niedziela, 30 października 2011

Namysłów Niepasteryzowane


kraj: Polska
browar: Namysłów
ekstrakt: nie podano; alkohol: 6,0%;
butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: około 3 PLN

To moje pierwsze spotkanie z piwem z namysłowskiego browaru. Jakoś wcześniej nigdy nie udało mi się nawet spotkać w sklepach ich produktów. W połowie października zaczęło się pojawiać i te kilka skrzynek schodziło na pniu. Czy Namysłów Niepasteryzowane jest naprawdę tak smaczny czy zadziałało świetne opakowanie i marketing? 

Kolor ma typowy przedstawiciel lagerów - jasnozłoty, klarowny. Bez rewelacji. Piwo pieniło się ładnie, utworzyła mi się porządna czapa białej, lekko złamanej szarością, piany. Składała się ze średnich pęcherzyków i niestety opadła zadziwiająco szybko. Osiadła na ściankach szklanki, utworzyła obrączkę i cieniutką warstewkę. Zapach delikatny, słodowy. Piwo które piłem miało jeszcze 14 dni do końca terminu ważności. W smaku było słodowe z dodatkiem delikatnej kwasowości i słabą goryczką. Gdzieś w tle dobrze ukrywał się smak skórki od chleba (za to duży plus). Odniosłem takie mylne wrażenie na początku, że piwo jest orzeźwiające i lekkie, ale w trakcie picia zrobił się trochę przyciężkawe i je męczyłem. Ostatnie łyki uprzykrzył mi również alkoholowy posmak. Wysycenie było dość wysokie i takie jest do końca, początkowo wydawało się nieprzesadzone, ale od płowy naprawdę przeszkadzało mi w konsumpcji. 

Co rzuca się w oczy to bardzo dopracowane opakowanie. Mamy świetną kolorystykę etykiet, które nie dość że stylizowane na retro są jeszcze świetnie powycinane. Browar zaserwował również dedykowany kapsel i kartonik na szyjkę, który wydaje się może zbędnym bajerem, ale naprawdę zwraca uwagę klienta. Jestem zachwycony kształtem i designem głównej etykiety. Świetna czcionka, świetna rycina. Chwali się również, że Browar Namysłów zrobił własne butelki zwrotnymi. Zazwyczaj jak polski browar decyduje się na tłoczenie na szkle to już opakowanie robi się jednorazowe. Jedyny minus to brak informacji na temat ekstraktu.

Namysłów Niepasteryzowane mnie nie urzekł, ale ostatnio raczej mało który lager mnie zachwyca. Wydaje się trochę za nudny. Brakowało mi jakiegoś wyróżnika, większego pazura. Był też trochę przyciężkawy. Niemniej jednak na tle wielu piw niepasteryzowanych, które pojawiły się na rynku w ciągu ostatniego roku wypada dobrze. Jest to z pewnością piwo, które może smakować. Dobre do picia w większych ilościach. Chyba.  

sobota, 22 października 2011

Cornelius Grejpfrut


kraj: Polska
browar: Cornelius / Sulimar
ekstrakt: 13 (piwa bazowego); alkohol: 3,0%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane, pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,10 PLN

Próbowania piotrkowskich nowości ciąg dalszy. W przypadku Cornelius Grejpfrut mamy do czynienia z produktem, z którym wybitnie zaspano. Wydaje się, że porą idealną dla piw z sokiem owocowym jest lato. I chociaż w tym roku tych ciepłych dni brakowało, mało było okazji, by się takim grejpfrutowym piwkiem chłodzić to i tak zupełnie nie rozumiem dlaczego zdecydowano się wprowadzać je na rynek akurat jesienią? 

Ten Cornelius po przelaniu do szklanki cieszy oczy pomarańczowym kolorem. Jest mętny, na dnie butelki mamy sporo osadu. Piana jak na pszeniczne jest raczej słaba. Mało okazała, pełna dziur, opada w chwilę. Na piwie zostaje tylko skromna obwódka i trochę kry. Zapach grejpfrutów uderza zaraz po otwarciu butelki. Po przelaniu jest bardzo intensywny i całkowicie dominuje. Nie udało mi się wyczuć nic innego. W smaku również nie ma nic poza grejpfrutem. Piwo jest bardzo kwaśne (i jest to kwasota pochodzenia cytrusowego, a nie z popsutego piwa) z delikatną goryczką w końcówce łyku. O dziwo posmak jaki zostaje w ustach jest słodki.... grejpfrutowo-słodki. Typowych dla pszenicy smaczków brak. Wysycenie bardzo mocne. Zdarzało się, że po większym łyku stawały mi w oczach łzy.

Opakowanie oceniam bardzo wysoko. Świetnie dobrane kolory, dobrze użyte srebro. Butelka przyciąga wzrok i jest bardzo estetyczna. Mało czytelna kontra (czarne litery są trochę zlewają się  na prążkowanym tle) jest pierwszym elementem do którego można się przyczepić. Drugim jest przekłamanie z 13% ekstraktem. Jak dobrze zauważył Bartek ze Smaków Piwa, browar podaje ekstrakt piwa, które stanowiło bazę.

Cornelius Grejpfrut oceniam bardzo pozytywnie, chociaż absolutnie nie przypomina w smaku piwa. To świetny bazujący na piwie napój grejpfrutowy. Jeżeli ktoś lubi kwaśne cytrusy to powinien po niego sięgnąć. Jest orzeźwiający i bardzo smaczny. Szkoda tylko, że nie pojawił się w sklepach pół roku temu. 

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:


czwartek, 20 października 2011

Cornelius Ciemny Pszeniczny


kraj: Polska
browar: Cornelius / Sulimar
ekstrakt: 12,5; alkohol: 5,0%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,30 PLN

Dzisiaj wzięła mnie po raz kolejny na piwo pszeniczne. Skusiłem się, więc na ciemnego brata mojej ulubionego polskiego hefe weizena - Cornelius Weizen Bier. Dzisiaj na tapecie mamy Cornelius Ciemny Pszeniczny.

Piwo jest mętne, kolor to jasny brąz... wchodzący w barwę kompotu z suszu. Piana średniopęcherzykowa, przybrudzona na beż i jak na pszenicę to bardzo nietrwała. Osadza się na szkle, ale w trzy minuty opada do cieniutkiej warstewki. W zapachu  dominuje bananowa słodycz,  w tle czuć lekką kwasowość. Poza tym jest też zapach karmelu, pszenicy i drożdży. Piwo jest gęste, lekko oleiste. Jestem raczej rozczarowany, gdyż bardzo mało tutaj typowo pszenicznych smaków. Piwo pozbawione jest słodyczy. Nie wyczujemy również goździków. Jest duża kwasowość, ale nie taka klasyczna, cytrusowa. Absolutnie mi nie przypadła do gustu. Są wyczuwalne dość wyraźnie palenie, karmel i przede wszystkim drożdże. Lekka goryczka wyczuwalna na początku, później całkowicie zanika. O ile jeszcze z początku piwo może się podobać, o tyle po ogrzaniu jest coraz to gorzej i ostatecznie nie potrafię wystawić mu pozytywnej oceny. Stało się dziwnie kwaśne i jest to taka kwasowość, która przywodzi na myśl, że coś poszło przy warzeniu nie tak. Wysycenie raczej dobre, ale również siada w końcówce.

Opakowanie bardzo estetyczne, ale jak na mój gust kolorystyka jakoś nie gra. Możliwe, że przeszkadza mi to, że jest zbyt bogato? Na głównej kontrze podkreślono, że jest to piwo górnej fermentacji, na kontrze mamy komplet informacji - za to duży plus.

Cornelius Ciemny Pszeniczny to dla mnie spore rozczarowanie. Spodziewałem się dużo, a dostałem piwo, które jest dla mnie ledwo wypijalne. Za dużo ciemnej pszenicy na polskim rynku nie mamy, dla mnie i dla wielu będzie to z pewnością pierwsza ciemna polska pszenica (nawet nie wiem czy wcześniej się ktoś pokusił ją warzyć), a tutaj tak duża wtopa. Obawiam się, że nawet nie tylko przeciętny konsument może się tą jedną butelką zrazić. 


Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 14 października 2011

Schöfferhofer Hefeweizen


kraj: Niemcy
browar: Binding Brauerei
ekstrakt: 11,6; alkohol: 5%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; pasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 5,69 PLN

Przyszły jesienne słoty, a mnie zamiast na portery, wzięło na pszeniczniaki. Miałem ochotę na coś czego jeszcze nie piłem, a że nie chciałem ryzykować, postawiłem na Niemcy. 

Schöfferhofer Hefeweizen, bo o nim będzie dzisiaj mowa po przelaniu do szklanki prezentuje się wspaniale. Klasyczne jasne piwo pszeniczne. Ma ciemnożółty kolor i jest prawidłowo mętne. Prawdziwą ucztę dla oka stanowi piana. Nalało mi się z porządną czapą. Jest bielutka, gęsta, kremowa, drobnoziarnista ze skłonnościami do dziur i osadza się na szkle. Kolejny jej atut że utrzymuje się do samego końca! W zapachu, który jest dość intensywny, wyraźnie można wyczuć goździki i cytrusy. W smaku natomiast bardzo pozytywne wrażenie robią, dość mocno zaznaczone jak na ten styl, chmielowe smaczki. Poza tym Schöfferhofer jest raczej wyważonym piwem. Czułem przede wszystkim pszenicę, ale obecne są również nuty owocowe z bananową dominacją w połowie i cytrusowym prymatem w końcówce. Każdy łyk dopełnia delikatna, ale wyraźnie wyczuwalna goryczka. Wysycenie nie przesadzone, pod koniec nawet słabe, ale przyjemnie szczypie w język i zupełnie nie przeszkadza w konsumpcji.

Opakowanie oceniam bardzo na plus. Butelkę zdobi komplet pomarańczowych etykiet (a ja uwielbiam kolor pomarańczowy) ze złotymi elementami. Bardzo ładne czcionki (tu nie ma co się dziwić Peter Schöffer, jego podobizna znajduje się w centralnym miejscu na etykiecie, był drukarzem) i raczej skromne ozdoby, powodują że etykiety są czytelne i schludne. Na kontrze informacje w kilku językach, w tym w polskim, ale trochę dziwi brak kompleksowych informacji (chociażby ekstrakt podano tylko po Rosyjsku). No i bardzo ładny, złoto-pomarańczowy kapsel..

Bardzo ciekawy pszeniczniak ze względu na swoją goryczkę, która wpasowuje się idealnie. Orzeźwiający, lekki, a przy tym treściwy i bardzo smaczny. Jedno z lepszych piw pszenicznych jakie piłem. Musicie koniecznie spróbować!

niedziela, 9 października 2011

Wexford Irish Cream Ale


kraj: Anglia
browar: Greene King
ekstrakt: b/d; alkohol: 5%; puszka z widgetem 0,440 l
typ: półciemne; rodzaj: ale; pasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 5,69 PLN

Dość niska, jak na angielskie piwo, cena, widget i bardzo pozytywne recenzje na piwnych blogach spowodowały, że podczas ostatnich zakupów w Piotrze i Pawle włożyłem puszkę Wexford Irish Cream Ale do koszyka. Wexford to miasto w południowo-wschodniej części Irlandii (widać nie tylko w Polsce irlandzkie piwa mają nazwy od irlandzkich miast). Wygląd puszki (zieleń, czcionki) przywodzi na myśl Irlandię - piwo jednak produkowane jest w Anglii. 

Wexford ma kolor ciemno miedziany wchodzący w rejony mocnej herbaty. Jest klarowne. Piana dzięki azotowej kulce jest wspaniała. Podczas nalewania możemy obserwować jak piana tworzy się w szklance i był to niesamowity widok Pierwszy raz miałem okazję nalewać piwo z puszki z widgetem. Gdy już się piana wytworzy mamy gęstą, zbitą, ponad centymetrową warstwę, którą można nabierać na palec jak śmietanę. Jest koloru jasnokremowego z odcieniem różu. I w ogóle nie opada! Oblepia ścianki i zostaje w szklance do ostatniego łyka. Zapach jest słodki z wyraźnymi akcentami owocowymi i nutami toffi. Osobiście czułem przede wszystkim truskawki i poziomki. Bardzo przyjemna woń, ale i bardzo myląca. Poniuchałem sobie piwa i zostałem całkowicie zaskoczony pierwszym łykiem. Przyznam się szczerze, że Wexford mnie nie powalił, ale kilka kolejnych wypadło dużo lepiej i ostatecznie wypada bardzo dobrze. Gdy już ustach mamy pierwszy łyk musimy być przygotowani na mieszankę owocowej kwasowości z dodatkiem toffi i goryczki z wyczuwalnym chmielowym smaczkiem i lekkim dymieniem. Ta pierwsza wiedzie prym i jak dla mnie to są przede wszystkim truskawki. Goryczka natomiast trochę przypomina tą, którą wyczuwamy w gorzkiej herbacie. Nie jest natarczywa, zostawia w ustach przyjemny posmak. Wysycenie niskie, ale tego można się akurat spodziewać - azotowa kulka tworzy imponującą pianę, ale powoduje obniżenie zawartość dwutlenku węgla w samym piwie.

O puszce już trochę wspomniałem. Mamy stylizację na Irlandię. Czcionka, zieleń - daje to przyjemny efekt, chociaż trudno oprzeć się wrażeniu, że jest trochę za bardzo naćkane. Na plus jednak trzeba liczyć ilość informacji: przygotowana przez marketingowców historia, opis piwa i sposób podania. 

Wexford Irish Cream Ale to ciekawe doznanie. Piwo o ciekawej i bogatej gamie smaków, które dzięki przystępnej cenie jest dostępne dla większości konsumentów. Polecam się z nim zapoznać, chociażby dlatego, żeby zobaczyć czego nie doświadczamy w Polskich piwach. Ja pewnie do niego nie jeden raz wrócę.

sobota, 8 października 2011

Żubr Ciemnozłoty

kraj: Polska
browar: Lech (Kompania Piwowarska)
ekstrakt: 15; alkohol: 6,9%; puszka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: 2,89 PLN

Żubra Ciemnozłotego opisano już na większości tematycznych blogów. Sam próbowałem go przed dwoma tygodniami, ale tak się złożyło, że tak jak w przypadku 80% pitych przeze mnie piw, nie spisałem swoich przemyśleń. Zaczęły się na szczęście chłodniejsze dni, mam wolne popołudnie, więc Czas to naprawić.

Piwo ma w kuflu kolor miedziany, jest klarowne. Piana lekko przybrudzona, po nalaniu obfita, ale o nieregularnej strukturze pełnej dziur. Utrzymuje się krótko. Zredukowała się do symbolicznego pierścienia w czasie poniżej pięciu minut. W zapachu Żubr jest przede wszystkim słodowy. Delikatnie zaakcentowano lekko owocowy zapaszek i alkohol. To niestety mało porywający zapach. W smaku jest okej, ale szału nie ma. Piwo jest lekko kwaśne, lekko owocowe, ale pozbawione słodyczy.W końcówce każdego łyku pojawia się wyraźna goryczka i szczypiący w język alkohol. Trochę płaskie. Przeszkadzało mi za wysokie wysycenie. Alkohol jest jak na mój gust na odpowiednim poziomie. Przyjemnie grzeje, a podczas picia nie odrzuca. Tego Żubra sączyłem sobie ponad godzinę i po lekkim ogrzaniu wypadał najlepiej. Zaskakujące jest to, że mamy w tym przypadku do czynienia z piwem nie produkowanym za pomocą metody HGB. Żubr Ciemnozłoty jest rzekomo normalnie uwarzonym mocnym lagerem. Nie wiem ile w tym prawdy. Mogę jednak zapewnić, że jest o wiele smaczniejszy niż jego normalna, nielimitowana wersja.

Puszka jest estetyczna, utrzymana w brązowo złotej kolorystyce. Mam słabość do żubrów (zwierząt, a nie piw), także i ten tutaj mi się strasznie podoba. Wkurza mnie w koncernach brak informacji, gdzie konkretnie uwarzono, trzeba patrzeć na ten numerek na spodzie puszki i odszyfrowywać, że pochodzi z Poznania (albo z Białegostoku). 

Czy jest sens żeby wprowadzać Żubra Ciemnozłotego na stałe do piwnego portfolio KP? Uważam, że tak. Jest to dość smaczny strong. W porównaniu z ostatnio konsumowanym przeze mnie Piwem Marcowym z Browaru Kormoran wypada słabiej, ale źle nie jest. KP mogłaby pójść za ciosem i zrobić całą rodzinę. Ciemnego Żubra ochrzciliby Żubrem Brunatnym i moglibyśmy mieć dostępnego w całej Polsce koncernowego ciemniaka. Myślę, że wpłynęłoby to korzystnie na skostniały sektor piw koncernowych.

czwartek, 29 września 2011

Piwo Marcowe

kraj: Polska
browar: Kormoran
ekstrakt: 14,5 ; alkohol: 7,2%;
butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: marcowe; pasteryzowane
źródło: Browar Kormoran

Ostatnimi dniami, piwni blogerzy (i podcaster) znad Wisły zostali w bardzo miły sposób docenieni. Z okazji premiery najnowszego piwa Browaru Kormoran obdarował nas skrzyneczkami z tym trunkiem. Piwo Marcowe to z pewnością jedno z ważniejszych piwnych wydarzeń tej jesieni.

Przypomnę to, co napisałem przed dwoma laty na temat tego stylu. Jest to dość mocne (powyżej 5,5%) piwo sezonowe dolnej fermentacji, produkowane wiosną (najczęściej w marcu - stąd jego nazwa) z ostatnich zapasów zeszłorocznego słodu. Dojrzewa sobie, aż do października (jest mocniejsze właśnie dlatego żeby "przetrwało" lato). Znane jest też pod nazwą Oktoberfestbier i pochodzi z Niemiec, gdzie jest najbardziej popularne. Najbogatszą tradycję w produkowaniu tego stylu zdaje się mieć browar Żywiec, który warzył je od XIX wieku do wybuchu II Wojny Światowej, a po wyzwoleniu do końca lat 80tych.

Marcowe z Kormorana nalałem sobie do kufla - tak jak powinno się moim zdaniem pić piwa tego stylu. Prezentowało się wyśmienicie. Barwę ma ciemnobursztynową i jest klarowne. Piana dość trwała. Zaraz po nalaniu utworzyła się czapa w kolorze przybrudzonej bieli i o zróżnicowanej strukturze. Powoli redukowała się do kożuszka, który znowu utrzymywał mi się do samego końca. Zapach zdecydowanie słodowy z wyraźnym aromatem karmelowo-kawowym. Kojarzy się z jakąś kawową praliną. Jak ktoś lubi takie czekoladki to z pewnością mu Marcowe podejdzie. Jeżeli chodzi o smak to zostałem bardzo przyjemnie zaskoczony. Obawiałem się, że będzie dużo bardziej słodkie. Na szczęście Piwo Marcowe takim ulepkiem nie zrobili. Jest delikatnie słodowe, lekko kawowe i odrobinę karmelowe (czuć minimalnie słodycz), z wytrawnym, alkoholowym, cierpkim finiszem. Całość dopełnia porządne wysycenie - bąbelki przyjemnie drapią w gardło, w czasie, gdy alkohol rozgrzewa od środka.

Etykiety w gustownej kolorystyce czerni, złota i bordo - metalik. Ilustracja bardzo ładna, utrzymująca odwołujący się do tradycji styl piw BK. Drugą sprawą jest skrzyneczka, w której przyjechały trzy butelki Marcowego - jest ona po prostu świetna! Częściowo możecie ją obejrzeć na zdjęciu. W środku był jeszcze otwieracz i ulotka.

Tak się składa, że umieszczam recenzję jako jeden z ostatnich blogerów, więc chcąc nie chcąc, spojrzałem na to co napisali koledzy. Wszystkim bez wyjątku przeszkadza wysoki poziom alkoholu. Mnie natomiast absolutnie to nie przeszkadzało. Tak się składa, że brakuje nam w Polsce dobrych mocnych piw. Brakowało mi jednak goryczki. Nie jakiejś mocnej, ale chociaż lekko zaakcentowanej. 

Marcowe z Kormorana jest smacznym, godnym polecenia mocnym piwem, ale trzeba dodać, że również i wymagającym. Ludzie, którzy na smak alkoholu w piwie krzyczą "spirytusowane" powinni się go raczej wystrzegać. Cała reszta - szukajcie go w pubach i na sklepowych półkach!

Chciałem podziękować Browarowi Kormoran, Markowi Dominiakowi i wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że te egzemplarze recenzenckie trafiły do Nas, blogerów. Bardzo miły gest. Wasze zdrowie, cheers!


Więcej o Piwie Marcowym i innych produktach BK na: www.BrowarKormoran.pl i stronie w serwisie Facebook.


Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 23 września 2011

Amstel Pilsener


kraj: Holandia
browar: Heineken
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5%;
butelka 0,3 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; pasteryzowane,
źródło: prezent

Przez lata największą piwną enigmą był dla mnie właśnie Amstel. Będąc jeszcze w podstawówce widziałem jego reklamy podczas meczy Ligi Mistrzów. Później, gdy bliscy i znajomi wracali z Grecji, opowiadali mi, że tam Amstel jest najpopularniejszą marką i że jest to super piwo. Przez dekadę szukałem go bezskutecznie w polskich hipermarketach i w końcu dałem za wygraną (a okazuje się, że pojawiło się w Almie). W tym roku dostałem 4 buteleczki w prezencie od znajomego, który pracuje w Holandii. Miałem przeczucie, że będzie kicha. Gdzieś tam w ciągu ostatnich lat pojawiło się przekonanie, że to tylko koncerniak i raczej dobry na pewno nie jest. Okazało się, że nie jest źle. 

Kolor jasnego złota. Piana drobnoziarnista. Bardzo skromna, szybko się redukuje, ale zostawia po sobie ładny ślady na szkle. Zapach przyjemny, słodowy z lekkimi nutami chmielowymi. Piwo tak średnio treściwe. Nie wodnite, ale jak dla mnie mogłoby mieć ciut więcej w ekstrakcie. Na pewno wyszłoby mu na zdrowie mieć większego pazura, ale zdaję sobie sprawę do kogo to jest kierowane. Amstel to piwo słodowe z lekką goryczką, wyczuwalnym chmielem w posmaku i muśnięciem owocowej słodyczy w końcówce. Ma przyjemny i orzeźwiający smak. Wysycenie mocne - przy każdym łyku bąbelki szczypią w język

Buteleczka zwrotna (!) 0,3 l wygląda okej. Na krawatce i etykiecie głównej mamy bardzo ładne logo Amstela, a pod nim tarczę w kolorach naszej narodowej fagi. Dominuje biel i czerwień z lekkimi złotymi akcentami (to takie przybrudzone złoto, które czasem kojarzy mi się z rozgotowaną zieleniną z zupy). Na kontrze bardzo niewiele informacji... wszystko po holendersku. Także w kwestii opakowania jest raczej średnio.

Amstel jak na koncernowe piwo wypada pozytywnie. Zaskakująco smaczne i lekkie. Wydaje się być idealnym do picia, podczas weekendowego wypadu do pubu, w ilości kilku kufli. Mam wrażenie, że jest lepsze od Heinekena (od tego polskiego to już na pewno) i wielka szkoda, że nie zdecydowano się z nim wejść na polski rynek.

piątek, 16 września 2011

Cuvée des Trolls

kraj: Belgia
browar: Dubuisson Brewer
ekstrakt: nie podano; alkohol: 7%;
butelka 0,25 l
typ: jasne; rodzaj: ale; pasteryzowane,
źródło: Kraina Piwa, Toruń,
cena: 7 PLN

Cuvée des Trolls było jednym z piw na które skusiłem się w toruńskiej Krainie Piwa - ostatnim, które pokusiłem się sfotografować i opisać podczas tego krótkiego sierpniowego wypadu. Powiem szczerze, nie powaliło mnie.

Piana bardzo kiepska. Przypominała taką jaką mamy w orażadach. Była szarawa, opadała błyskawicznie, zredukowała się do zera. Piwo było koloru miodowo-żółtego. Nie do końca mętne z widocznym osadem. Trolls było lekko oleiste. Zapach słodowy, lekko kwiatowy z mocnym akcentem cytrusowym, który bierze się ze skórki pomarańczy dodawanej podczas warzenia piwa. W smaku również wyczuć można kwasowość, ale oprócz tego jest w tym piwie coś mdłego, co mnie osobiście męczyło. Wyraźnie czuć alkohol, co się wg mnie w ogóle nie komponuje. Trolle ratuje średnio intensywna, ale na szczęście obecna goryczka i bardzo wysokie wysycenie. 

Urzekła mnie natomiast etykieta. Nie wiem czy to dobrze widać (chociaż zdjęcie bez porównania lepsze od tych, do których Was pewnie przyzwyczaiłem), ale w tej wyrwie, z wyskakującym trollem w kapeluszu z chmielowej szyszki stoi cała horda tych cwaniaków. Ten trollowy design kojarzy mi się z filmami fantasy z lat 80tych ("Labirytn" i "Dark Cristal") - bardzo duży plus, bo uwielbiam taki styl. Świetnie wpasowuje się w to również liternictwo. Kontra zawiera całkiem sporo informacji, jednak próżno szukać informacji o ekstrakcie. Na stronie internetowej również nie udało mi się jej znaleźć.

Podsumowując... piwo przeciętne w smaku. Ze względu na wysokie wymagania raczej rozczarowujące. Trochę męczące, ale muszę przyznać że te cytrusowe nuty wypadły ciekawie.

niedziela, 4 września 2011

Viva Hel

kraj: Polska
browar: Gościszewo
ekstrakt: 12,5; alkohol: 5,5 %; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: Kraina Piwa, Toruń
cena: 6,00 PLN

W czasie sierpniowego wypadu do Torunia, koleżanka pokazała nam bardzo przyjemny lokal - Krainę Piwa. Kilka kranów z rotacyjnym piwem, kilkadziesiąt piw butelkowanych, dość przyjemny wystrój i ogródek. Podczas pierwszych odwiedzin skusiłem się na pszeniczniaka, którego do tej pory nie dane mi było spotkać na sklepowych półkach okolicznych sklepów. Wakacyjne wspomnienie - Viva Hel z Browaru Gościszewo.

Gdy zamawiałem piwo, nie myślałem o spisaniu recenzji. Poprosiłem o przelanie piwa do szklanki, także na zdjęciu brakuje butelki i z oczywistych względów muszę pominąć część o opakowaniu. Druga sprawa to użyta przy zdjęciu lampa, przez którą mamy przekłamane kolory (musieliśmy wypić piwo w środku, bo ogródek był pełen). 

Viva Hel było żółte, mętne. Piana biała, gęsta, zbita, ale średnio trwała. Piwo pachniało cytrusami. Przyjemnie, ale dla mnie troszkę płasko Zapach pozbawiony był aromatu bananów i goździków, nie wyniuchałem też nut zbożowych - taki jednowymiarowy. Pierwszy łyk i jedyne co czuć to cytrusową kwasowość. Później daje o sobie znać lekka kwiatowość i taki trochę apteczny smak, jaki czasem można trafić w pszeniczniakach. Wysycenie mocne, tak jak powinno być.

Piwo było smaczne, ale to nie jest do końca to, co lubię w piwach pszenicznych. Brakowało goździków i bananów. Nic nie łamało mi tej kwasoty, która chociaż przyjemna i orzeźwiająca, wydawała mi się zbyt jednostajna. Nie było źle..., ale nie znalazłem tam nic, co spowodowałoby chęć sięgnięcia po to piwo kolejny raz.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

niedziela, 7 sierpnia 2011

Atak Chmielu

kraj: Polska
browar: Pinta / Na Jurze
ekstrakt: 15,1; alkohol: 6,1%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: ale; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego
cena: 6,50 PLN

Kolejne piwo z browaru kontraktowego Pinta. Tym razem na tapecie równie słabo znany w Polsce styl. American IPA, bo o nim mowa, charakteryzuje się bardzo dużą, złożoną goryczką. Chodzi o Atak Chmielu i nie bez podstaw nazywa się je najlepszym polskim piwem.Uwarzono jest z czterech słodów Weyermann: pale ale, melanoidynowy, Carahell, Carapils i czterech amerykańskich odmian chmielu: Citra, Simcoe, Cascade, Amarillo. Czuć to w każdym łyku. Drugiego takiego polskiego piwa po prostu nie ma.

Piwo jest koloru miedzianego, pod światło wchodzące w taką herbacianą czerwień, klarowne. Piana niezbyt imponująca. Struktura mieszana - drobne, średnie i duże pęcherzyki, kolor szarawy. Zredukowała się dość szybko to grubej obwódki, osiadała na szkle. Zapach to przede wszystkim aromaty chmielowe. Ja czuję w nim przede wszystkim chmielową cytrusowość i dużą żywiczność. Gdzieś w tle majaczy jeszcze jakaś owocowa słodycz, której nie jestem w stanie rozpoznać. Jest to bardzo intensywny, nawet lekko drapiący w nos zapach i nie ma co ukrywać - jest wyborny! Atak Chmielu to niebo w gębie dla wszystkich miłośników goryczki w piwie. Jest ona mocna, wyrazista i utrzymuje się bardzo długo. Lekko cytrusowa z dodatkami ziołowymi, przechodzi w coś co mnie osobiście kojarzy się z rozgryzioną pestką pomarańczy. Ta końcówka w każdym łyku jest nawet lekko cierpka. Z czasem człowiek się przyzwyczaja, wydaje się, że pod koniec wyczuć można nawet lekko zbożowy smaczek. Jednakże ta cytrusowo-pestkowa goryczka towarzyszy nam do końca, a nawet kilka minut później. Piwo charakteryzuje się niskim wysyceniem - nie jestem entuzjastą takich piw, ale nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

Atak Chmielu nalano do butelki NRW. Goły kapsel i jedna etykiet. I chociaż ocieka ona informacjami, to jednak podoba mi się zdecydowanie mniej niż ta z Odsieczy Wiedeńskiej. To za sprawą dwóch rzeczy... dziewczyna Pinty od pasa w dół jest po prostu fatalnie narysowana. Uda ma grubsze niż talię, na dodatek biodra tak szerokie, że jedyny przymiotnik jaki mi przychodzi do głowy to... "monstrualne". Druga rzecz to okropna plansza celu z szyszkami chmielu. O dziwu czcionka, którą napisano "Atak Chmielu" wypada zajebiście - przywodzi mi na myśl te wszystkie amerykańskie filmy z atakami kosmitów z lat 50tych i 60tych.  Można powiedzieć... strzał w dziesiątkę.

Wcześniej, jedynym piwem w tym stylu, które piłem, było IPA Samurai z browaru Kocour (sprawdźcie recenzję, poszukajcie piwa, WARTO!). Było całkowicie inne. Bardziej przystępne, o słabszym charakterze i lżejszej goryczce. Orzeźwiające i lekkie, chociaż nadal mocno goryczkowe. Tego nie mogę powiedzieć o Ataku Chmielu, który jest o wiele bardziej wymagającym piwem. Goryczka jest tutaj bardziej wyrafinowana, trzeba naprawdę ją lubić, żeby czuć przyjemność z picia. Nie pokuszę się o stwierdzenie, które piwo jest lepsze... oba są wyborne! Atak Chmielu u mnie w mieście kosztuje 6,5 zł i wierzcie mi, warto wydać te pieniądze (ja wydałem kilka razy). Ufam, że i Wam to piwo przypadnie do gustu tak jak mnie.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 4 sierpnia 2011

Odsiecz Wiedeńska

kraj: Polska
browar: Pinta / Na Jurze
ekstrakt: 13,1 ; alkohol: 4,9%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego
cena: 5,90 PLN

Czym jest Browar Pinta wie w zasadzie każdy, kto chociaż trochę się interesuje polskim rynkiem piwa. Każde ich piwo to spore wydarzenie. Jest to grupa piwowarów, która (na razie) warzy swoje piwa w Browarze Na Jurze. Mogłoby się wydawać, że jest to proceder podobny do "zlecania" browarom produkcji piw przez różne dziwne instytucje - takich piw na rynku jest sporo i najczęściej nie jest to żaden nowy produkt, jedyna co go wyróżnia to zmienione etykiety. W przypadku Pinty mamy do czynienia z oryginalnymi recepturami i bardzo ciekawymi stylami. Zapomniałbym o najważniejszym... Pinta to piwowarzy domowi i moim zdaniem to świadczy o wyjątkowości ich piw. Dzisiaj możecie przeczytać o piwie w stylu vienna lager. Co nieco na jego temat można usłyszeć u Bartka na Smakach Piwa, polecam odwiedzić. Dzisiaj więc  Odsiecz Wiedeńska, a następne z pewnością będą się pojawiać na blogu.

W szkle mamy jasno miedzianej barwy klarowne piwo. Piana średnio obfita, biała. Składa się z drobnych pęcherzyków. Utrzymuje się dość długo. Po kwadransie nadal można zaobserwować dość grubą obwódkę i krę. Jednakże opis z butelki zapowiadał pianę takiego kalibru, iż byłem pewien, że będę ją porównywać do piany weizenów. Tutaj trochę przesadzili. Odsiecz Wiedeńska pachnie słodowo. W tle wyczuwałem również przyjemny aromat chmielu. Zapach zyskuje na sile po ogrzaniu, bo z początku był taki trochę niemrawy. Bardzo przyjemny i kuszący. Czułem przede wszystkim słód, ale obecna była również wytrawna goryczka. Jest to smak głęboki, zupełnie różny od klasycznego jasnego lagera. Po ogrzaniu piwo zrobiło się lekko słodkie i pojawił się też lekko żywiczny smaczek. Mistrzostwo! Idealnie wstrzeliło się w mój smak. Wysycenie dość mocne. Po nalaniu widać buzujące bąbelki, które przy piciu przyjemnie drapią w język.

Odsiecz Wiedeńską nalano do butelki NRW i zamknięto gołym kapslem. Mamy tylko jedną sporą etykietą. Etykiety Pinty są... powiedzmy, że dyskusyjne. Sporo złego słyszałem na ich temat. Niby odstraszają, podobnie jak sama nazwa. Na mnie działają zupełnie odwrotnie. Jestem nimi zauroczony, chociaż zdaję sobie sprawę że nie jest to mistrzostwo świata. W przypadku omawianego piwa na pewno leży czcionka. Za to już sama pintowa dziewczyna, jak i husaria, i logo Pinty są super. Ogromny plus za opis i podanie dokładnego składu. Widać kto warzy to piwo, bo przyłożono się do elementów, które uważam za najważniejsze.

Odsiecz Wiedeńska to bardzo smaczny lager, które urzeka swoim smakiem. Nie mam zbyt dużego doświadczenia, ale jak dla mnie wchodzi ono w rejony piw górnej fermentacji. Niesamowicie przyjemne piwo. Ostatnie dwa zdania o cenie - jest wysoka. Nie jest to piwo na moją kieszeń, nie będę go pił zbyt często, ale spróbować trzeba koniecznie!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

czwartek, 28 lipca 2011

Piwo Trzy Zboża

kraj: Polska
browar: Jabłonowo
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,6%;butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: wielozbożowe; pasteryzowane
źródło: prezent

Jako, że ostatnimi czasy i aura, i temperatura nie sprzyjały piciu piwa (wiem, że plotę androny, bo piwo można pić zawsze, ale uwierzcie mi, że w ostatnie, deszczowe dni średnio miałem ochotę na piwo), to dopiero dzisiaj skusiłem się na jedno. Piwo Trzy Zboża z Browaru Jabłonowo, o którym będzie dzisiaj, to taka względna nowość. Uwarzone z trzech słodów (jęczmiennego, pszenicznego i żytniego), chmielu i drożdży, bez chemicznych dodatków, razem z Piwem na miodzie gryczanym i Klasztornym reprezentuje Piwną Manufakturę - projekt, który z pewnością wyciągnie Jabłonowo z grajdoła zbyt mocnych strongów..

Jest ciemnozłote, wpadające trochę w bursztyn, trochę pomarańcz, a że mamy do czynienia z piwem niefiltrowanym, to nie tylko przypomina pszeniczniaka, ale też da się zauważyć pływające w nim odrobiny osadu. Barwa nie powala, czasami uzyskuję podobny kolor jak wybełtam wodę z miodem i cytryną, ale mimo wszystko... zaraz po nalaniu wyglądało tak zajebiście apetycznie, że ledwo opanowałem się i przed pierwszym łykiem cyknąłem zdjęcie. Piana była wysoka, gęsta, składała się z drobnych pęcherzyków. Zredukowała się do obwódki i równego kożucha. Piwo Trzy Zboża pachnie przyjemnie i jest to zapach bez wątpienia bardziej złożony niż się człowiek spodziewa. Wyczułem wszystkie trzy słody, z których je uwarzyli. W zapachu dominuje oczywiście słód jęczmienny, ale przebija się spod niego ostrzejsza woń żyta, a po ogrzaniu doniuchałem się też pszenicy. Smak jest oryginalny, chociaż początkowo odniosłem wrażenie chaosu - przy pierwszym łyku ciężko się w to piwo wczuć. Jest lekko oleiste, co zapewne zawdzięcza słodowi żytniemu. Słodowo-chlebowa baza wzbogacona jest słodko-kwaśnymi akcentami z dodatkiem aromatycznej goryczki. W finiszu goryczka staje się delikatniejsza, a pierwsze skrzypce gra słodowa baza i właśnie wtedy, gdzieś tam końcem języka udaje się wyczuć wspomniane na etykiecie nuty jałowca. Słód pszeniczny zaginął w akcji, w ogóle go nie wyczułem. Całości dopełnia szczypiące w usta i podniebienie wysycenie, które dla mnie jest idealne.

Wygląd etykiet po raz kolejny na plus. Jutowy worek na tło, nazwa piwa zrobiona na pieczęć i prosty ozdobnik z trzema kłoskami. Jabłonowo idzie bardzo dobrą drogą. Ta stylizacja jest świetna i wydaje mi się, że trafia do ludzi.

Piwo Trzy Zboża wydaje mi się trochę niedoprecyzowane. Można odnieść wrażenie, że coś tam nie do końca gra. Mimo tego piwo jest smaczne i naprawdę złego słowa nie mogę napisać. Treściwe, oryginalne w smaku piwo. Warto kupić!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

sobota, 9 lipca 2011

Velkopopovický Kozel Černy

kraj: Czechy
browar: Plzeňský Prazdroj lub Velké Popovice
ekstrakt: nie podano; alkohol: 3,8%; butelka 0,5 l
typ: ciemne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 4,00 PLN

Kolejne czeskie piwko, tym razem jest to lekki ciemniak Velkopopovický Kozel Černy od Plzeňskýego Prazdroju.

Piwo ma kolor brunatny. Pod światło jest to głęboka wiśnia, bordo... coś w ten deseń. Klarowne. Po nalaniu pieni się bardzo ładnie. Piana gęsta, zabarwiona na lekko beżowy kolor, drobno pęcherzykowa z bąblami na wierzchu, niestety opada w zastraszającym tempie, nawet pocieszyć oka nie można. Redukuje się do cienkiej warstewki i ciut grubszej obwódki. Zapach lekko słodowy z palonymi akcentami. W szklance bardzo niemrawy, dawał o sobie znać głównie po otwarciu butelki. Pierwszy łyk niestety powala. Jest wodnite i lekko kwaśne. Dopiero później daje o sobie znać palony słód, który dominuje już do końca. Gdy dochodziłem do końca, wchodził w takie lekko smoliste rejony. Kozel Černy ma bardzo lekką goryczkę, która jest skutecznie zabijana kwaśnym posmakiem. Do tego dochodzi raczej średnie wysycenie, które lekko drapie w język i nic poza tym. Moim zdaniem jest to piwo bardzo przeciętne. Na plus liczę, że piłem je przy 30stopniowym upale i z racji, że nie było słodkie, całkiem nieźle mnie orzeźwiło.

Butelka wygląda bardzo fajnie. Szyjka owinięta jest sreberkiem, pod którym mamy dedykowany kapsel. Kolorem przewodnim jest ciemny brąz i naprawdę dobrze się to komponuje z deskowym deseniem. Koziołek jak zwykle świetny.

Jest to piwo wodnite, przeciętne i raczej płaskie jeżeli chodzi o smak. Na forach tematycznych można przeczytać, że ekstrakt ma na poziomie 10, więc po części nie ma co się dziwić. Ja jednak wolę ciut mocniejsze i bardziej intensywne ciemniaki. Ten mimo, że orzeźwił mnie w ten skwarny dzień, jednak nie spełnił moich oczekiwań jeżeli chodzi o smak. Dobija polska cena... 4 złote za piwo, które powinno się zapłacić połowę tego, skutecznie zniechęca mnie przed ponownym zakupem.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 8 lipca 2011

Obołoń Soborne

kraj: Ukraina
browar: Obołoń
ekstrakt: 11,5%; alkohol: 4,7%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: hipermarket Kaufland,
cena: 4,99 PLN

Burza zagnała mnie dzisiaj do Kauflanda i normalnym jest, że powędrowałem w pierwszej kolejności do regałów z piwem. Skusiłem się na Obołoń Soborne (Оболонь Соборне). Zlany potem marzyłem by orzeźwić jakimś jasnym, lekkim piwem - okazało się, że jest do tego idealne.

Piwo jest koloru jasnego złota, z solidną, drobno pęcherzykową, białą pianą, która utrzymuje się bardzo długo. Miało lekko słodowy, lekko kwaśny zapach. Raczej orzeźwiający niż odrzucających, prawdopodobnie pochodzenia mineralnego. Czuć było również trochę chmiel. W smaku dominują delikatne słodowe i mineralne smaczki. W składzie wymieniono wodę artezyjską "wydobywaną z jurajskiego poziomu", i przyznam szczerze, że to czuć, szczególnie gdy Soborne trochę odgazuje. Gdzieś w tle majaczył chmiel, znowu. Bardzo orzeźwiające i lekkie piwo. Jedyny minus to mała goryczka, ale nie można mieć wszystkiego. Aaa... bym zapomniał. Wysycenie bardzo duże - cholernie uprzyjemnia picie. 

Butelka zrobiona na bardzo bogato. Samo szkło tradycyjne - zielone i tłoczone. Etykiety w takich samych fantazyjnych kształtach. W Sobornym mamy szafirowo-chabrowe tło z rycinami cerkwi. Wszystko ocieka złotem i robi to naprawdę świetne wrażenie. Żadnej przesady. Kontra w 100% po polsku - zawiera chyba wszystkie potrzebne informacje. Jak dla mnie to wzór jeżeli chodzi o taki opis na kontrze, chociaż już same wymienione składniki nie zachwycają (kasza kukurydziana, cukier).

Jest to piwo idealne na upały. Smaczne, leciutkie, pięknie wchodzi. Z tym, że to nie jest nic wybitnego. Po prostu smaczny lager. Przy dzisiejszych temperaturach i duchocie jaka mnie męczyła okazało się jednak idealne. Dużym mankamentem jest cena. 5 złotych to zdecydowanie za dużo. Dla mnie powinno kosztować o te 1,5 zł mniej. Chociaż można wyczytać, że trafia się w promocjach, np. w Piotrze i Pawle w kwietniu było po 1,23 zł.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

piątek, 1 lipca 2011

Spiż Pszeniczne

kraj: Polska
browar: Spiż Wrocław
ekstrakt: 12%; alkohol: 5,7%; z bezcki 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pszeniczne; niepasteryzowane
źródło: ogródek Spiż na Rynku we Wrocławiu,
cena: 9,90 PLN

W zeszły weekend gościłem we Wrocławiu na Dniach Fantastyki. Chcąc połączyć przyjemne z... przyjemnym, odwiedziłem wraz z przyjaciółmi wrocławski Spiż, który jakby nie patrzeć jest uważany za swojego rodzaju pozycję obowiązkową na piwnej mapie Polski. Zamówiłem pszeniczniaka, by ugasić pragnienie po późnym śniadaniu i strasznie żałuję, bo było to piwo raczej słabe.

Spiżowe Pszeniczne było jasno cytrynowe i mętne. Piana biała, trwała, składała się z drobnych i średnich pęcherzyków. Utrzymywała się do końca. Za to plus. Pachniało niewyraźnie. Wyczułem lekką woń bananów, były też kwaśne nuty, które zakwalifikowałbym jako cytrusy. W smaku natomiast piwo okazało się jeszcze bardziej lichutkie. Przede wszystkim wodnite i lekko kwaśne. Czułem coś co od biedy nazwałbym goździkami i jeszcze czymś co niestety kojarzyło mi się tylko i wyłącznie z kiszoną kapustą. Gdzieś bardzo daleko majaczył bardzo niewyraźny smak chmielu. Piwo zostawiało kwaśny posmak, który później wchodził w rejony smakowe jakie odpowiadają czemuś zjełczałemu. Bardzo nieciekawe doznania.

Piwo podaje się tam w gołym szkle. Każdy styl w takim samym. Rozumiem, że to z oszczędności, ale mimo wszystko szkoda. Na te kilka, które zamówiliśmy (a zamawialiśmy różne) połowa była nienalana do końca. Do piwa dostaliśmy chleba z firmowym smalcem. Także i zakąska nie powalała. Smalec był niesmaczny, a mój chleb czerstwy. Mam nadzieję, że ogródek różni się od tego jak podaje się w środku.

Nie chcę się tutaj wypowiadać o całym Spiżu. Na piwa, które zamówiliśmy, skarżyli się tylko ci, którzy wybrali pszenicę. Była ona niezbyt smaczna, bez charakteru i w ogóle nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Te 10 złotych, które tam zapłaciłem było najgorzej wydanymi pieniędzmi w zeszły weekend. 100 razy bardziej wolę pszenicę z Bierhalle.

wtorek, 21 czerwca 2011

Velkopopovický Kozel Světlý

kraj: Czechy
browar: Plzeňský Prazdroj lub Velké Popovice
ekstrakt: 10%; alkohol: 4,0%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 3,50 PLN

Kozel Světlý to czeska koncernowa dziesiątka. I mimo, że jestem do dziesiątek lekko zrażony to nie ma co ukrywać - ta mi podeszła.

Ten Kozel ma kolor jasnego złota i wydaje mi się, że jest to barwa dość mocna jak na taki ekstrakt. Co więcej, wydaje mi się, że opisywana półtora roku temu jedenastka miała jaśniejszą barwę. Piana bielutka, średnio obfita, składa się ze średnich pęcherzyków i dużych bąbli. Opada lawinowo w kilka sekund i redukuje do zera w mniej niż pięć minut. Bida. Piwo natomiast pachnie dość apetycznie. Słodowo-chmielowy, lekki i orzeźwiający zapaszek. W smaku jest bardzo poprawnie. Mamy lekko zaznaczony słód, wyraźną goryczkę. Piwo lekkie, orzeźwiające z dość mocnym wysyceniem i takim charakterystycznym goryczkowym posmakiem. Poza tym, mimo niższego ekstraktu nie czułem tej "wodnitości" jak w przypadku Kozela Medium.

Butelka z przyjemnymi etykietami. Kozel Světlý, w przeciwieństwie do trzech innych Kozeli, jest pozbawiony sreberka na szyjce, co jest normą przy czeskich dziesiątkach. Najbardziej w oczy rzuca się oczywiście koziołek - sympatyczna bestia. Jasne tło, stylizowane na deski wygląda fajnie. Jeżeli dodamy do tego nieźle skrojone czcionki otrzymujemy naprawdę fajną butelkę. Kontrę zdobi fragment ryciny jakiegoś sielskiego widoczku. Całość zamyka dedykowany kapsel.

Przyjemna dziesiątka, która jak sądzę dobrze orzeźwi po ciężki dniu pracy. Jednakże niewarta tych 3,50 zł, które za nią zapłaciłem. Gdybym miał możliwość kupienia jej w Czechach, w "czeskiej" cenie to pewnie bym się skusił.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

niedziela, 19 czerwca 2011

Slow Lime

kraj: Polska
browar: Witnica
ekstrakt: nie podano; alkohol: 4,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane; niepasteryzowane
źródło: delikatesy Piotr i Paweł,
cena: ok. 3,99 PLN

Szczerze mówiąc mam trochę dość piw smakowych, ale podejrzewam, że póki mamy względne ciepło na dworze i upały w perspektywie, to będę coś ciągle próbował i opisywał. Jak ktoś takie rzeczy lubi to bez sensu żeby się orzeźwiał i przy okazji truł jakąś koncernową podlizną. Także dzisiaj piszę o kolejnym aromatyzowanym piwie - jasne, niepasteryzowane Slow lime z Browaru Witnica.


Slow lime jest koloru jasnej słomki. Na kontrze ostrzegają o osadzie, ale moje było krystalicznie czyste. Piana po nalaniu tworzy całkiem ładną, białą czapę składającą się ze średnich pęcherzyków. Powoli opada, osiada na szkle, ale o dziwo jest dość trwała. Utrzymuje się w postaci cienkiej warstwy praktycznie do końca. Zapach jednak nie trafia do mnie. Pachnie owocowo... limonkowo-cytrynowo. Kojarzy mi się to z jakimś kwaśnym napojem gazowany, których staram się unikać jak ognia. W smaku jest natomiast zaskakująco przyjemne i ten pierwszy łyk w moim przypadku był nielichym zaskoczeniem. Spodziewałem się czegoś chemicznego, a smak wydawał mi się... no naturalny. Każdy łyk z początku wydaje się kwaskowy, ale na szczęście to nie dominuje, udało się to przełamać. Czuć, że słodowa podbudowa komponuje się ze słodko-kwaśnym smakiem cytryny i chmielem. Efekt psuje moim zdaniem trochę mdła goryczka, ale w ustach zostaje bardzo przyjemny smak cytryny. Ogólnie ciężko coś złego o Slow lime powiedzieć. Jest lekkie, ale nie nazwałbym go wodnitym i świetnie orzeźwia. Jest porządnie nagazowane.

Zastanawiam się czy to "slow" w nazwie ma nawiązywać do ruchu slow food i ma przełamać stereotyp, że piwa aromatyzowane to chemiczne potworki. Jeżeli tak miało być to Witnica powinna postarać się o porządnie wypisany skład na kontrze. Lakoniczne "zawiera słód jęczmienny i aromaty" szczerze mówiąc trochę zniechęca. A co do wyglądu. Butelkę mamy bezzwrotną, z gołym kapslem i typowymi jak dla Witnicy etykietami. Ładna kolorystyka i układ, dobra czcionka (chociaż nie rozumiem do końca czemu "lime" mamy z małej). Gdyby nie logo browaru to powiedziałbym, że jest bardzo ładna.

Nie będę ściemniać, Slow lime to piwo-lemoniada, ale jest smaczne. Nie za kwaśne, nie za słodkie. Wydaje się idealne do ochłody w gorący dzień.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

wtorek, 7 czerwca 2011

Magnus Wiśniowy

kraj: Polska
browar: Jagiełło
ekstrakt: 14,2%; alkohol: 6%;
butelka 0,33 l
typ: ciemne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane; pasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego,
cena: 2,70 PLN 

Ofensywy smakowych piw z Jagiełły ciąg dalszy. Dzisiaj Magnus Wiśniowy.

Piwo jest klarowne, koloru ciemnobrązowego, pod światło bordowo-rubinowe. Chyba najjaśniejsze ze smakowych Magnusów. Piana raczej słaba. Beżowa, nieregularnej struktury, nietrwała, ze skłonnościami do dziur. Redukuje się do obwódki. Zapach bardzo przyjemny, słodko-kwaśny, wiśniowy z dodatkiem czegoś co osobiście kojarzy mi się z czekoladą deserową. Nie wyczułem typowych, piwnych aromatów. W smaku jest przyjemnie słodkie. Podobnie jak w przypadku zapachu, mamy tutaj słodko-kwaśną (z przewagą słodyczy) wiśnię z dodatkiem deserowej czekolady i ulotnego aromatu palenia. Po każdym łyku, w posmaku utrzymuje się wiśniowy, lekko cierpki smak. Wysycenie od początku nie jest specjalnie mocne, a już wyraźnie słabnie w końcówce.

Wygląd butelki... w przypadku Magnusa Wiśniowego możemy mówić o najładniejszej w serii. Gdyby nie prążkowana górna jej część można byłoby ją nazwać ładną. Serio. Reszta zastrzeżeń bez zmian: krzywo naklejone etykiet, butelka pobrudzona klejem, uboga kontra, brak składu. 

Magnus Wiśniowy jest przyjemnym piwem, spodoba się miłośnikom słodkich, smakowych ciemniaków. Z tym, że odradzam go pić przy obecnej pogodzie. Jego mocna słodycz nie orzeźwi, a raczej zamuli.

sobota, 4 czerwca 2011

Zawiercie Bursztynowe



kraj: Polska
browar: Browar na Jurze
ekstrakt: 13,1%; alkohol: 5,6%; butelka 0,5 l
typ: półciemne; rodzaj: ale; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Reymonta,
cena: 4,30 PLN

Wszyscy ostatnio piszą, bądź mówią, o piwach Pinty, których jeszcze nie miałem okazji spróbować i po cichu obawiam się, że ich nie spróbuję. Na Experiment Beer mnie natomiast, o piwie też warzonym w Browarze na Jurze, ale już w stu procentach ichnim. Zawiercie Bursztynowe, bo o nim będę pisać, to jedno z czterech piw spod nazwy Zawiercie (są jeszcze: Jasne Pełne, Miodowe i Czekoladowe). Jest to również jedno z niewielu warzonych w Polsce piw górnej fermentacji. Pod "bursztynową" nazwą kryje mocno goryczkowy bitter, a nie jak można się spodziewać słodkawy ulepek dla osób nieprzepadających za piwem.
Piwo jest koloru ciemnego bursztyny, herbaty... pod światło widać miedziane refleksy. Piwo jest lekko oleiste, klarowne. Z pianą tutaj raczej średnio. Po nalaniu tak na trochę więcej niż palec. Jest lekko przybrudzona... szara albo wpadająca w ecru, składa się z drobnych i średnich pęcherzyków. Redukuje się do obwódki. Oblepia szkło. Zawiercie Bursztynowe pachniało mi słodowo, lekko karmelem i drożdżami. Dało się też wyczuć ulotne nuty chmielowe. Owoców, o których pisali koledzy-blogerzy, niestety wyczułem. W smaku, najprościej rzecz ujmując, przepyszne! Dawno pierwszy łyk i spłukująca gardło wytrawna goryczka nie wzbudziła u mnie takiego entuzjazmu. Jest ona tutaj o wiele bardziej złożona i cięższa niż w przeciętnym lagerze. Można powiedzieć, że lekko korzenna, torfowa. Uwalnia swoje dodatkowe atuty w posmaku i jest po prostu wyborna! A to wszystko na słodowej podbudowie z wyczuwalnymi karmelowymi i lekko kwaśnymi nutami. Wysycenie raczej słabe - lekko drapie, nie przeszkadza. 

Wygląd butelki nie wzbudza niestety mojego entuzjazmu. Na szyjce mamy dość ciekawą etykietę. W kształcie litery V z przyjemnie wykonaną wstęgą z napisem "Naturalne" i kuflem - stylowo podchodziło mi to pod podręczniki RPG do jakiegoś fantasy. To mi się akurat podoba. Natomiast duża etykieta to taka lekka wioska. Górna jej część to rysunek karczmy (a dokładnie jest to "Karczma u Stacha"), też w podobnym stylu co ten kufelek na krawatce, ale wykonana słabiej. Ale to nadal nie jest złe. Zła jest cała reszta. Tło w kolorze starego papieru, ciemno-bura kolorystyka i chociaż zdaję sobie sprawę czego chcieli dokonać, to nie uważam że to do końca wyszło. Dolna część to jasny, mleczny bursztyn, który wygląda jak kartofel i który w ogóle nie ma nic wspólnego z piwem. Jest też stempel "Piwo z Jury" (tego się nie czepiam) i moim zdaniem źle dobrane czcionki. Całość taka bura, nijaka i nieprzyciągająca wzroku. Szkoda. Na kontrze komplet informacji, również o tym, że mamy do czynienia z górną fermentacją. W ogóle mamy opis piwa co jest dla mnie super sprawą. Przyczepić się jeszcze muszę nazwy... po kiego grzyba to "Bursztynowe"? Tak jak zauważył Kopyr, dlaczego nie pokusili się o zaznaczenie w jaki stylu to uwarzyli? Można szukać analogii, że i bursztyn, i Bursztynowe to skarb Polski, ale to naprawdę naciągane. Ktoś to rzuci okiem na to butelkę w sklepie i przypadkiem nie zapyta się "A co to jest?", w życiu nie domyśli się z czym miałby do czynienia. Gdybym nie wrócił kilka dni temu, do wpisu na którymś z piwnych blogów, na bank bym je przegapił!

Zawiercie Bursztynowe to piwo dla ludzi lubiących cięższe, goryczkowe piwa. Nie mam doświadczenia z bitterami, ale uwielbiam piotrkowskie Ale Ale, i uwielbiam też Zawiercie Bursztynowe. To miłość od pierwszego łyka! Piwo warte pieniędzy które za nie zapłaciłem (kocham Piwowara za takie ceny). Jeżeli do tej pory je omijaliście, obawialiście się go, bądź o nim nie słyszeliście, to teraz jest pora by go próbować. Koniecznie!

czwartek, 2 czerwca 2011

Perlenbacher Premium Pils

kraj: Niemcy
browar: Mauritius Brauerei
ekstrakt: 11,2%; alkohol: 4,9%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: pilsner; pasteryzowane
źródło: hipermarket Lidl,
cena: 2,19 PLN

Kilka osób powiedziało mi, żebym przy okazji wizyty w Lidlu zaopatrzył się w ich sztandarowy piwny produkt - Perlenbachera Premium Pilsa. Również na dwóch zaprzyjaźnionych blogach (klik, klik) zostało to piwo dość pozytywnie ocenione, także dzisiaj znalazło się w mojej lodówce, a później w szklance.

Perlenbacher to niemiecka jedenastka w kolorze bardzo jasnej słomki. Ma ładną, białą pianę. Tworzy się z drobnych i średnich pęcherzyków i ma sporą tendencję do dziur, ale utrzymuje się niesłychanie długo. Sama czapa opada w trzy minuty, ale zostaje kilkumilimetrowa warstewka, która jest na piwie do samego końca, częściowo także zostając na szkle. Piwo pachnie chmielem. Nie jest to specjalnie urokliwy aromat, ale jest w nim coś orzeźwiającego. W smaku... no cóż... nie powala, ale jeżeli spojrzymy na cenę - 2,19 zł - to ciężko wybrzydzać. Piwo jest niesłychanie lekkie. Dominują smaki mineralno-kwasowo-chmielowe, jest lekka goryczka. Mało treściwe i wodnite, ale to świetnie maskuje bardzo mocne wysycenie, które dodatkowo podbija smak.

Perlenbacher sprzedawany jest w wysokiej, wąskiej, bezzwrotnej butelce. Na dodatek dedykowanej i gwintowanej. Na etykietach dominuje biel i złoto, ale sprawiają raczej wrażenie skromnych. Są utrzymane w typowej dla Niemców prostocie. Jedynym ozdobnikiem jest herb (znajduje się on również na kapslu).  Kontra w ośmiu językach, jest tam wszystko co chcielibyśmy przeczytać. Sądzę, że spokojnie można ją postawić jako taki niedościgniony wzór dla polskich tanich koncerniaków.

Perlenbacher Premium Pils to fajne piwo z tego segmentu cenowego. Mało ma tam równie dobrych konkurentów i chociaż nie jest to nic specjalnego, to pije się bez bólu i zostawia po sobie dobre wrażenie. Także jeżeli przed jakimś grillem doskwiera brak gotówki dobrym wyjściem jest wycieczka do najbliższego Lidla po tego pilsa.

niedziela, 29 maja 2011

Lubuskie Jagodowe

kraj: Polska
browar: Witnica
ekstrakt: nie podano; alkohol: 4,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane; niepasteryzowane
źródło: sklep koło kościoła Miłosierdzia Bożego
cena: ok. 3,70 PLN

Dzisiaj znowu piwko smakowe i od razu przyznam się, że spowodowane jest dwoma czynnikami. Po pierwsze chciałem opisać coś w miarę nowego i pasującego do pogody - robi się coraz cieplej. Po drugie, ostatnio próbowane przeze mnie piwa aromatyzowane były naprawdę niezłe. Także jak tylko w sklepie, gdzie na co dzień kupuję piwo wypatrzyłem Lubuskie Jagodowe to wziąłem je bez specjalnego zastanawiania się. Z czystym Lubuskim miałem kontakt już kilkakrotnie i nie jestem jego wielkim entuzjastą. Zdecydowanie najlepiej mi wchodziło lane z beczki w Piwotece Narodowej. Pierwsze kilka łyków to autentyczne niebo w gębie, następne były już bez fajerwerków, ale skłamałbym pisząc, że mi nie smakowało. Natomiast butelkowane nigdy mi do końca nie podchodziło (ale to już temat na osobny wpis). Tutaj mamy do czynienia, jak sama nazwa wskazuje, z piwem jagodowym na bazie Lubuskiego właśnie i jeżeli miałem jakieś obawy to właśnie co do tej bazy, bo jagody bardzo lubię.

Pierwsze co się zauważa, to zapach po otwarciu butelki, więc zacznę od tego. W nozdrza uderza bardzo intensywna woń jagód. Właściwie to z czymś takim się jeszcze nie spotkałem w przypadku żadnego smakowego piwa. Lubuskie Jagodowe pachnie sokiem jagodowym mojej babci... tyle, że mocniej! Ta intensywność jeszcze się zwiększa po przelaniu do szklanki. Mam wrażenie, że z tym lekko przedobrzyli. Jest to zapach słodki, ale nie jestem w stanie wyczuć w nim żadnych typowych dla piwa nut. Piwo jest koloru ciemno amarantowego, wpadającego w rubin. Jest klarowne. Zaraz po nalaniu mamy czysto symboliczną pianę, która przypominała mi trochę tą z coli. Składa się z grubych pęcherzyków i jest zabarwiona na kolor piwa, opada szybko... ale o dziwo pozostaje w postaci cienkiego, różowego kożuszka. W smaku Lubuskie jagodowe nie jest typowo słodkim ulepkiem - a muszę się przyznać, że właśnie takiego przesłodzonego, landrynkowego czegoś się niesłusznie spodziewałem. W smaku jest... na pewno jagodowe, lekko kwaskowe, orzeźwiające. Na dalszym planie jest lekka goryczka, która urozmaica konsumpcje. Aczkolwiek nie dam sobie głowy uciąć, że to piwna goryczka. Osobiście nie jestem w stanie wyczuć nic z Lubuskiego, żadnych nut typowo piwnych. Moim zdaniem przesadzono z wysyceniem - jest zbyt mocne, bąbelki atakują gardło tak mocno że przy większym łyku bolało.

Wygląd butelki oceniam raczej pozytywnie. Etykieta czytelna, wyraźnie daje do zrozumienia, że to piwo jagodowe nie jest tylko z nazwy ale i z koloru, i smaku. Ładnie wszystko jest zaprojektowane. Kontra w trzech językach, ale z racji prążkowanego tła jest to średnio czytelne. No i mamy krawatkę z logiem Witnicy. Tutaj się trochę będę pastwić. To zdecydowanie najgorzej zaprojektowane logo wśród polskich browarów. Nie twierdzę, że prosta jest zła... czasami dzięki kilku prostym kreskom lub kółkom marki są rozpoznawane na całym świecie, ale to czym sygnuje swoje produkty Browar Witnica woła o pomstę do nieba. Nawet producenci kabli zapłonowych mają lepsze logotypy, a przecież browar powinien budować więź z klientem chociażby dzięki estetycznemu logo. Co z tego, że etykieta jest okej, jak później wzrok wędruje na szyjkę i robi się słabo? Kolejne dwa minusy: bezzwrotna butelka i goły kapsel. 

Lubuskie Jagodowe jest fajnym, orzeźwiającym trunkiem, który mam wrażenie jest skierowany: 1. do ludzi nie przepadającym za piwem, 2. na nadchodzące ciepłe dni. Polecam spróbować, chociaż wątpię żeby ludzie którzy lubią piwo nagle się na to przerzucili.

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

sobota, 21 maja 2011

Holba Premium

kraj: Czechy
browar: Pivovar Holba
ekstrakt: nie podano; alkohol: 5,2%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: lager; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Reymonta,
cena: 2,60 PLN

Ostatnie czeskie piwko opisałem na blogu ponad 10 miesięcy temu i chyba od tamtego czasu też żadnego nie piłem. Będąc ostatnio w Piwowarze wpadł mi do głowy pomysł by to zmienić, więc dzisiaj czeski lager z browaru Holba w Hanusovicach - Holba Premium.

Holba Premium jest klarowna i ma kolor złota. To piwo pieni się na potęgę i bąbelkuje jak szalone - dawno czegoś takiego nie widziałem. Po nalaniu była na dwa palce. Gęsta, biała i drobnopęcherzykowa, opadała powoli oblepiając ścianki szklanki. Zredukowała się do półcentymetrowej warstwy i taka została do samiutkiego końca! Zapach bardzo świeży i orzeźwiający. Można wyczuć stonowane nuty chmielowe. W smaku lekko kwaśne (po kilku łykach miałem wrażenie, że to taka kwaśność pochodząca z wody mineralnej) z wyraźną głęboką goryczką, która utrwala się w posmaku. Jest moim zdaniem trochę wodnite, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Mocne wysycenie w każdym łyku drapie w gardło. Piwo jest lekkie i orzeźwiające. Idealnie sprawdziło się takie mocno schłodzone, po wysiłku fizycznym i myciu auta na działce wchodziło świetnie. Bardzo przyjemny goryczkowy lager.

Holba Premium jak to piwo czeskie nalane jest tradycyjnie do półlitrowej butelki NRW. U nas jest to bezzwrotne, na szczęście w pabianickim Piwowarze naliczają normalnie kaucje i można ją oddać. Na prostokątnej etykiecie mamy owal ze złotą obręczą. Proste wzornictwo, prosta czcionka, dobre połączenie kolorów. Wszystko bardzo schludne. Największą ekstrawagancją wydaje się herb browaru w Hanusovicach. Na szyjce mamy złote sreberko z nadrukowaną zmniejszoną etykietą. Pod sreberkiem gładki kapsel. Na kontrze wszystko po czesku (tylko mała naklejka od importera z wymienionym składem) i brak informacji o ekstrakcie. Na stronie internetowej również nie znalazłem tej . Nie jestem znawcą czeskich piw, ale po nazwie wnioskuję, że mam do czynienia z dwunastką. 

Za tą cenę spodziewałem się czegoś o wiele słabszego. Ten lager jest jak najbardziej warty kupna.

wtorek, 17 maja 2011

Żytnie

kraj: Polska
browar: Konstancin
ekstrakt: 12,4%; alkohol: 5,3%; butelka 0,5 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / żytnie; pasteryzowane
źródło: sklep Piwowar na Reymonta,
cena: 4,80 PLN

Tak się nieszczęśliwie złożyło, że przegapiłem zeszłoroczną, wiosenną premierę naszego polskiego roggenbiera z Browaru Konstancin i gdy przypomniałem sobie o nim na początku wakacji to już go na sklepowych półkach nie było. I mijałem się z nim do dzisiaj. Żytnie, bo o nim mowa, udało mi się dostać, w przeniesionym kawałek od starej lokalizacji, Piwowarze. W tej chwili sklep jest nie tylko o wiele mniejszy, ale ma potwornie okrojony asortyment. Aż serce bolało patrząc na 3 półki. Na szczęście Żytnie mieli! Roggenbier, czyli piwo z żyta (a raczej z użyciem słodu żytniego), to raczej niepopularny w Europie styl, który ma sporo wspólnego z piwem pszenicznym.

Żytnie jest warzone z 5 rodzajów słodu: żytniego, monachijskiego, pilzneńskiego, karmelowego i barwiącego oraz z dwóch rodzajów chmielu: goryczkowego i aromatycznego. Ma głęboki, miedziany kolor i jest klarowne. Jest to piękna, ciesząca oczy barwa. Jeżeli chodzi o pianę to zaraz po nalaniu jest dosyć hojna, ale niestety, niezbyt trwała. Tutaj spodziewałem się czegoś podobnego do tradycyjnego hefe weizena. Piana była drobnopęcherzykowa, lekko kremowa, ale zniknęła w moment. Natomiast moja pierwsza myślą jeżeli chodzi o zapach była taka, że Żytnie przypomina właśnie pszeniczniaka. Czuć było goździki i banany. Później do nosa dochodzi zapach słodu. Gdybym miał zamknięte oczy i nie wiedziałbym co wącham, to prawdopodobnie nie rozróżniłbym. Ze smakiem z początku było podobnie. Przy pierwszych łykach czułem głównie słodycz oraz goździki i bananany. Co różniło Żytnie od piwa pszeniczego to fakt, że było ono gęste, oleiste. Po kilku następnych, dominująca słodycz zaczęła ustępować na rzecz lekkiej kwasowości ujawniającej się w posmaku. Podejrzewam, że to sprawka słodu żytniego, bo był to dla mnie całkowicie nowy, złożony  i ciężki do zidentyfikowania smak - momentami miałem wrażenie, że była tam obecna również lekka goryczka. Wysycenie średnie, pod koniec praktycznie całkowicie znikło. O ile dobrze pamiętam słabsze wysycenie to stały punkt programu w piwach z Konstancina. Jak dla mnie piwo było odrobinę zbyt słodkie. Od hefe weizena odróżnia je przede wszystkim to, że jest bardziej treściwe i mam wrażenie, że nie byłbym w stanie się nim orzeźwić w upalny dzień.
 
Za wygląd opakowania trzeba dać ogromnego plusa. Przyjemna dla oka kolorystyka. Sielski widoczek: pole po żniwach i wiatrak z dodatkiem kłosów żyta. Całość w żółtych barwach z małym dodatkiem brązu. Do tego dobrze dobrana, prosta czcionka i ładnie wkomponowane w całość logo Konstancina - jak dla mnie super. Do tego krawatka w fajnym kształcie i komplet informacji (wraz z krótkim opisem) na kontrze. Do tego firmowy kapsel. Patrzę na butelkę, mam w pamięci to co już piłem i myślę, że Żytnie w rodzinie piw z Browaru Konstancin prezentuje się najlepiej.
Polecam Żytnie, nie tylko ze względu na fakt, że to kolejny "wynalazek" warty odhaczenia. To piwo ma charakter i jest niepodobne do żadnego innego obecnego w tej chwili na rodzimym rynku. Wadą jest trochę cena. 5 złotych to sporo, ale uważam, że od czasu do czasu warto. Naprawdę!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:

poniedziałek, 16 maja 2011

Pink Killer

kraj: Belgia
browar: Brasserie de Silly
ekstrakt: 11%; alkohol: 5%; z beczki 0,25 l
typ: jasne; rodzaj: specjalne / aromatyzowane, pszeniczne; niepasteryzowane,
źródło: Piwoteka Narodowa na 6 Sierpnia w Łódzi,
cena: 7 PLN

Wczoraj udaliśmy się do nowo otwartej Piwoteki Narodowej (o samym lokalu później). Liczyłem, że dostępne będzie menu z soboty (głownie chodziło mi o Atak Chmielu z Pinty), ale w niedzielę akurat tego zabrakło. W pierwszej kolejności wybraliśmy lanego, belgijskiego Pink Killera, który jest piwem owocowym robionym na bazie pszenicy. Fajnie wyszło, bo to 101 piwo opisane na Experiment Beer i nawiązuje trochę do pewnego klasycznego filmu Disneya.

Pink Killer jest pomarańczowe i mętne. To drugie dość ciężko stwierdzić, bo dedykowane szkło jest mrożone. Piana bielutka, bardzo gęsta, składa się z bardzo drobnych pęcherzyków. Po nalaniu na dwa centymetry. Redukuje się do cienkiego kożuszka, później do obwódki, osadza się też na szkle. Zapach przede wszystkim kwiatowy. Dodatkiem jest lekki aromat cytrusów. Raczej słodki. W smaku piwo jest lekko słodkie z dodatkiem kwasowej nuty. Wyczuwałem mandarynki i czerwonego grejpfruta. Piwo orzeźwiające i lekkie, ale trochę zbyt "perfumowane". Ja to odebrałem trochę jak kwiatowy smaczek, moja Kamila doszukiwała się tutaj czegoś chemicznego. Mnie to jednak nie przeszkadzało. Piwo idealnie ugasiło pragnienie, z każdym łykiem uwalniało swój aromat. Wysycenie dobre, przyjemnie szczypało w język. Jako, że nie mogę ocenić opakowania skupię się na szkle. Szklanka do Pink Killera nie przypadła mi do gustu. Mrożone szkło utrudnia dobre przyjrzenie się piwu. Sam kształt jest okej, mam nawet podobne szkło do maiselowego dampfbiera, ale szkło jest w tym wypadku jak dla mnie ciut za grube - preferuje jednak cieńsze. Logo za to bardzo sympatyczne - takie różowe połączenie Scooby Doo i Cujo.

Polecam obejrzeć materiał wideo, na którym możecie obejrzeć jak barman (jednocześnie właściciel) nalewał nam piwo. Widać jak prezentowało się w szklance. Mam nadzieję, że to nie ostatni filmik jaki będziecie mieli okazję tutaj obejrzeć (i jednocześnie zrekompensuje wam zdjęcie z uciętymi szklankami). Kilka słów podsumowania. Pink Killer to fajne i oryginalne (przynajmniej dla mnie) piwo smakowe. Dziwią mnie, więc bardzo słabe oceny w serwisach. Rzeczywiście mało tu typowego smaku piwa, ale można się tu doszukiwać śladów znanych z pszenicy czy witbiera. Moim zdaniem jest w porządku.


A teraz o Piwotece Narodowej, która działa dopiero od 10 dni.

Lokal znajduje się w Łodzi przy ulicy 6 Sierpnia. Kilkanaście metrów za sklepem Piwoteka patrząc od ulicy Piotrkowskiej. Składa się z dwóch sal i oddzielonej szklanymi drzwiami palarni (łącznie to jest ok. 120 m2). Wystrój i kolorystyka bardzo przypadły mi do gustu. Takie połączenie nowoczesności i tradycji. Sporo piwnych szyldów na ścianach. Sala w której siedzieliśmy była czarno - czerwona, ale kolory nie przytłaczały. Okna na ulicę zapewniały bardzo dużo światła. Druga sala jest w kolorze zielonym i złotym, w takich samych są obicia krzeseł. A teraz najważniejsze. Z kranu lanych było 8 piw: dwa belgijskie: Pink Killer i Delirium Tremens, czeski Primator Dark, Warnijskie (albo Warmiak), Lubuskie, Celtyckie, Pyszne i Wiśnia w piwie. Fajny wybór, chociaż mnie zabrakło jakiegoś pale ale albo bittera. Jako drugie wypiłem Lubuskie, moja Kamila zdecydowała się na Chimaya Tripple z butelki - tych jest około 50 do wyboru, sporo czeskich i belgijskich (żałuję że nie cyknąłem zdjęcia menu). Do tego oczywiście kawa, herbata i jakieś przekąski. Właściciel, który nas obsługiwał to bardzo sympatyczny człowiek. Porozmawialiśmy chwilę, zdradził, że niedługo może się pojawić w ofercie lany Porter Łódzki. W tygodniu mają dowieźć piwa z Pinty. Jak dla mnie Piwoteka Narodowa to świetne miejsce, jak na razie to najlepszy tego typu lokal w jakim byłem. Idealny aby napić się dobrego piwa w przyjemnej atmosferze, przy lekkiej muzyczce. Trzymam za niego kciuki i życzę sukcesów. Mam nadzieję, że dam radę zaglądać tam tak często, jak będę w Łodzi. Zachęcam do tego wszystkich znajomych z regionu. Warto.

sobota, 14 maja 2011

Chimay Blue

      SETNE PIWO NA EXPERIMENT BEER!
 
kraj: Belgia
browar: Abbaye Notre Dame de Scourmont
ekstrakt: 19,6%; alkohol: 9%; butelka 0,33 l
typ: półciemne; rodzaj: ale; niepasteryzowane
źródło: prezent

Dzisiaj blog obchodzi mały jubileusz. Opisałem do tej pory 99 piw, na to setne wybrałem coś specjalnego. Od pewnego czasu zbierałem się do niego (co zresztą zapowiadałem) i gdy doszło do mnie, że zbliżam się do setki, postanowiłem, że będzie odpowiedni moment na skosztowanie Chimay Blue - "jedną z ikon światowego piwowarstwa". Blue to mocny dubbel, który dojrzewa i refermentuje w butelkach. Początkowo był warzony jako piwo świąteczne, stąd też jego moc. Jednakże jego olbrzymi sukces spowodował, że został piwem całorocznym. Można go przechowywać nawet kilka lat. Z wiekiem staje się podobno coraz smaczniejszy. Ten który piłem jest z rocznika 2009, a na kontrze ma datę przydatności 2014. Chowałem go prawie półtora roku. To bardzo smaczne piwo, nie mogę sobie nawet wyobrazić jakie byłoby za te 3 lata.

Piwo po przelaniu do kielicha ma kolor brązowy i jest zupełne mętne. Piana niestety słabiutka. Średniopęcherzykowa, beżowa, opada bardzo szybko. Zostaje po niej cieniutka obwódka z wyspą koloru kremowego po środku. Szczerze mnie to zasmuciło, bo spodziewałem się gęstej piany jak w przypadku tripla. Cóż, nie można mieć wszystkiego. W zapachu przede wszystkim drożdże. Wyczuwalna jest też lekka kwiatowa słodycz (która z biegiem czasu się umacnia) i delikatne cytrusow orzeźwienie. Piwo jest gęste i treściwe. Wytrawne i lekko cierpkie w smaku z wyczuwalnym alkoholem i delikatną goryczką w posmaku. To nie wszystko! W Chimay Blue wyczułem również świeże orzechy włoskie - takie z których możemy jeszcze obrać gorzką skórkę. Niesamowite połączenie! Alkohol gra tu bardzo ważną rolę. Urzeka swoją wytrawnością i wyrazistością, porządnie uderza do głowy. Po tych 330ml zrobiło mi się naprawdę ciepło i miło. Wysycenie z początku porządne, ale z czasem coraz bardziej słabnie.

Opakowanie Blue nie różni się specjalnie od pozostałej dwójki, więc nie będę się rozpisywał (odsyłam do poprzednich wpisów). Jedyne różnice to: chabrowe tło etykiet i rocznik przy herbie Chimaya.

Chimay Blue robi bardzo duże wrażenie. Jest to piwo aromatyczne, mocne, a każdy jego łyk to autentyczna przyjemność. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby komuś nie smakować. Osobiście jednak bardziej przypadł mi do gustu Chimay Triple. Całą trójcę po prostu trzeba spróbować! Niesamowite piwa!

Przeczytaj opinię o innym piwie z tego browaru:
Related Posts with Thumbnails