście odpowiednio mętne, ale kolor... brudno-brązowy niespecjalnie zachęcał. Piana, w porównaniu z innymi pszeniczniakami, od początku niezbyt okazała, zredukowała się w ciągu kilku minut do obwódki grubości 3 milimetrów. Opadała na moich oczach! Może ja po prostu nie umiem nalać tego piwa? Była biała, drobnoziarnista, z... rdzawymi plamkami, nie wiem czy nie były to drożdże, szczerze nie spotkałem się wcześniej z czymś takim - niezbyt apetyczne. Zapach już był o wiele lepszy. Słodki, bananowy, ale co najważniejsze z dobrze wyczuwalną pszenicą - naprawdę przyjemny. Smak również na plus , chociaż dla mnie zbyt delikatny (jak na tego rodzaju piwo). Pozbawiony jest raczej nut owocowych (brakuje mi tych wyniuchanych bananów), ale orzeźwia swoją lekką kwaskowatością. Słodycz jest oczywiście obecna, najbardziej w posmaku. Najlepszym określeniem byłoby "wyważony". Jestem pewny, że Franziskaner Hefe-Weissbier Dunkel byłby idealnym piwem dla kogoś, kogo chcielibyśmy przekonać do polubienia piw pszenicznych. Delikatny (piszę to drugi raz dla podkreślenia), stonowany, nie narzucający się. I do tego smaczny. W butelce może podobać się tylko etykieta. Szyjkę zdobi okropnie wyglądające sreberko (nie sądziłem że to napiszę, przecież tak lubię sreberka), które odrzuca fatalną czcionką w idiotycznym napisie "Imported". Naprawdę już nie mieli co tam dać? Kontra to jakiś koszmar, informacje w sześciu językach napisane drobnym maczkiem. Jedynie przednią etykietę, z dobrze dobranymi kolorami (bordo [na obrazku to wygląda bardziej na czerwień], czerń i biel), fajnym rysunkiem mnicha i stylizowaną czcionką można pochwalić. Polskie browary powinny brać sobie ją za przykład.


Jeżeli kogoś nie zniechęci cena, a ma ochotę spróbować pszenicznego piwa to niech sięgnie po to piwo. Myślę, że jest na dość reprezentatywnym wyborem. Sam wolę pić dużo bardziej Cornelius Weizen Bier, które jest tańsze o dwa złote, zdecydowanie bardziej aromatyczne, wyrazistsze i jest chyba najlepszym polskim weizenem (muszę je w końcu kiedyś opisać).

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

poniedziałek, 28 września 2009

Masuren Dunkel

kraj: Polska
browar: Kormoran
ekstrakt: nie podano; alkohol: 6,5%; butelka 0,33 l
typ: ciemne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 2,55 PLN

Masuren Dunkel - całkiem smaczne, słodziutkie, ciemne piwko, po które prawdopodobnie w życiu już nigdy nie sięgnę. I wcale nie ze względu na fakt, że słodkie piwa to raczej nie moja bajka, bo lubuję się w takich mocno goryczkowych pachnących chmielem. Po prostu skład tego piwa przeraża. Na kontrze mamy wymienione cztery "E" (E950, E951, E952, E954), które służą do dosłodzenia tego piwa. Należałoby jeszcze dodać, że trzy z tych substancji są oznaczone jako podejrzane, a jedna jako szkodliwa. Dodatkowo mamy podany karmel jako barwnik (o co w ogóle chodzi?) i przeciwutleniacz E300. No po prostu jestem w szoku, jeszcze tak doprawionego piwa nie piłem (a może piłem tylko, że w przeciwieństwie do Kormorana tamte browary wstydziły się napisać). Jak już jesteśmy przy kontrze, to wypadałoby napisać o wyglądzie. Fajny kształt butelki został spieprzony strasznie pstrokatą etykietą, na której prawie wszystko po niemiecku (po polsku tylko słowo "browar"). Kolorystyka i grafika, jak dla mnie, nie do przyjęcia.

Tak jak pisałem na początku, Masuren Dunkel to smaczne piwo, które do tego nieźle się prezentuje w szklance. Po nalaniu raczy nas ładną, ponad centymetrową, białą, drobnoziarnistą pianą, która utrzymywała się niespodziewanie długo. Oko cieszy również ciemno-bordowa barwa, którą wzbogacają wiśniowe refleksy. Pachnie paleniem, które przebija się dość wyraźnie przez słód. Do tego dochodzi jeszcze lekko kawowy zapaszek. Pod tym względem naprawdę bardzo przyjemnie. W smaku otrzymujemy to czego mogliśmy się spodziewać. Jest bardzo słodkie. Poza tym nie wyczułem nic. Dzięki dobremu wysyceniu jest orzeźwiające i mimo, że się tego nie spodziewałem, smakowało mi. Mimo tych 6,5% nie czuć w nim alkoholu i jest raczej delikatne. Raczej już do niego nie wrócę, ale jeżeli ktoś się nie boi "E" to polecam. Będzie z pewnością smakowało amatorom słodkich piw.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

środa, 23 września 2009

Primátor Stout

kraj: Czechy
browar: Náchod
ekstrakt: 12%; alkohol: 4,7%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: stout; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 4,10 PLN

Moje pierwsze "owsiane piwo". O co chodzi? Primátor Stout to piwo z gatunku Oatmeal, gdzie dodaje się owsa otrzymując ciekawy smak i aromat. Po nalaniu do szklanki od razu widać, że mamy do czynienia z porządnym stoutem. Kolor czarny, smolisty, pod światło nic nie przebija. Przyjemna odmiana od barwy polskich "stoutów". Dużo gorzej niestety z pianą. Możliwe, że zwyczajnie nie umiem lać tego typu piw, ale była naprawdę mało okazała, a po około 10 minutach całkowicie zniknęła. Po nalaniu była kremowa, przypominała taką z cappuccino, później w miarę znikania robiła się coraz bardziej biała. Z początku, w zapachu Primátor Stout jest za bardzo słodki, aż trochę mdły. Później to się zmienia. Nadal jest słodowy, ale wchodzi z dość mocnym uderzeniem palenia i pachnie pięknie. Ogólnie zapach jest dość mylący, bo spodziewałem się słodkiego piwa, a już w pierwszym łyku oczarowuje intensywna, mocna gorycz! W posmaku mocno wyczuwalne palenie, ale jednak ta goryczka całkowicie dominuje i utrzymuje się w ustach długo po ostatnim łyku. Ten stout ma również niepodważalną zaletę, jest cholernie orzeźwiający. Dodatkowy atut to idealne wysycenie. Takie akurat, powoduje, że picie tego piwa to prawdziwa przyjemność. Co do wyglądu butelki mam podobne zastrzeżenia co w przypadku Primátora Weizenbier. Jest trochę lepiej, ale nadal mi coś nie gra. Z pewnością browar Náchod ma u mnie olbrzymiego plusa, że swoim produktom daje srebro na szyjce - dla mnie to zawsze podnosi minimalnie rangę piwa.

Jestem raczej pewny, że nie wszystkim ten Primátor przypadnie do gustu, ale jak dla mnie to jeden z ciekawszych stoutów jakie miałem okazję pić. Przyjemny w smaku i zapachu, orzeźwiający, naprawdę warty spróbowania. Polecam.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

Primátor Weizenbier

kraj: Czechy
browar: Náchod
ekstrakt: 12%; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Zamkowej,
cena: 3,50 PLN

To moje drugie spotkanie z Primátorem Weizenbier i chyba tym razem ostatnie, przynajmniej na jakiś dłuższy czas. Ten pszeniczniak, przez wielu okrzyknięty jednym z najsmaczniejszych, dostępnych w Polsce, jest jak dla mnie bardzo średni i nie miałem specjalnej przyjemności w obcowaniu z nim. W szklance prezentuje się całkiem nieźle. Cieszy oko pomarańczowym kolorem, dobrą mętnością i pianą na dwa palce. Akurat w tym ostatnim nie jest to specjalny wyczyn dla piwa pszenicznego, ale trzeba przyznać, że później utrzymuje się ona praktycznie do samego końca, tak na poziomie jednego centymetra, a wiadomo, że nie wszystkie tego typu piwa mogą się tym pochwalić. Wywąchać z tego weizena można przede wszystkim słodycz, która jest bardzo intensywna i całkowicie dominuje nad owocowymi nutami. Smak jest jak dla mnie największym mankamentem Primátora Weizenbiera. Przede wszystkim wydaje się zbyt wodnite, i to odczuć można już od pierwszego łyka. Słodki, z nutami owocowymi (słodki banan i kwaśne cytrusy), ale w pewnym momencie zaczął mnie wybitnie męczyć swoim chemicznym posmakiem. Nagazowany bardzo dobre, z pewnością pociągnęło smak i wzbogaciło piwo. Wygląd butelki jakoś mi nie leży. Niby jest fajna kolorystyka na etykiecie i sreberko na szyjce, które zawsze mi się podoba, ale od Primátora bije sztuczność. Nie wiem czy to wykończenie czy układ, ale z pewnością nie jest to najpiękniejsza butelka jaką widziały moje oczy.

Primátor Weizenbier mógłby być naprawdę zacnym pszeniczniakiem i z pewnością bym się z nim zaprzyjaźnił, bo cena jest w porównaniu z innymi wielce konkurencyjna, ale niestety... obecność tej "chemii" w smaku mnie totalnie odrzuca. Czkało mi się tym przez cały wieczór. Czytając inne, pełne pochwał i komplementów, opinie w sieci można odnieść wrażenie, że wcześniej to piwo było naprawdę wspaniałe. Na szczęście zawsze można wrócić i się przyjemnie rozczarować, ale na tą chwilę jest wiele innych piw pszenicznych wartych skosztowania (czy po prostu picia), także tego Primatora odstawiam na jakiś dłuższy czas.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 17 września 2009

Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen

kraj: Niemcy
browar: Schlenkerla
ekstrakt: 13,2%; alkohol: 5,2%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne, rauchbier; pasteryzowane
źródło: sklep z piwami regionalnymi na ul. Pomorskiej w Łodzi,
cena: 5,80 PLN

Zacznijmy od tego, że przedwczoraj udało mi się zaliczyć ćwiczenia z którymi bujałem się od stycznia. Postanowiłem to uczcić jakimś wyjątkowym piwem i byłem naszykowany wydać pieniądze na jakiś angielski lub belgijski specjał. Niestety obsługa była totalnie niekumata i niekompetentna, więc zdałem się na głos intuicji i wziąłem piwo stojące po prostu na najwyższej półce. No i trafiłem dobrze, bo na niedrogie, a bardzo ciekawe i smaczne Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen. Jest to pszeniczniak z gatunku rauchbier. "Rauch" po niemiecku oznacza dym. Nazwa napoju wzięła się stąd, że słód jest suszony nad ogniem. Koniecznie musi palić się bukowe drewno, przez co piwo, do którego zostanie użyty słód, nabiera niepowtarzalnego aromatu... bukowego dymu! Rauchbier to gatunek wywodzące się z Frankonii (z miasta Babmberg), a tradycja warzenia sięga XVI wieku. Nie muszę dodawać, że nigdy wcześniej takiego piwa nie piłem, ale to właśnie w eksperymentowaniu jest najlepsze - co chwilę poznaje się nowe smaki!

Tyle wprowadzenia, teraz wrażenia z picia. Piwo nalane do szklanki ma piękny lekko brązowy kolor. Jeżeli miałbym go do czegoś porównywać to do kawy z małym mlekiem. Prezentowało się super, a korona pełnej, gęstej piany wyglądała przepięknie. Nie dość, że była idealna po nalaniu, to nie znikła nawet po pół godziny i utrzymywała się na poziomie ponad jednego centymetra. Na tą chwilę nie piłem piwa równie dobrze prezentującego się pod tym względem! Zapach przywiódł mi na myśl grill... ognisko... albo przede wszystkim bieszczadzki kominek, w którym jednego wieczora rozpaliłem i gdzie robiliśmy sobie kiełbaski. Paliłem właśnie bukowymi szczapami, więc i potrawy, i ubrania, pachniały właśnie jak ten weizen! Podejrzewam, że wielu może to odrzucić, ale mnie pachniało wybornie. A smak? Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen smakuje naprawdę niesamowicie. Jest to pszeniczniak całkowicie różny od tych które piłem do tej pory. Brak tu bananowej czy goździkowej nuty, chociaż pszeniczna słodyczy jest oczywiście obecna. Gdzieś tam nawet przebija się goryczka, ale to wszystko jest zdominowane tą "dymną duszą". To "uwędzone" piwo, mimo iż podczas picia przywodzi na myśl grillowane mięso i kiełbasę z ogniska, jest orzeźwiające. Posmak dymu zostaje w ustach na dość długo. Wysycenie jak dla mnie jednak zdecydowanie za mocne. Nauczony jestem pić weizeny dużymi łykami, ale w tym wypadku było to raczej niemożliwe. No ale nie można mieć wszystkiego, bo świetnie utrzymująca się pianę zawdzięczam właśnie tak mocnemu nagazowaniu. Co do wyglądu butelki to patrzę na nią i się uśmiecham. Browar Schlenkerla zafundował swojemu produktowi naprawdę ładne etykiety. Stylizowane na stary, postrzępiony dokument, z gotyckimi czcionkami i do tego ozdobione odbitą w laku pieczęcią. Butelka wygląda naprawdę fajnie i estetycznie, do tego etykieta zrobiona z głową. Całość oceniam bardzo dobrze.


Aecht Schlenkerla Rauchbier Weizen to pyszne i niesamowicie aromatyczne piwo, ale z pewnością ludziom, którzy piją tylko jasne i lekkie nie przypadnie do gustu. Po pierwsze weizen po drugie rauchbier. Myślę, że to może odstraszyć. Moja mama nawet nie chciała spróbować. Inna rzecz w tym, że nie wyobrażam sobie wypić jednego wieczoru więcej niż jedno takie piwo, czy nawet jakoś często do niego wracać. Ta wyjątkowość, te niesamowite smakowe doznania, sprawdzają się jedynie w przypadku jednej szklanki. Przy kolejnych byłoby chyba męczące, przynajmniej dla mnie.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

poniedziałek, 14 września 2009

Książęce

kraj: Polska
browar: Tyskie
ekstrakt: 12%; alkohol: 5,7%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; pasteryzowane
źródło: sklep monopolowy Juvena w Przemyślu
cena: 2,60 PLN

To już ostatnie piwo przywiezione z wakacyjnych wojaży. Książęce (wcześniej znane pod nazwą Tyskie Książęce) zobaczyłem po raz pierwszy w te wakacje, w jednym ze sklepów monopolowych obok rynku w Przemyślu. Wszedłem tam w poszukiwaniu jakiegoś regionalnego piwa, wyszedłem z "koncerniakiem", chociaż cholernie nietypowym, bo chyba nie do dostania w centralnej Polsce (nawet w dużych hipermarketach go nie ma). Generalnie jestem trochę zawiedziony. Spodziewałem się, że tak jak w przypadku Lecha Premium i Lecha Pilsa, produkt mniej znany okaże się smaczniejszy od tego promowanego. Początkowo Książęce sprawia rzeczywiście wrażenie ciekawszego od Tyskiego Gronie, ale ostatecznie ciężko mi stwierdzić czy takie jest naprawdę. Wyglądem butelki nie powala. Jest chyba gorzej niż w przypadku drugiego tyskiego piwa, nie mówiąc już o tym, że kiedyś Książęce wyglądało zdecydowanie lepiej. Piwo ma kolor jasnego złota (słomkowy, jak to sobie wczoraj przypomniałem) i piękną, bielutką pianę, która wygląda jak korona. Nie można mu niczego pod tym względem zarzucić - dobrze wyglądający jasny pils. Okazuje się, że również z zapachem jest okej. Jest bardzo delikatny. Wyczuć można trochę słodu, trochę chmielu, ale to wszystko w bardzo niewielkich ilościach. W pierwszych łykach mamy do czynienia z miłą i równie delikatną (a jak!) goryczką. Nie przebija się w ogóle słód. I mogłoby być super, ale im bliżej dna tym bardziej mi piwo mniej smaczne. Z każdym łykiem było coraz bardziej kwaśne, ta lekkuchna gorycz zostaje całkowicie przyćmiona. Także nawet w dobrym nagazowaniu tego piwa nie znajdzie się pociechy. Końcówka już porządnie męczyła.

Do niedawna Lecha Pilsa spotkać u mnie w mieście było praktycznie niemożliwe. Obecnie trafić można na niego w kilku miejscach. Jeżeli podobnie będzie z Książęcym, jeżeli wprowadzą je do sklepów i hipermarketów, to z pewnością kupię by przekonać się czy przypadkiem ta kwaśność nie była odosobnionym przypadkiem tego warzenia. Naprawdę, pierwsze łyki zapowiadały mi kapitalnego pilsa i z ciężkim sercem piszę, że ostatecznie mi to piwo nie smakowało.

Krušovice Mušketýr

kraj: Czechy
browar: Krušovice
ekstrakt: 10%; alkohol: 4,5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: import

W lipcu pisałem o Krušovice Imperial - prezencie z wakacji, który przywiozła mi mama. Dzisiaj będzie o piwku, które przywiozłem sobie ze swoich wakacji - będzie o Krušovice Mušketýr. Wizualnie '10' z Krušovic prezentuje się gorzej. Design zmieniono w tym roku, poszli w stronę która zupełnie mi się nie podoba. Nie dość, że jest brzydsze od Imperiala, to jest również brzydsze od tego co było przed rokiem. Pierwsze co rzuca się w oczy, to pozbycie się, tego charakterystycznego sreberka na szyjce. Wymienili również etykietę. Muszkieter wygląda zdecydowanie mniej dostojnie. Kolorystyka jakaś taka strasznie typowa, całkowicie straciła swoją wcześniejszą niepowtarzalność. Gdybym nie wiedział do jakich butelek wcześniej lano to piwo (zdjęcie starego designu wrzucam poniżej) pewnie nawet by mi się podobało, jednak teraz jestem na nie.

Na całe szczęście Krušovice Mušketýr to smaczne piwo. Pierwsze wrażenie po nalaniu do szklanki jak najbardziej na plus. Piękny kolor ciemnego złota, niby tylko 10 w ekstrakcie, a wygląda na więcej. Piana taka jak powinna być, utworzyła się ładna czapa, która chociaż później opadała coraz bardziej, to jednak cały czas tworzyła kilkumilimetrowy kożuch - naprawdę bardzo miłe zaskoczenie. Z zapachem jak dla mnie trochę gorzej. Ledwie wyczuwalne nuty chmielowe, a do tego przy pierwszym "niuchaniu" poczułem nieprzyjemną woń butwiejącego drewna - tak jednorazowo na szczęście. W smaku jest zdecydowanie lepiej. Pierwsze i nieprzemijające wrażenie to bardzo wyraźna goryczka. Z czasem wydaje się być bardziej delikatna, momentami już się jej nawet tak bardzo nie czuje, ale pierwsze kilka łyków to właśnie ta miła gorycz. W miarę ubywania płynu w szklance miałem wrażenie, że piwko jest trochę wodnite. Były też momenty, że Mušketýr przypominał mi Pilsnera Urquella, zdecydowanie delikatniejszego, ale gdzieś tam te piwa mają podobną nutę smakową. Wysycenie jak dla mnie do poprawienia. Było minimalnie za słabe, aż prosiło się o więcej bąbelków.

To jedna z najsmaczniejszych dziesiątek jakie piłem, piwo warte uwagi. Lekkie i orzeźwiające.
Mimo tych kilku uwag jest przyjemne w odbiorze i dobrze się je pije.


Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

poniedziałek, 7 września 2009

Black Boss Porter

kraj: Polska
browar: BOSS Browar Witnica
ekstrakt: 18,1%; alkohol: 8,5%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: porter bałtycki; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego
cena: ponad 4 PLN

Czym jest dokładnie porter bałtycki można sobie przeczytać np. na Wikipedii lub na All About Beer. Na szybko tylko wyjaśnię, że porter angielski to piwo pochodzące z górnej fermentacji, natomiast porter bałtycki, który jest lany w kilku polskich browarach, jest gatunkiem o około 100 lat młodszym i wytwarza się go w fermentacji dolnej. Black Boss jest właśnie takim porterem bałtyckim produkowanym przez browar w Witnicy.

Nalany do szklanki Black Boss jest bardzo ciemny, jednak do smolistej czerni trochę mu brakuje. Gdy się na niego patrzy pod światło widać rubinowe refleksy. Ładny kolor. Zawiodła mnie niestety dość mocno piana. Po pierwsze wyobrażałem sobie jednak gruby, gęsty kożuch, po drugie myślałem że utrzyma się chociaż przez kilka minut (jak w stoutach). Było oczywiście odwrotnie - zniknęła chyba po niecałej minucie i nawet po nalaniu nie prezentowała się zbyt okazale. Najmocniejszą stroną Black Bossa jest jednak smak. Goryczkowy, z bardzo dominującym palonym słodem i lekkim, kwaśnym akcentem. To cholernie mocne piwo - 8,5%, ale alkohol nie przebija w żadnym momencie, nawet minimalnie. Wadą, jak dla mnie, jest nadmierne nagazowanie tego piwa. W pewnym momencie aż mnie zmęczyło. Tak sobie myślę, że właśnie stąd ten ledwie wyczuwalny kwaskowy posmak. Butelka wyglądałaby pewnie ładnie, ale ciężko mi to stwierdzić, gdyż etykieta była całkowicie zniszczona. Na pewno całość jest mądrze utrzymana w minimalistycznej konwencji i to wyróżnia to piwo na półkach, bo zawsze rzuca się w oczy.

Podsumowując: Black Boss to kopiące piwo o ciekawym, bogaty smaku, które niestety powoduje kaca (w moim przypadku po jednej butelce). Ale do niego wrócę! Tym razem notka niestety bez zdjęcia domowej roboty.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:
Related Posts with Thumbnails